Dawno tak nie miałem, że nawet na leżąco mam wystający brzuch…

– Diabli 😉

Wczoraj była kaczka. A dziś gęś 🙂 Ależ to pyszne jedzenie! Miękkie, soczyste i smakowite. Kaczkę zrobiła ciocia, a gęś ja z Lutką. No, Krzycho też miał swój udział jako krojący i smarujący przyprawami. Przepis wzięłyśmy od Kuronia. Gęś w pomarańczach – trochę się Diabli buntował, że nie lubi mięs na słodko, ale efekt końcowy był rewelacyjny. Tak siedzieliśmy przy stole, przed nami stała brytfanna z resztkami po 5-kilogramowym ptaszysku i wydzióbywaliśmy pozostałości. Na koniec nie mogliśmy się z przejedzenia ruszyć 🙂

<><>

Gwiazdor przyniósł dziewczynom zestaw podstawowy Lego. Razem z pozostałymi po mnie figurkami Fabulandu miały zacząć montować małe klocki. Całość zostaje u dziadków. Dopóki Miecho nie wyjdzie z etapu wszystkopożerania w domu będziemy mieć tylko Duplo. Lecz byłam ciekawa jak sobie poradzą. I idzie im nieźle.

Lecą kolędy. Łucja wiruje pośrodku zasypanego zabawkami pokoju:

  • Łuczku, może spróbujemy wybudować z klocków cukiernię?
  • Nie dziś. Dziś mam ochotę na taniec!

I jeszcze siostrzany support :))