11-sty

Niedawno przeprowadzono badanie: karmienie naturalne a system immunologiczny dziecka. Szerokie, obejmujące dzieci starsze, a nawet osoby dorosłe tak kiedyś karmione. I okazało się, że karmienie jest ważniejsze dla dziewczynek. Ich odporność przy karmieniu sztucznym spadała bardzo. I na odwrót karmienie piersią powodowało, że rosły silniejsze i zdrowsze. Natomiast w przypadku chłopców nie zarejestrowano radykalnego wzrostu odporności. Rzeczywiście karmieni naturalnie mieli mniejsze problemy psychofizyczne, silniejszy przewód pokarmowy, ale zachorowalność wirusowa była w obu grupach identyczna.

Przyroda wychodzi temu zjawisku naprzeciw. Karmienie dziewczyn wspominam bardzo dobrze. Lilę karmiłam 14 miesięcy, pokarm miałam jeszcze pół roku później, więc byłam gotowa na to by to trwało i trwało. Było przyjemnie, relaksacyjnie i kojąco dla obu stron. Karmienie Miecha to natomiast walka. Mój biust to buły, które trzeba złapać paluchami, podrapać, trzasnąć malinkę, a nawet ugryźć. I mam tego dosyć i nie mogę patrzeć na to jak wyglądają. Parę dni temu postanowiłam, że na jak skończy 11 miesięcy likwiduję jedzenie w dzień, a po roku jedzenie w nocy. Ale mi nie wyszło. Próbuję, ale on osiągnął taki stan rozżalenia, że jeszcze chwilę z nim wytrzymam :))

Poza tym jest cudowny. No prawie, bo te szopki co w nocy odstawia też są nieznośne. Ale mówi za to mamma. Cały czas. Mamma-ma-mmaa ma-mma!!!! Koleś ma ładną skórę, więc przechodzimy na nasz proszek do prania. Na dnie pudła z proszkiem dla dzieci zostało jeszcze trochę. Może na jakieś trzy prania… I więcej nie kupuję. Pojedyncze rzeczy już zresztą prałam w proszku dla dorosłych. Lubię zapach tego dziecinnego, ale jego stosowanie jest niczym nie uzasadnione. No i zdecydowanie czas na przeprowadzkę z naszej sypialni :(((