Wpadła do mnie znajoma, ta od Zambijskiej adopcji. Dałam jej siatę ubranek, głównie po Mieszku i chwilę pogadałyśmy.
- A nie chcesz mieć własnego dziecka?
- Nie… Wiesz, jak tyle pracuję, że chyba nie miałabym czasu.
- Ok. Miałam okres, kiedy uważałam, że musi mieć każdy, bo to takie super, ale już mi przeszło.
- Tak na odległość mi wystarczy.
- Dobrze. Najlepsza rzecz w dzieciach to że dzięki nim czujemy się potrzebne. W każdym związku przychodzi moment, kiedy wisimy i buuczymy, bo Ty mnie nie potrzebujesz. A z dziećmi tę lukę wypełniasz. Ale myślę, że Patrycja Ci to da.
- Ja strasznie się zaangażowałam w tę pomoc dla niej. Jeżdżę po znajomych i zbieram te ubranka, szykuję paczkę…
- A kiedy jedziesz?
- Latem…
Ale tak sobie myślę o tych dzieciach i najfajniejsze jest chyba coś innego. One dają nam siłę o jaką się nie posądzaliśmy 🙂
<><>
Btw. Miecho lubi zupę rybną. Naprawdę lubi. Zdecydowanie bardziej niż rosół czy krupnik :))
