Mam czasem szansę zajrzeć do czyjegoś realnego życia. Na ogół jestem pozytywnie zdumiona jak wszystko jest dobrze poukładane. Mogłabym się przyczepić do obrazu nad kanapą, albo koloru ścian w dziecinnym, ale w gruncie rzeczy byłoby to czepialstwo, bo z całego domu bije pozytywna energia. Jest czysto, suszy się jakieś pranie, gotuje się zupa, a problemy są takie zwyczajne. Praca, urodziny dziecka, czy za co na wakacje. Wracam do domu z takich spotkań i zadręczam Diabla opowieściami jakie to ktoś ma dobre życie, co zresztą go zawsze denerwuje 🙂
Ale ostatnio miałam inaczej. Na zewnątrz wszystko wyglądało super. Jedzenie było pyszne, dzieci czyste, elegancki nowy regał, ale to była jakaś taka wydmuszka. Chwilę mi zajęło odkrycie co mi nie pasuje/ dlaczego mi się nie podoba to co widzę… W końcu odkryłam: wszyscy domownicy funkcjonowali niezależnie od siebie (a przecież powinni być połączeni mnóstwem spraw) i te elementy, które powinny być wspólne były niczyje. Nie wiem czy rozumiecie o co chodzi, ale w skali mikro to tak jak zabraliśmy się ostatnio po raz kolejny za naprawianie poddasza i wszyscy braliśmy w tym udział. I tak myślę o tym, że zawsze kogoś oceniamy i równamy innych do nas. Dlatego kontakt z ludźmi jest dobry. Widzimy co możemy zmienić w nas, ale też dostrzegamy co mamy dobrego 🙂
<><>
Diabli przepytuje Łucję:
- A co to jest… tama?!
- Tama to taka przegroda na wodzie w której mieszkają bobry. Bo gdyby nie było tamy, to bobry nie miały by gdzie mieszkać :))

