
Zawiozłyśmy DZIŚ ostatnie brakujące dokumenty do szkoły Lilki. Jakoś więcej tych formularzy w tym roku, bo wymyślili np. akt urodzenia (??) i dwie fotki. Zdjęcia były też potrzebne u Łucji, ale panna je doniosła we wrześniu, a tu były potrzebne JUŻ teraz! No, ale wszystko już złożone, szkoła Lilki nie wygląda źle, Diabli chce jeszcze jakoś się odwoływać, ale wstępnie MOŻE być. Siłujemy się teraz tylko z Lilką, że ma stworzyć sobie konto na Fb, bo na mieście wszędzie już ustawki nowych klas, a panna nie ma!!! Dzieciaki łatwo się znajdują i tworzą grupy, ale jak ONA ma być dodana, skoro jest niewidzialna w social mediach??? Udało nam się wczoraj z Łucją ZMUSIĆ ją by coś tam założyła, LECZ teraz powinna dodać JESZCZE zdjęcie i miasto! No i NIE chce…
Btw. przy zakładaniu konta panna straciła swojego starego messendzera i ma nowego, więc dodałam NOWĄ Lilę do naszej grupy 😉 Pierwsza przywitała się z nią Łucja z WANNY. A tyle razy mówiłam: NIE wchodzimy z telefonem do WANNY!!!!
<><>
Pokażę Wam też listę zakupową zrobioną przez Mieszka. Snuł się po domu, że COŚ by zjadł i czy są cytryny, bo chce sobie wrzucić do wody i kazałam mu zrobić listę zakupową. Potrzebny był mi cukier żelujący, bo podgotowuję te wiśnie od kilku dni, a cały czas pływają i od niego zaczęłam mu dyktowanie…
- Jakie u?
- Uje się nie kreskuje.
- Ale tu nie ma uje tylko ujący.
- Czyli jest U-J. Zapisz również cytryny oraz pomarańcze do herbaty.
A później wzięłam tę kartkę i zobaczyłam TO (jemu po prostu ten żelujący NIC nie mówił 😉

Jutro nas nie ma. Rano jedziemy na wycieczkę i wrócimy pewnie chwilę przed północą! Kolejny wpis w sobotę! 🙂
