Polaków w wannie rozmowy

  • Mówiłam Ci, że Lilka na balecie całowała się z jedną dziewczynką?
  • Jak to?
  • Ona ma chyba taką potrzebę okazywania miłości. Potem się przytulała do Łucji.
  • To jest dziewczyna! Chciałbym się móc wyrwać na te jasełka…
  • Było by fajnie jakbyś był. Lilka pewnie będzie tak przejęta, że nie zauważy, ale Łucja na pewno.
  • Wydaje mi się, że Łucja bardzo mnie teraz potrzebuje. Bardziej niż wcześniej.
  • A mi się wydaje, że mnie bardziej potrzebuje. Ona też ma chyba taki moment, że jesteśmy dla niej ważni. 
  • Lili i Mieszkowi bardziej wszystko jedno.
  • Chyba tak. Dla Łucji musimy być konkretnie my. Powiedziałam jej wczoraj, że mamy wspaniałą rodzinę.
  • I co ona na to?
  • Że wie. I że musimy być na okładce gazety. Spytałam bez sensu jakiej. Gazeta jest gazeta. A Mieszko wszedł wczoraj na łóżko!
  • Nieźle. Co dziś robimy?

WANTED: świąteczny nastrój

Pamiętaciemoją znajomą, która wirtualnie adoptowała dziewczynkę z Zambii? Otóż napisała do mnie czy nie mam jakichś ubranek po dzieciach w wieku 0-8, bo akurat wysyła paczkę i takie są jej potrzebne. Odpisałam zgodnie z prawdą, że u nas narazie jest obieg zamknięty. Rzeczy, których nie zniszczą, krążą w kółko. Z Łucji na Lilę, z Lili  na Mieszka, z Mieszka na Lilę (spodnie) lub z Mieszka na Łucję (niektóre letnie koszulki), ale że raz na jakiś czas coś mam i chętnie będę to dla niej zbierała. No bo rzeczywiście nie mam co z tymi ubrankami robić. Wierzchnie jeszcze jakoś porozdaję, ale taka bielizna: śpiochy czy bodziaki, to lądowała w koszach PCK. A oni tak rzadko je wybierają, że mam wrażenie, że to tam się niszczy. A w ten sposób dam ciuszkom szansę na drugie życie… w Afryce 🙂

<><>

Marnie mi coś idą tegoroczne przygotowania do Świąt. Właściwie to wogóle nie idą, a utknęły gdzieś w ciemnym lesie. Dobrze, że dziewczyny się rozkolędowały i pochłonęły je gwiazdkowe kolorowanki. Btw. Natala (koleżanka przedszkolna, która ma duuużą fantazję) powiedziała Łucji, że widziała MNIE jak wjeżdżałam do CIEMNEGO lasu :)) Więc mówię, że to nieprawda. Na co ona, że to musiała być inna Dacia. Czy to tak już zawsze będzie, że koleżanki będą mieć rację???

Pierwszy portret

Łucja namalowała portret misia. Wg mnie jest świetny. Nie ma żadnych wątpliwości, że miś to Miś :))

Diabli usypiał Lilę. Długo. W końcu wyszedł zmarnowany z sypialni dziewczyn i mówi:

  • Lila wyznała mi miłość.
  • Położyłeś się z nią do łóżka?
  • Tak.
  • Ona zawsze tak robi 🙂
  • Ale jak! Mówiła do mnie: Kocham Cię; Tato jesteś słodki….
  • Zawsze tak mówi :))) Całowała Cię?
  • Tak
  • To cała Lila. Tak jakoś jej się przy zasypianiu włącza :))))

Tomorrowland

Mad Man, s04e13, tytuł odcinka

Skończyłam czwarty sezon Mad Mana. Dobrze mi się to oglądało. I kończy się tak jak dobry długi film. Jest masa odnośników do lat ’60 tych, gdy pojawiają się pierwsze pary mieszane, jest kilka nawiązań do senatora i prezydenta Kennediego, do zmian roli kobiet, jest niezły moment gdy bohaterowie wychodzą z knajpy, a konfenansjer na scenie zapowiada kolejnego gościa, którego matka nazywa nowym Bobbem Dylanem, a ze sceny leci House of the Rising Sun, i cała masa innych rzeczy. Na forach fun-clubów serialu narzekali na III i IV sezon, ale mi się podobało. Musiały wejść nowe wątki, bo ludzie dojrzewają i nie samą firmą człowiek żyje. 

