sukcesy w rodzinie niejadków

screen pogodowy sprzed kilku dni – u nas i w Hamburgu

Cisza, spokój, sąsiedzi jedni i drudzy wyjechali na wakacje, a i na spacerach z psami mniejsze tłoki. Zrobiło się ciut chłodniej, ale do pełni szczęścia chciałabym, żeby nie robiło się tak wcześnie jasno! W tych Niemczech mieliśmy na odwrót. Jasno było do 22-giej, ale poranki były dłużej ciemne… I tak jak czytam sobie książkę WIECZOREM, a nawet w NOCY (bo wzięłam z biblioteki sagę, muszę oddać a jestem w środku), to rano budzę się niewyspana! Bo te chłopskie korzenie to mnie jakoś zrywają za wcześnie… 😉

Wczoraj zrobiłam sos kurkowy do makaronu… Lila już od jakiegoś czasu nowości je, a TYM razem Łucja TEŻ się odważyła. I ZJADŁA!!! Same kurki zostały na dnie miseczki, gdyż panna najstarsza określiła je jako „gumowate krówki”, no ale i tak bardzo mnie to poszerzanie diety cieszy. SUKCES NR 2 to Mieszko, który wieczorem zszedł na dół głaskając się po brzuchu (on uwielbia pokazywać zamiast mówić) i na pytanie Co konkretnie? WYJAWIŁ, że czuje się GOTOWY, by spróbować chińską zupkę!!! Przygotowała mu ją Liliana i młodemu SMAKOWAŁO („trochę jak rosół”). To trochę może niewłaściwe, że raduje mnie, że dzieci przyswajają śmiecio-żarcie, ale w tym momencie KAŻDE już umie zrobić chińską zupkę i ją ZJEŚĆ!

<><>

Pokaże Wam też fragment rozmowy z dziećmi. Na wakacjach Mieszko mnie dręczył, czy wolałabym wziąć ślub z Gatesem czy Muskiem. No a potem w necie wypłynęło to zdjęcie Elona na jachcie (pomijając co, że taki koleś to ci nie kupi naszyjnika z rubinami, lecz od razu cały Apart):