Moda biblioteczna

Moda to nie  to słowo, bo chodzi o zjawisko, pozytywne i warte naśladowania… Rzecz w tym, że zakłada się dzieciom kartę do biblioteki i chodzi się z nimi pożyczać książki. W bibliotekach (wiem, bo bywam) są specjalne działy dla dzieci i taka wizyta nikogo nie dziwi. Dzieci prowadza się już tam od 2-giego roku życia. W ten sposób kształtujemy nawyki czytelnicze, uczymy dbania o czyjąś własność i przyzwyczajamy do systematyczności (bo każdą książkę trzeba oddać). Znam już dwa przykłady takiego „zachowania”. Realny (sekretarka Lutki ze swoją córką)  i wirtualny (z blogosfery).

  • Dziewczyny, chciałybyście chodzić do biblioteki?
  • TAAAAK!!!
  • A dlaczego? Łuczku?
  • Świnka Peppa chodzi do biblioteki. Tam jest dział dla dzieci i ona kupuje tam książki.
  • Pożycza. A jak przeczyta to oddaje. Wyrobilibyśmy Wam karty, wypożyczałybyście książki, czytałybyśmy je i odnosiły.
  • A gdzie jest ta biblioteka?
  • Niedaleko naszego domu. Chodziłybyśmy tam na piechotę. Raz w tygodniu.
  • Super! Kiedy pójdziemy?
  • No nie wiem… Napewno możemy pójść na wiosnę. Albo jak spadnie śnieg. A potem mogłybyśmy pójść do kawiarni MammaMia.
  • Kawiarni Mamma Mia?
  • Tak. Bo jest obok. Byśmy jadły jakieś ciacho i piły herbatę.
  • Ja nigdy nie byłam w tej restauracji. Ona się nazywa jak mama pana Gaźnikollo.
  • Dokładnie. Ale to kawiarnia. W restauracji jesz obiad, a w kawiarni ciastka.
  • A czy Ty wiesz, że jak ktoś się zdenerwuje to krzyczy Mamma Mia?
  • Wiem. Bo to Włosi tak krzyczą. U nas jak ktoś się czymś zdenerwuje to woła: O matko, albo Ojej! A Włosi wołają Mamma Mia.
  • No. A jak byśmy przeczytały to byśmy odnosiły książki.
  • Żeby mogło je przeczytać inne dziecko!