- Cześć mamuś,
- Cześć. Tata będzie obok Was jechał. Chcesz coś z rynku?
- Jakieś bulwiaste chętnie. Ziemniaki, marchew, pietruchę, cebulę. Pomidory już pewnie przezroczyste?
- Pomidory tak. Ja przestawiłam się na koktajlowe.
- No to tak jak ja. To tyle chcę.
- A jak dziewczynki przed Mikołajem?
- Przejęte. Tata nieźle wymyślił w sobotę tą historię, że Mikołaj u Was już był. Że siedzieliście i łup. Nie wiedzieliście co to było, a to Mikołaj zrzucił prezent do komina.
- To ja powiedziałam.
- Tak, ale tata dodał, że całe szczeście, że akurat nie paliliście. Łucja to mocno przeżywa.
- A Mieszko bawi się wozem policyjnym?
- Nie bardzo. Ale laleczki bardzo mu się podobają. 🙂
Tak jak planowałam Mikołaj w tym roku był cyrkowy (jest kapelusz magika, cyrkowe pacynki i tygrysi siłacz). Miało być bez namiotu, ale jak pojechałam do sklepu to okazało się, że cała seria jest tak mocno przeceniona, że namiot doszedł niejako w bonusie, a ja i tak zmieściłam się w dwóch cyfrach 🙂 Całość wczoraj do południa rozstawiłam, potem wy-niosłam, a w nocy niemożebnie hałasując (namiot ledwo się w drzwiach zmieścił) wniosłam spowrotem do ich sypialni :))

Aha, Miecho dostał „wytatuowanego tygrysa” i oczywiście dziewczyny go przejęły. Rano bawiły się nim w ten sposób, że on jest mama (bo w końcu ma napis mamma), a drugi miś jest jego dzieckiem. Natomiast chorągiewkę z namiotu Łucja chce używać przy wyścigach. Sam namiot oczywiście jeszcze dziś złożę i będzie imprezowo-ogrodową zabawką. Bo jednak jest wielki :))

I mój mały pomocnik Mikołaja 🙂 Pomoc przy rozstawianiu ;))

I dziś rano przy porządkowaniu „instalacji”. Pomocnik z bułką 🙂

I wiecie… Widziałam w sklepie faceta, który kupował wielkiego białego misia. Z czerwoną kokardą w serduszka 🙂 Aż się wzruszyłam jak to zobaczyłam 🙂 Myślę, że dziś rano jakaś mała dziewczynka miała też niezłą niespodziankę :)))
