ślizgowisko ⛸

Gdzieś mi mignęła degustacja tortów weselnych i pomyślałam, że to dobry pomysł na sobotnią atrakcję. Cena była od pary, czyli mogłabym wziąć JEDNO dziecko i pojechalibyśmy wybierać tort pod hasłem: Na osiemnastkę? LECZ co zrobić z pozostałą dwójką? Projekt więc został odłożony na kiedyś i po bieganiu/korkach z matmy/ szybkich zakupach (płyn do płukania i mięso na zupę)/ błyskawicznym i nieskomplikowanym obiedzie (kapuśniak i grzanki)/rozwieszeniu prania… pojechaliśmy na……łyżwy! W przyszłym tygodniu wyjście na lodowisko z całą klasą ma Mieszko i bardzo jestem z niego dumna, że NIE było mu łatwo i chociaż głównie przy bandzie lub za rękę, to TYCH kółek zrobił sporo! Lilka za to już śmiga zupełnie nieźle! 🤩

Skarżyłam się dziewczynom na bieganiu, że spotkałam taką kilka lat niewidzianą znajomą, która pracuje w schronisku. I jak zobaczyła Bibs to wykrzyknęła: Jaka ona spasiona! Oburzyłam się, że jest atletyczna i ciałopozytywna, a zresztą nie można nikogo TAK zawstydzać (tego akurat nie powiedziałam, ale uważam, że nie ma JEDNEJ poprawnej sylwetki). I one powiedziały, że BIBI jest bardzo wysportowana, że biega i że po prostu ma budowę ciała rotwailera, a nie wyżła, gdyż pewnie taki był jej przodek!

piątunio

  • Mamo, dziś byłam w szkole SAMA. Po raz pierwszy…
  • Jak to sama, Łucja? Jakaś wycieczka na którą nie pojechałaś?
  • Sama, w sensie bez Matiego.
  • To jakim cudem od ma 90% obecności, a Ty 81?
  • Bo on chodzi jak ja, CZASEM, nie idę. A dziś nie przyszedł, bo się przeziębił, a chce się wyleczyć przed Wiedniem.
  • A to w TEN weekend jedzie z tatą? Chyba nie zazdrościsz? Ty byś przecież nie chciała iść na wystawę Formuły 1?
  • No nie. Ale czuję, że też mnie łapie przeziębienie i powinnam się wykurować. W DOMU.

Czyli DZIŚ panna do szkoły nie poszła. Pojechała za to ze mną na rynek i pomogła przy wybieraniu kiszonej kapusty! Weekend bez Matiego jawi się na razie dość zagadkowo, bo nie mam pomysłu co tu zaplanować. Najchętniej bym poszła do kina, ale „Diuna” wchodzi dopiero w przyszłym tygodniu. Wyprzedaże się pokończyły, Rok Smoka już trwa, Walentynki minęły, a pogoda nie zachęca do spacerów.

Tymczasem NIŻEJ piękna Miau na łóżku Łucji. 😻 Panna leży pod kołdrą, na niej śpi kot, a pomiędzy nimi laptop z jakimś serialem. Btw. obejrzałyśmy wczoraj z Lilką „Jesteś tam Boże, to ja, Margaret”, który mocno polecają na Tik-Toku. I ja TEŻ polecam. Taka ponadczasowa opowieść o dojrzewaniu. Naprawdę cudowny film! W trakcie seansu zapytałam się nawet panny, czy ona w końcu dostała ode mnie jakiś prezent za pierwszy okres, ale usłyszałam: NIE. NIC. Nawet podpaski były już w domu. Rzeczywiście pojechałyśmy z Łucją i kupiłyśmy dużo i różne, a z Lilką nie było takiej potrzeby… Ale Łucja uważa, że najważniejsze było to, że ja ją wsparłam i ona dość dużo wiedziała, lecz Lilka plusów TEGO akurat NIE widzi. 🤠