Nieźle było widać różnice w sytuacjach kryzysowych pomiędzy kobietami a mężczyznami. Faceci idą pogadać z kumplem do knajpy gdzie serwują ostrygi. I gadają o pracy i o sporcie. Albo do kina na Godzillę. I naprawdę dobrze się bawią. Kobiety natomiast robią się na laski i wychodzą. Nawet nie na facetów, ale zawsze po to by coś udowodnić i pokazać. Napewno są wyjątki i napewno nie zawsze tak wygląda, ale pomyślałam sobie, że brakuje nam luzu i sztuki dogadzania sobie. Facetom nie zależy na tym co ktoś o nich pomyśli i czy ktoś będzie wiedział co robili. Jak dla mnie to niesłychane odkrycie.

<><>

Przedszkole. Po odbiór dziewczyn. Pani Grażynka (kucharka) mówi do mnie:

  • Nie mogę z tymi dziewczynami. Dzisiaj wszystkie chodzą w ciąży i co chwila któraś rodzi. A potem karmi. Skąd one to wiedzą? 🙂

Spojrzałam na salę i zobaczyłam stado pięciolatek z misiami pod bluzką. Chodziły w kółko i co chwila któraś wyciągała misia lub lalę (niektóre „brzuchy” to na dekolcie były), rodziła i zaczynała karmić :))) Praca w przedszkolu może być naprawdę przezabawna.

Mikołajowo

  • Cześć mamuś,
  • Cześć. Tata będzie obok Was jechał. Chcesz coś z rynku?
  • Jakieś bulwiaste chętnie. Ziemniaki, marchew, pietruchę, cebulę. Pomidory już pewnie przezroczyste?
  • Pomidory tak. Ja przestawiłam się na koktajlowe.
  • No to tak jak ja. To tyle chcę.
  • A jak dziewczynki przed Mikołajem?
  • Przejęte. Tata nieźle wymyślił w sobotę tą historię, że Mikołaj u Was już był. Że siedzieliście i łup. Nie wiedzieliście co to było, a to Mikołaj zrzucił prezent do komina.
  • To ja powiedziałam.
  • Tak, ale tata dodał, że całe szczeście, że akurat nie paliliście. Łucja to mocno przeżywa.
  • A Mieszko bawi się wozem policyjnym?
  • Nie bardzo. Ale laleczki bardzo mu się podobają. 🙂

Tak jak planowałam Mikołaj w tym roku był cyrkowy (jest kapelusz magika, cyrkowe pacynki i tygrysi siłacz). Miało być bez namiotu, ale jak pojechałam do sklepu to okazało się, że cała seria jest tak mocno przeceniona, że namiot doszedł niejako w bonusie, a ja i tak zmieściłam się w dwóch cyfrach 🙂 Całość wczoraj do południa rozstawiłam, potem wy-niosłam, a w nocy niemożebnie hałasując (namiot ledwo się w drzwiach zmieścił) wniosłam spowrotem do ich sypialni :))

Aha, Miecho dostał „wytatuowanego tygrysa” i oczywiście dziewczyny go przejęły. Rano bawiły się nim w ten sposób, że on jest mama (bo w końcu ma napis mamma), a drugi miś jest jego dzieckiem. Natomiast chorągiewkę z namiotu Łucja chce używać przy wyścigach. Sam namiot oczywiście jeszcze dziś złożę i będzie imprezowo-ogrodową zabawką. Bo jednak jest wielki :))

I mój mały pomocnik Mikołaja 🙂 Pomoc przy rozstawianiu ;))

I dziś rano przy porządkowaniu „instalacji”. Pomocnik z bułką 🙂

I wiecie… Widziałam w sklepie faceta, który kupował wielkiego białego misia. Z czerwoną kokardą w serduszka 🙂 Aż się wzruszyłam jak to zobaczyłam 🙂 Myślę, że dziś rano jakaś mała dziewczynka miała też niezłą niespodziankę :)))

11-sty

Niedawno przeprowadzono badanie: karmienie naturalne a system immunologiczny dziecka. Szerokie, obejmujące dzieci starsze, a nawet osoby dorosłe tak kiedyś karmione. I okazało się, że karmienie jest ważniejsze dla dziewczynek. Ich odporność przy karmieniu sztucznym spadała bardzo. I na odwrót karmienie piersią powodowało, że rosły silniejsze i zdrowsze. Natomiast w przypadku chłopców nie zarejestrowano radykalnego wzrostu odporności. Rzeczywiście karmieni naturalnie mieli mniejsze problemy psychofizyczne, silniejszy przewód pokarmowy, ale zachorowalność wirusowa była w obu grupach identyczna.

