Zielone squishy, które było kanapką

Rano POBIEGAŁAM (w końcu- po miesiącu przerwy!), a potem z impetem ruszyłam do dorocznej stajni Augiasza, czyli porządków w tornistrach i na biurkach. Jestem może w połowie, idzie CIĘŻKO, ale idzie. Łucja NIC nie wywala. Pesymistycznie i zaklinająco zostawia na wszelki wypadek kartkówki, sprawdziany i zeszyty, bo mogą się przydać ponownie. Tornistry i torby z przyborami z szafek już przejrzałam i wywalam wszystkie wyschnięte farbki i pogniecione plasteliny. Plastelinę potrzebuje jeszcze Mieszko i już tegoroczna była mixem różnych plastelin ze zdekompletowanych opakowań z różnych lat. Jak to Lilka powiedziała: Tu duży optymizm, że zakładasz, że pod koniec sierpnia będziemy mieć kasę, ale wywal. Patrzę na karteczki i liściki, długopisy, które wylały i połamane linijki. Liliana miała takie przestrzenie gniewu, gdzie zapisywała całe strony słowem nienawidzę, albo wypchaj się 😀 ; u Łucji króluje korespondencja, a u Mieszka rysunki umiejscowione z zeszytach na ostatnich stronach. U młodego znalazła się też stara CHYBA kanapka, która była ZIELONA, ale Lutka, która z nami przechodziła to samo, zdradziła mi, że gdybym zaczekała do września, to była TO rzecz twarda, a nie miękka jak teraz…

Wietrzy się pościel, na parkrunie rozmawialiśmy o edukacji domowej i wszyscy zauważyli, że Bibi schudła (jak strasznie PSA się ucieszyła, że ci ludzie w lesie CAŁY czas tam są i czekają na nią!). To fakt jednak, że schudła ->nad morzem NIC nie jadła i na dodatek straciła całą wypadającą sierść. Od morza, tarzanek w piasku i biegania. Podobnie jak dwa lata temu, mam teraz psa, który NIE linieje i NIE gubi sierści 🙂 Zniknęły np. te włochate bryczesy, które zdobiły jej uda, kark jest mniejszy i chyba też jest jej lżej! Wyżej fotka z wczoraj, niżej znad morza!