Kilka godzin do tornada

Za kilka godzin towarzystwo będzie już do mnie zmierzać, więc zrobiwszy zakupy na rynku (jest teraz WSZYSTKO: cebula cukrowa, morele, szpinak, pierwsze gruszki, pierwsze śliwki, pierwsze jabłka…) CZEKAM. Wysypałam na półmisek pierwszą porcję moreli, zjadłam sporą cześć truskawek (te co właśnie są SĄ naprawdę WYBITNE) i mogę podsumować CO udało mi się zrobić. Pomijając te domowe zaległości (w bonusie umyłam też ściany i drzwi i te pierwsze powinnam podmalować, ale TO jeżeli będę mieć jeszcze jakieś trzy dni wolnego na wakacje) TO wyjaśniły nam się dwie sprawy. Po pierwsze Liliana dostała się do szkoły średniej. Nie jest zadowolona, bo to NIE jest ta, którą miała wybraną jako pierwszą, ale ja BARDZO się cieszę, że się dostała. Są jakieś wielkie problemy: kumulacja rocznika, itp, a TYM sposobem TEN temat jest załatwiony. We wtorek musimy przewieźć papiery (z tego gdzie składała jako pierwszego wyboru, do tego gdzie się dostała). Czas mamy tylko do środy, a poniedziałek odpada, bo zapisałam się na wymianę oleju, a to oznacza, że nie będę mieć cały dzień auta. Natomiast na środę Łucja ma zamówioną wizytę w szpitalu u ortopedy. I to jest bardzo ważne, bo czekałam na tę datę od kwietnia i jest to powód dla którego NIC nie możemy na to lato zaplanować. No bo jeśli powiedzą, że chcą ją operować np. za tydzień, to jak ja mam coś rezerwować? Zależy mi na tym, żeby było to w lecie, ale to już prawie sierpień i boję się, że najdzie to nam na jej termin poprawy! Planów b, planów c jest kilka, ale wszystko zależy od tego co powie lekarz w ŚRODĘ.

Do wtorku muszę również oddać książki do biblioteki! Umówiłam też się na wymianę wodomierza, który wg mnie nie tak dawno temu nam zmieniali… Nowy termin – bo JEDEN był możliwy, jest za miesiąc i ja nie wiem co wtedy będzie, ale też dobrze, że jest TA data. Bo grafik reszty lata przestaje być taki rozmazany. Z rzeczy relaksacyjnych obejrzałam House of Gucci i bardzo mi się ten film podobał! Wiem, że wszyscy marudzili, że dłużyzny i MOŻE w kinie się dłużył, za to w telewizji oglądało się to dobrze. Ponadto byłam w galerii handlowej i zrealizowałam dwa vouchery, które miałam za wcześniejsze zakupy (za jeden wybrałam jakiś mix preparatów z witaminą c, a za drugi spodenki od piżamy, które będę nosić jako zwyczajne krótkie 😉 ) No a skoro tam już dotarłam to zjadłam doskonały indyjski lunch i tu odkrycie, bo zawsze z dziećmi biorę Mango Lassi, a tym razem wzięłam Masala Lassi (przypomina to Ayran) i było to pyszne.

<>

Jeszcze trzy foty zZA granicy! To zabawne, ale Diabli na wyjeździe toczył dysputy z Łucją, czy ONA może się ubrać i co jest NIE tak ze stanikami??? 😀 Nic nie jest nie tak, ale do topów, które ona AKURAT najchętniej nosi – one po prostu nie pasują…

Mieszko ma jedną z wyjazdowych torebek. Są dwie. Jedno dziecko pilnuje kasy, drugie dokumentów i biletów. Ja dźwigam torbę z aparatem.
A to fotka z lotniska. Jak docieraliśmy do Hambyrga, to najpierw pociągiem dojechaliśmy do Gdańska, zjedliśmy szybki posiłek na Gdańsku Wrzeszcz, potem przejechaliśmy Uberem (w planach była SKM, ale za krótko byliśmy z czasem) na lotnisko i stamtąd dolecieliśmy do Hamburga! Takie kombo było!