Takim na jaki się wybierałam od lat, bo on zawsze w przededniu Mikołajek, a zawsze do dziś coś wypadało… Fajnie było… Stałam w grupie dziewczyn nad wielką tacą, na której przewalały się filcowe broszki. Każda kopała w swoim końcu przerzucając na górkę innej. I żadnej to nie przeszkadzało. Fantastyczne. To był taki kiermasz rękodzielniczy z którego przytachałam siatkę kolejnych broszek. Dla mnie, dla dziewczyn i dla Diabla. W kształcie babeczek i cukierków (panny), kolta (Diabli) i z rysunkami bałwanków i śnieżnych ptaszków (ja). To taka była dzisiejsza randka we dwoje. Wytrzymał. Nie wszyscy mężczyźni na kiermaszu dali radę. Jeden pękł przy pierścionkach z tiulem (mam!), inny przy łańcuchu z pluszowymi zawieszkami 🙂
On i ona:
- Zobacz jakie piękne!
- Co?
- To. Do powieszenia 🙂 Takie serce. Albo taki smok.
- A gdzie Ty chcesz to powiesić?
- No np. na choince? 🙂
Ach, i umówiłam się z Łucją, że za rok pojedziemy ja i ona. Tylko my :))