Przyroda wychodzi temu zjawisku naprzeciw. Karmienie dziewczyn wspominam bardzo dobrze. Lilę karmiłam 14 miesięcy, pokarm miałam jeszcze pół roku później, więc byłam gotowa na to by to trwało i trwało. Było przyjemnie, relaksacyjnie i kojąco dla obu stron. Karmienie Miecha to natomiast walka. Mój biust to buły, które trzeba złapać paluchami, podrapać, trzasnąć malinkę, a nawet ugryźć. I mam tego dosyć i nie mogę patrzeć na to jak wyglądają. Parę dni temu postanowiłam, że na jak skończy 11 miesięcy likwiduję jedzenie w dzień, a po roku jedzenie w nocy. Ale mi nie wyszło. Próbuję, ale on osiągnął taki stan rozżalenia, że jeszcze chwilę z nim wytrzymam :))

Poza tym jest cudowny. No prawie, bo te szopki co w nocy odstawia też są nieznośne. Ale mówi za to mamma. Cały czas. Mamma-ma-mmaa ma-mma!!!! Koleś ma ładną skórę, więc przechodzimy na nasz proszek do prania. Na dnie pudła z proszkiem dla dzieci zostało jeszcze trochę. Może na jakieś trzy prania… I więcej nie kupuję. Pojedyncze rzeczy już zresztą prałam w proszku dla dorosłych. Lubię zapach tego dziecinnego, ale jego stosowanie jest niczym nie uzasadnione. No i zdecydowanie czas na przeprowadzkę z naszej sypialni :(((

Dziś byliśmy na kiermaszu

Takim na jaki się wybierałam od lat, bo on zawsze w przededniu Mikołajek, a zawsze do dziś coś wypadało… Fajnie było… Stałam w grupie dziewczyn nad wielką tacą, na której przewalały się filcowe broszki. Każda kopała w swoim końcu przerzucając na górkę innej. I żadnej to nie przeszkadzało. Fantastyczne. To był taki kiermasz rękodzielniczy z którego przytachałam siatkę kolejnych broszek. Dla mnie, dla dziewczyn i dla Diabla. W kształcie babeczek i cukierków (panny), kolta (Diabli) i z rysunkami bałwanków i śnieżnych ptaszków (ja). To taka była dzisiejsza randka we dwoje. Wytrzymał. Nie wszyscy mężczyźni na kiermaszu dali radę. Jeden pękł przy pierścionkach z tiulem (mam!), inny przy łańcuchu z pluszowymi zawieszkami 🙂

On i ona:

  • Zobacz jakie piękne!
  • Co?
  • To. Do powieszenia 🙂 Takie serce. Albo taki smok.
  • A gdzie Ty chcesz to powiesić?
  • No np. na choince? 🙂

Ach, i umówiłam się z Łucją, że za rok pojedziemy ja i ona. Tylko my :))

Kinko

Scena 1 – kupowanie biletów

Scena II – szukamy sali

Scena III – bez kurtek. Nadszedł czas założenia okularów 3D. Na Lilę tradycyjnie za duże. Ściągnięte więc będą gumką z tyłu. Film obejrzą: Łucja, Lila, tatin i mysz-baletnica 😉

Scena IV – z popcornem na salę

Scena V – mama na szarlotę z lodami i herbatę goździkową (bo do wypełnienia półtorej godziny).