Soczysty pomysł

Na moich kreatywnych zajęciach dostałam zadanie przerwania rutyny. Zrobienia czegoś inaczej niż zwykle. Pójścia do pracy/szkoły/sklepu inną drogą, zjedzenie czegoś innego na obiad/na mieście lub z kimś kto nas dawno temu zapraszał, albo odwrócenia kolejności domowych zadań. I nie udało się. Każda rutyna jest u nas bezcenna. Dziś rano Lilka zamiast tabletek na alergię wzięła dwie tabletki melatoniny i wpadła w histerię, że oto zaśnie jadąc do szkoły, więc na wszelki WYPADEK nie poszła (DUŻA awantura). I oczywiście (a jakże by inaczej?) winna jestem JA, bo jej nie przypilnowałam… Rutynę złamałam więc idąc inną trasą spacerową z BIBS! I znalazłyśmy drzewo, którym kiedyś już się zachwycałam, bo ma piękne, jak rzeźbione, gałązki!

  • Mieszko, Ty nie musisz się uczyć?
  • Nie.
  • A miałeś jakąś poprawę pisać?
  • Z czego matko? Hmm?
  • Z biologi? Nie? Z chemii? Ty chyba jeszcze nie masz chemii? Z matematyki?? Też nie? Chyba nie z polskiego?!
  • NIE. Z historii. Już napisałem. 5+
  • Oooo! Bardzo jestem dumna! Czyli NIE masz nic do nauki? A może jakiś kolejny sprawdzian się szykuje?

barłóg z psem

Ależ cudownie się śpi pod taką świeżą pościelą. Kładziesz się taki zdumiony, jak do zupełnie nowego łóżka i TAK luksusowo 💎 się robi. A potem przychodzi kolejny wieczór, w międzyczasie do łóżka wpada Ci dziecko (Lilka), a potem wyłazisz z kąpieli i widzisz…, że na środku CZYSTEJ pościeli leży PIES…

Zasubskybowałam sobie jakieś tam warsztaty z kreatywności i dostaję zadania do zrobienia. Nigdzie tego nie spisuję (powinnam to wysyłać), ale jak tak sobie idę rano z Bibs to układam sobie w głowie odpowiedzi. I na dziś miałam zadanie, żeby pomyśleć o jakimś naszym wielkim planie, który chcemy przedstawić bliskiemu nam otoczeniu. I mamy się zastanowić kto będzie naszym sprzymierzeńcem, a kto nas będzie hamował. I tak sobie myślałam, że podobnie jak u autorki kursu, zawsze hamulcem była Lutka, która wszystko widziała zbyt wyraźnie. I wygrała tylko tyle, że Krzycho wszystkie decyzje podejmował sam, a resztę świata informował gdy proces już był trakcie. I ja robię tak samo. Obawa, że ktoś będzie mnie odwodził, albo co gorsza (tak też bywało) zrealizuje mój plan przede mną, jest za DUŻA, wiec na wszelki wypadek oboje artykuujemy wyłącznie projekty nieważne, bo te WAŻNE głęboko chowamy i nie dzielimy sie nimi AŻ zaczną nam się toczyć. 🎢

kanapka wyborna

  • Lila, kupmy jeszcze majonez… – zagadałam do Lili w supermarkecie
  • Nie. NIKT go nie je. Zginie w naszej lodówce.
  • Ja go jem. Marzę o kanapce…
  • Z jajkiem na twardo. Zjesz JEDNĄ i potem się zepsuje.
  • Nie. TYM razem będę go jadła, aż zjem do końca.
  • Nie zjesz. Zawsze tak mówisz. To duży słoik.
  • ALE nie ma małych jednorazowych saszetek TEGO majonezu. Muszę wziąć TEN słoik!

