- Lila, pojedziesz ze mną po żelazko?
- Tak. Ale NIE bierzmy Mieszka po stracisz cały dzień.
- Fakt. Jedźmy we dwie. Wysłałam Ci już linka, który model weźmiemy, to pójdzie szybko. Na stronie jest info, że została ostatnia sztuka.
- A ja mogę jechać z Wami?
- Wydaje mi się, że tak, Łuczku. Lil, nie masz nic przeciwko?
Zgoda Lili w takich momentach jest bardzo ważna, bo ona może strzelić focha, a chciałam wyciągnąć właśnie ją! Łucja się intensywnie uczy do maturek, dla Mieszka miałam inny plan, a dla Lili nie miałam żadnych atrakcji na sobotę! A stare żelazko wczoraj wieczorem przestało działać, ja miałam kumulację prasowania z całego tygodnia i zależało mi, żeby szybko mieć kolejne, żeby przez weekend to sobie ogarnąć. Nowe żelazko jest absolutnie zwyczajne, zależało mi na długim kablu i mocy od 2400 w górę. Żelazka to coś co zużywam, nie mam do nich sentymentów i ważne jest dla mnie by działało! 🙂 Przy okazji kupiłam nowy pokrowiec na deskę i jestem moim PRASOWNICZYM stanowiskiem zachwycona!

Czy widzicie, że za oknem trawa za KOSTKI? No dokładnie. Dziś oddelegowałam także Mieszka do PIERWSZEGO w życiu koszenia trawy. Nie była to łatwa decyzja, bo mój brat uciął sobie kiedyś duży palec u nogi kosiarką, a mój tata kawałek palca u ręki, ale oba te przypadki po RAZ kolejny przytoczyłam, żeby młody wiedział, że trzeba być czujnym i że proste rzeczy nie zawsze są proste. Nie cofamy kosiarki, kosimy w pełnych butach, a nie japonkach i jak nam NIE kręci, to najpierw WYŁĄCZAMY z kontaktu, a dopiero potem grzebiemy przy ostrzu. U mnie tego koszenia jest mało, młody to zrobił BARDZO niestarannie, ale NIE poprawiałam po nim (bo to niepedagogiczne 🙂 i jestem BARDZO z niego dumna!





