Scena VI – A Miecho na rurkę. Z kremem, ale bez kremu 😀

I niech Was ni zmyli bilbord 🙂 Panny zabrały tatę nie na Muppety, lecz oczywiście na film o wróżkach 😀

Równanie

Mam czasem szansę zajrzeć do czyjegoś realnego życia. Na ogół jestem pozytywnie zdumiona jak wszystko jest dobrze poukładane. Mogłabym się przyczepić do obrazu nad kanapą, albo koloru ścian w dziecinnym, ale w gruncie rzeczy byłoby to czepialstwo, bo z całego domu bije pozytywna energia. Jest czysto, suszy się jakieś pranie, gotuje się zupa, a problemy są takie zwyczajne. Praca, urodziny dziecka, czy za co na wakacje. Wracam do domu z takich spotkań i zadręczam Diabla opowieściami jakie to ktoś ma dobre życie, co zresztą go zawsze denerwuje 🙂

Ale ostatnio miałam inaczej. Na zewnątrz wszystko wyglądało super. Jedzenie było pyszne, dzieci czyste, elegancki nowy regał, ale to była jakaś taka wydmuszka. Chwilę mi zajęło odkrycie co mi nie pasuje/ dlaczego mi się nie podoba to co widzę… W końcu odkryłam: wszyscy domownicy funkcjonowali niezależnie od siebie (a przecież powinni być połączeni mnóstwem spraw) i te elementy, które powinny być wspólne były niczyje. Nie wiem czy rozumiecie o co chodzi, ale w skali mikro to tak jak zabraliśmy się ostatnio po raz kolejny za naprawianie poddasza i wszyscy braliśmy w tym udział. I tak myślę o tym, że zawsze kogoś oceniamy i równamy innych do nas. Dlatego kontakt z ludźmi jest dobry. Widzimy co możemy zmienić w nas, ale też dostrzegamy co mamy dobrego 🙂

<><>

Diabli przepytuje Łucję:

  • A co to jest… tama?!
  • Tama to taka przegroda na wodzie w której mieszkają bobry. Bo gdyby nie było tamy, to bobry nie miały by gdzie mieszkać :))

Moda biblioteczna

Moda to nie  to słowo, bo chodzi o zjawisko, pozytywne i warte naśladowania… Rzecz w tym, że zakłada się dzieciom kartę do biblioteki i chodzi się z nimi pożyczać książki. W bibliotekach (wiem, bo bywam) są specjalne działy dla dzieci i taka wizyta nikogo nie dziwi. Dzieci prowadza się już tam od 2-giego roku życia. W ten sposób kształtujemy nawyki czytelnicze, uczymy dbania o czyjąś własność i przyzwyczajamy do systematyczności (bo każdą książkę trzeba oddać). Znam już dwa przykłady takiego „zachowania”. Realny (sekretarka Lutki ze swoją córką)  i wirtualny (z blogosfery).

  • Dziewczyny, chciałybyście chodzić do biblioteki?
  • TAAAAK!!!
  • A dlaczego? Łuczku?
  • Świnka Peppa chodzi do biblioteki. Tam jest dział dla dzieci i ona kupuje tam książki.
  • Pożycza. A jak przeczyta to oddaje. Wyrobilibyśmy Wam karty, wypożyczałybyście książki, czytałybyśmy je i odnosiły.
  • A gdzie jest ta biblioteka?
  • Niedaleko naszego domu. Chodziłybyśmy tam na piechotę. Raz w tygodniu.
  • Super! Kiedy pójdziemy?
  • No nie wiem… Napewno możemy pójść na wiosnę. Albo jak spadnie śnieg. A potem mogłybyśmy pójść do kawiarni MammaMia.
  • Kawiarni Mamma Mia?
  • Tak. Bo jest obok. Byśmy jadły jakieś ciacho i piły herbatę.
  • Ja nigdy nie byłam w tej restauracji. Ona się nazywa jak mama pana Gaźnikollo.
  • Dokładnie. Ale to kawiarnia. W restauracji jesz obiad, a w kawiarni ciastka.
  • A czy Ty wiesz, że jak ktoś się zdenerwuje to krzyczy Mamma Mia?
  • Wiem. Bo to Włosi tak krzyczą. U nas jak ktoś się czymś zdenerwuje to woła: O matko, albo Ojej! A Włosi wołają Mamma Mia.
  • No. A jak byśmy przeczytały to byśmy odnosiły książki.
  • Żeby mogło je przeczytać inne dziecko!