To chyba wiosna? Taka faza na majonez jest prawie Wielkanocna! Chociaż z drugiej strony ta Wielkanoc to za ponad miesiąc… AŻ TYLE??? A tymczasem wtorek minął… Są dni luźniejsze i dni mnie luźne. Ten dzisiejszy był taki MNIEJ luźny, czyli dobrze, że już wieczór. Na obiad wjechała więc pizza, bo po prostu się NIE wyrobiłam. Robi się teraz pieczarkowa co to będzie na kolację, a ja w międzyczasie zjadłam WYBORNĄ kanapkę z jajkiem i majonezem…

Łucji fotka od dentysty (ależ to jest ulga, że sama już może tam jeździć). To poczekalnia i panna czeka aż ją poproszą do gabinetu:

bo to grube melo było

  • Łucja, strasznie brudna jest ta Twoja kurtka. Nałóż ubiegłoroczną, a ja Ci tę wypiorę. Wczoraj wyprałam Lilce, a dziś bym wrzuciła do pralki Twoją.
  • Nie. Nie ma to sensu. Ja za chwilę będę nosić tę moją jesienną i wtedy będzie można ją wyprać.
  • Jaką Ty masz jesienną?
  • No taką brązową.
  • Ten długi płaszcz po mnie?
  • Nie. Taką kurtkę…
  • A wiem! Taką CIENKĄ! Wykluczone. Jeszcze nie teraz. Mamy LUTY.

Stoczywszy bitwę o kurtki (wszyscy ruszyli do szkół w ZIMOWYCH) poszłam na spacer z psem. I dziś dla odmiany ZIMNO. Wietrzę moją pościel – zmieniam, gdyż błotna Bibs mi się do łóżka władowała… Rekreacyjnie obejrzałam filmik o kapibarach i przejrzałam telefony komórkowe. Mój cudowny fonek mi się coś ostatnio wiesza i laguje, kupowany był jako ostatnia sztuka i któż to wie, może nie był taki do końca idealny? Na razie jednak działa, jeśli w ogóle TO zostanę przy tej samej marce (bo w rankingach aparatów w komórkach Huwaei cały czas prowadzi), ale i tak, NIE TEJ wiosny taki zakup.

Poniedziałek. W tym tygodniu nie mamy żadnego lekarza, ani żadnych wywiadówek. Na prace ogrodowe za zimno, choć chętnie bym wywaliła to co MAM w donicy i wsadziła cebulki SZCZYPIORU. Rano zajrzałam do piekarni i jednego urzędu, czyli dziś już nie muszę nigdzie jechać… Może w piątek pójdziemy do kina, bo wchodzi film, jaki Mieszko z kumplami chciał obejrzeć i WTEDY w tej chłopięcej wyprawie wezmę udział również z Lilą. Niżej nasz dialog sprzed kilku dni. Byłyśmy z Lilka na przeglądzie i nam pani dentystka mocno nie spasowała (więcej do niej nie pójdziemy).

Dzień zrywu porządkowego

Jakoś TAK się rano ZERWAŁAM i ruszyłam z odkurzaczem! Po drodze wpadł spacer z Bibs (przepięknie jest na polach!), a potem z Lilką nastawiłyśmy jaglankę. Btw. Bibi wiosennie ma już na sobie ZAPACH BŁOTA (fatalne)… Później chwilę dłubałam przy dwóch swetrach, które się strasznie zmechaciły i golarka nie ogarnia tych sfilcowanych kulek, a potem pojechaliśmy do dziadków. U dziadków mieliśmy spór o CPK (ja jestem za, dziadki przeciw), a potem o studia etnograficzne, które to 10 miesięcy temu, uznałam za te, które powinnam była te 30 lat temu zacząć. I NIKT mi nie powiedział, że takie są, bo moja wiedza kończyła się na archeologii, a tak naprawdę najbardziej interesują mnie ludzie i ich tradycje. Nie chcę ich naprawiać (psycholog), lecz rejestrować i NIE – NIE rozpocznę kolejnych studiów 👩‍🎓  Spory oczywiście nie były jakoś specjalnie burzliwe, ale z tego wszystkiego zapomniałam od nich zabrać rower Łucji. Mój serwis rowerowy przysłał mi esemesa, że do końca lutego mają tańsze przeglądy i chcemy wyrychtować pannie rower. Jej się marzy czerwony, ale zaczniemy od strony technicznej a potem będziemy kombinować czy da się go jakoś przemalować? Ach, no i tak wiosennie Miaustra wyżarła kiełkujące tulipany. Kocicę nie kuszą żadne trawki, lecz traci kontrole przy tulipanach, więc rok w rok zanim zakwitną je przygryza. Nawet chciałam ostatnio kupić do domu, lecz musiałabyn potem przy nich stać by ich nie… zagryzła…

