Lutka przyznała mi się kiedyś, że jako dziecko marzyła o szklanej kuli ze śniegiem. Skąd ona wiedziała, że coś takiego jest? Ja jako socjalistyczne dziecko nie miałam pojęcia, że takie szklane kule wogóle istnieją. Chciałam jej nawet kupić taką kulę. Widzieliśmy z Diablim niesamowite kule w Harrodsie, lat temu siedem… I nawet nie były takie drogie, bo w cenie przejażdżki na London Eye, którą jakąś taką mocno przeciętną atrakcją było… Ale nie kupiłam, więc wisi to nade mną.
Mini-kule kupuje natomiast co roku dzieciakom. Łucja miała ze dwa lata temu fazę, że ciągle je tłukła. Ze trzy kulki do świąt zeszło! A w tym roku magiczne paluszki ma Lila. Kupiłam pociąg ze śnieżnymi kulami i od razu zostało podzielone, czyj wagon jest czyj. W ciągu godziny Lili wagon był z rozbitą kulą Obiłam szkło do końca, zabezpieczyłam białym silikonem krawędzie po szkle, żeby wyglądało jak na śnieżnej górce i zabroniłam ruszać.
Może do Świąt dotrwa 🙂

