–Mad Man, s04e13, tytuł odcinka
Skończyłam czwarty sezon Mad Mana. Dobrze mi się to oglądało. I kończy się tak jak dobry długi film. Jest masa odnośników do lat ’60 tych, gdy pojawiają się pierwsze pary mieszane, jest kilka nawiązań do senatora i prezydenta Kennediego, do zmian roli kobiet, jest niezły moment gdy bohaterowie wychodzą z knajpy, a konfenansjer na scenie zapowiada kolejnego gościa, którego matka nazywa nowym Bobbem Dylanem, a ze sceny leci House of the Rising Sun, i cała masa innych rzeczy. Na forach fun-clubów serialu narzekali na III i IV sezon, ale mi się podobało. Musiały wejść nowe wątki, bo ludzie dojrzewają i nie samą firmą człowiek żyje.
Nieźle było widać różnice w sytuacjach kryzysowych pomiędzy kobietami a mężczyznami. Faceci idą pogadać z kumplem do knajpy gdzie serwują ostrygi. I gadają o pracy i o sporcie. Albo do kina na Godzillę. I naprawdę dobrze się bawią. Kobiety natomiast robią się na laski i wychodzą. Nawet nie na facetów, ale zawsze po to by coś udowodnić i pokazać. Napewno są wyjątki i napewno nie zawsze tak wygląda, ale pomyślałam sobie, że brakuje nam luzu i sztuki dogadzania sobie. Facetom nie zależy na tym co ktoś o nich pomyśli i czy ktoś będzie wiedział co robili. Jak dla mnie to niesłychane odkrycie.
<><>
Przedszkole. Po odbiór dziewczyn. Pani Grażynka (kucharka) mówi do mnie:
- Nie mogę z tymi dziewczynami. Dzisiaj wszystkie chodzą w ciąży i co chwila któraś rodzi. A potem karmi. Skąd one to wiedzą? 🙂
Spojrzałam na salę i zobaczyłam stado pięciolatek z misiami pod bluzką. Chodziły w kółko i co chwila któraś wyciągała misia lub lalę (niektóre „brzuchy” to na dekolcie były), rodziła i zaczynała karmić :))) Praca w przedszkolu może być naprawdę przezabawna.
