cudowny wiek

Na święta miałam okazję rozmawiać z jedną dwudziesto-paro-latką. Zapytała mnie o przedszkole dziewczyn i wyznała, że winą za jakość kontaktów towarzyskich obarcza dorastanie bez przedszkola (a w domu u boku babci). I ponieważ poczułam, że tym stwierdzeniem otworzyła mi furtkę do bycia przez chwilę mentorem powiedziałam jej:

  • Dziesięciolecie pomiędzy 20-stką a 30-stką uważam za najbardziej intensywny okres życia. Dużo się wtedy dzieje, poznajesz mnóstwo osób, które będą się przewijały w całym Twoim życiu. Wtedy określa się co będziesz robiła w życiu i nawet jeśli będzie to coś innego to pojawia się zalążek idei. Ten kolejny etap jest zupełnie inny. Nie jest gorszy, tylko inny. Powiem nawet, że w tym poprzednim ja często byłam nieszczęśliwa. Często się zastanawiałam: Czy to jest to wspaniałe życie, które na mnie czekało? Ale nie da się tego przeskoczyć. Ba, trzeba to przeżyć tak dobrze, żeby móc bez bólu przejść do kolejnego etapu. Jeśli nie będziesz przechodzić tego mocno i intensywnie, to potem można się szamotać: nic w życiu nie przeżyłam, albo mi też się coś należy od życia. Bo to jest taki okres na branie wszystkiego garściami.

Patrząc na moich rodziców widzę plusy życia po 60-tce. Zna się tego partnera na wylot, człowiek się niczym nie emocjonuje i można się pokłócić bez obaw, że złamie się dzieciom psychikę. Można się nawet z tego pośmiać, gdy Krzycho mówi do mnie (o mnie i Lutce), że jesteśmy niezdarne pier-oły, i ja mówię do niej Spoko Luciu, wzięłam winę na siebie. Ma się dystans do większości dziwactw domowników i z przyjemnością odkrywasz, że inni Ci pomagają. Lutka miała zawsze opcję, że ja w domu nic nie robiłam. Bo jak ona jechała do swojej mamy to nic nie musiała robić. Ale tym razem się włączyłam. Sprawiło i mi to przyjemność i chyba jej.

No a teraz nas wygonili 🙂 bo jadą na Sylwestra w góry. A my niczym skostniała emerycka para przejście z roku w roku odświętujemy w domowym pieleszach. Położymy dzieci spać, włączymy sobie Midnight in Paris a z odświętnych będą fioletowe korale, które dostałam od Łucji i kazała mi nosić całe święta 🙂

A na Sylwestra w górach pojedziemy może po 60-tce. No może trochę wcześniej!