W podgrupach

Łucja dziś była cały dzień u Matiego (bo wczoraj nie mogli się spotkać, bo on ratował swojego kota), Mieszko miał urodziny kumpla (więc tylko rano, po moim bieganiu, podjechaliśmy po prezent), więc ja z Lilką udałyśmy się na lodowisko! Chwilę nie jeździłam… Dwa lata na 100%, ale może nawet trzy? Bo przez parę lat lodowiska nie było, bo pandemia… Łyżwy mam tępe, ale się nadały! Tu macie roleczkę, a niżej foteczkę! Lodowiska to czynne są do 1-go marca, więc jeżeli tak jak ja DAWNO nie jeździliście, to teraz dobry czas. Pusto, muzyka gra i nawet nie czuć tam tej wszechobecnej chlapy!

Loki Lilki widać?

kurz, zmarszczki, smugi i wystające nitki

  • Nie mów, że to siódma! – wykrzyknął Mieszko rano, gdy zaczęłam podnosić mu roletę.
  • Siódma dwadzieścia. Wstawaj, bo się spóźnisz. Za pięć minut na dole jajecznica.
  • Czemu jest tak jasno?!
  • Wiosna. Wiem, za jasno.

Tak sobie myślę, że to nasze krytyczne spojrzenie na rzeczywistość, które nas ogarnia na wiosnę, to przez światło. Jest takie mocne, że po okresie półmroku wszystko obnaża. Dom wydaje nam się brudny i zakurzony, ubrania stare, znoszone i zmechacone a włosy sianowate. Podobno przedwiośnie to najbardziej wymagający okres w roku, więc zaufajmy sobie, że WCALE nie nas otacza katastrofa oraz WCALE nie zrobiliśmy się pomarszczeni, lecz po prostu zrobiło się JASNO. ⛅️

Dziś miałam z Lilką rezonans. Wyniki za dwa tygodnie, lecz to ostatnie badanie ze zleconych przez neurologa. Był psycholog, EEG i endokrynolog. Ogólnie to chodziło o znalezienie powodu, dlaczego panna czasem mdleje i wszystko wygląda na to, że to absolutnie zwyczajne zaburzenie związane z dojrzewaniem. Odkąd weszła melatonina panna dużo lepiej śpi i samo to bardzo wiele poprawiło. Po południu za to panny spotkały się na lunchu i przysłały mi kubek z lodem. TAK im gorąco!

zmutowana KARROTA

BARDZO lubię takie niesymetryczne warzywka 😀

Pojechałam dziś do mojej starej pracy. Miałam coś tam do odebrania i mogli mi to przysłać pocztą, albo mogłam podjechać. Panny powiedziały: Niech przyślą. Nie jedź tam. One wiedzą, że to była emocjonalna kobyła, nie przerobiony problem i coś co mnie nieustannie paraliżuje. Ale zapytałam Diabla i on powiedział: Jedź. Po prostu jedź. Nie wymyślaj. Jesteś kilka etapów dalej. I pojechałam. I było okej. Spotkałam całą masę moich uczniów, którzy mnie pamiętają, chociaż dwa lata dla dziecka to wieczność i wszyscy się mnie pytali, czy przyjechałam ich znowu uczyć. Nie, nie, nie, ale było to miłe. Miałam takie myślenie, że gdyby mnie ktoś o to pytał KIEDYŚ to musiałabym powiedzieć, że to było piekło i mam nadzieję, że to tylko ja tak źle trafiłam i że ten okres TAM cały czas przepracowuję, ale po dziś moja refleksja jest lepsza. Był taki epizod. Nie sprawdziłam się, ale był.

Czwartek. W nawiązaniu do wczorajszych Walentynek laury zgarnęły te zrobione pod serial 1670. Mi on jakoś nie leży, ale wszyscy, których znam są pełni zachwytu do tej produkcji. No a kartki 🏹 rzeczywiście świetne!