Odliczanie do fajerwerków

Chińczycy przed ichniejszym Nowym Rokiem wszystko wyprzedają. Czystki mega. Nie jakiś tam śmieszny Boxing Day, ale realne pozbywanie się towaru. Warto więc zawitać do Państwa Środka na początku lutego, by zobaczyć jak to jest wchodzić w nowy rok, bez bagażu staroci. To fajna tradycja i w każdej kulturze drzemie chęć zresetowania mijającego. Ja załadowałam dziś auto stertą gazet, wypełnionych kolorowanek i nie potrzebnych ubrań. Zrobiłam też porządek w szafie z bielizną. Znowu jestem w rozmiarze małego M i wszystkie te za duże majty i staniki są mi nie potrzebne. Plus te co zostały mają co najmniej dwa lata. Więc na sporo nie mogę patrzeć. Też załadowałam w wór i do auta. Wszystko wywiozę dziś do odpowiednich recyclingowych kubłów.

Będziemy też wyżywać się porządkowo. Koty, kurze i paprochy powyganiamy z kątów i szafek. Tak by Nowy Rok przywitać na czysto i na nowo! Łucja chce zresztą czekać na tę chwilę z nami. To taka śmieszna rzecz ten Nowy Rok. Niby zmieniamy tylko kartkę w kalendarzu, ale pokażcie mi kogoś kto nie ma żadnych oczekiwań od 2012!

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

Jaki był ten 2011?

Czas na podsumowanie roku. Jaki był 2011? Trudny, ale dobry. Dobry, bo nie można nazwać złym rok, kiedy urodziło się dziecko. A 2011 rozpoczął się od narodzin mężczyzny doskonałego, czyli Mieszka. Na trudny złożyły się wiele innych rzeczy. Primo był krucho z kasą. Jeszcze gorzej niż w 2010. Ale nie uważam, że jest to istota życia, więc w sumie to nie miało to większego znaczenia. Choć być może wpłynęło na nasze małżeńskie problemy. Bo czegoś takiego to jeszcze nie mieliśmy. Czy to słynny kryzys siódmego roku, który rozwala wiele małżeństw, czy coś innego, dość że dwa miesiące temu w naszym domu pojawiło się słowo rozwód i rozpoczęło się przeglądanie papierów rozwodowych. I co gorsza żadne z nas nie widziało innego rozwiązania. Było tak źle, że sądziłam, że niżej się nie da zejść. Ale miesiąc później było jeszcze gorzej.

Chciałabym móc Wam powiedzieć, że kryzys zażegnany, ale wiele jeszcze przed nami… Na szczęście oboje zaczynamy wierzyć że się uda.

 

  • Filmowo rok należał znowu do seriali. Rozpoczęliśmy go Fringem, przerobiliśmy Chucka, zachwyciła nas Gra o tron i zamykamy go rewelacyjnym VI sezonem Dextera.
  • Epoka, która dominowała w różnych wątkach to lata amerykańskie lata ’50 i ’60. Mad Man, piosenki z tamtej epoki, walka o prawa czarnoskórych (nie planując tego przerobiłam kilka książek mówiącym o tamtym okresie) i kilka pojedynczych filmów.
  • Jedzeniowo wygrały sałatki. Do listopada jadane były co wieczór. Warzywa i jakiś ser. Jak nie było sera, to było jajko na twardo i sardynki. A jak nie było i tego to były grzanki i podsmażane pestki.
  • Odkryciem kulinarnym były garnki z Ikei. Mają jakąś taką powłokę od środka, że mleko w nich nie wykipi. Dla równowagi nie kupujcie w Ikei zmywaków do naczyń. Rozpada się to po pierwszym kontakcie z detergentem.
  • Sukcesów była cała masa i wszystkie dotyczyły dzieci. Tego jak dziewczyny przyjęły do swojej mini-społeczności brata, tego jak Lila zaadoptowała się w przedszkolu, jak panny pływają i jakimi doskonałymi tancerkami baletowymi się okazują.

Życzenia

Przeboje mijającego roku uświadomiły mi, że człowiek da sobie radę ze wszystkim, byle tylko zdrowie było. Zupełnie obca dla mnie dziewczyna zaczęła mi ostatnio opowiadać, że boli ją ręka i zaczęła czytać co to może być i się boi. A badań nie może zrobić, bo nie wie czy nie jest w ciąży. Powiedziałam jej więc: Co Ty za choroby wymyślasz? Spadek odporności? To przecież może być AIDS! I powiem Wam, że nie sądziłam, że człowiek może się tak ucieszyć na taką diagnozę :)) Jakby nie było:

W 2012 życzę Wam dużo zdrowia! Z całą resztą dacie sobie radę!

Spis lektur

Podobno Brodski dawał swoim studentom spis lektur, który sam w sobie był książką. Próbowałam kiedyś to znaleźć, ale bezskutecznie. Jakby nie było sam pomysł stworzenia listy literatury, by inni widzieli ją w ten sposób co ja, wydaje mi się ciekawy. Na szczycie listy (kolejność będzie dowolna) dla dziewczyn mogę więc wpisać pierwszą książkę.

Chorał – Kent Haruf; zlepek przeplatających się historii ludzkich w zagubionym w Kolorado miasteczku. Wszystko ma sens. W Zdesperowanych Żonach jest takie zdanie: Zło czai się w miniwanie. Miniwanu w książce nie ma, ale idea zła w sielance jest. Na szczęście zawsze jest też nadzieja na zmianę.

<><>

Panny oglądają Literkowe Chochliki. To taka bajka do nauki angielskiego. Literkowy chochlik się gubi i cały odcinek inne chochliki go szukają. Tym razem zaginął chochlik S. No i jest takie ćwiczenie, że trzeba wstawić brakującą literkę. Słyszymy słowo SOAP i pojawia się napis S_ AP. Jakiej literki brakuje? Łucja ambitnie wybiera z trzech na dole. O, I, R.

  • I! To będzie I! Tak mamo?

Głos w tiwi:

  • Tak! Macie rację! To literka O. SOAP!

Lila:

  • Pomyliłaś się Łucja.

Łucja (ponieważ najlepszą obroną jest atak 😉

  • Lila!!!!! Nie stój tak blisko telewizora! Bo będziesz musiała nosić okulary! Już trzy moje koleżanki noszą!
  • Przepraszam Łucja 🙂

cudowny wiek

Na święta miałam okazję rozmawiać z jedną dwudziesto-paro-latką. Zapytała mnie o przedszkole dziewczyn i wyznała, że winą za jakość kontaktów towarzyskich obarcza dorastanie bez przedszkola (a w domu u boku babci). I ponieważ poczułam, że tym stwierdzeniem otworzyła mi furtkę do bycia przez chwilę mentorem powiedziałam jej:

  • Dziesięciolecie pomiędzy 20-stką a 30-stką uważam za najbardziej intensywny okres życia. Dużo się wtedy dzieje, poznajesz mnóstwo osób, które będą się przewijały w całym Twoim życiu. Wtedy określa się co będziesz robiła w życiu i nawet jeśli będzie to coś innego to pojawia się zalążek idei. Ten kolejny etap jest zupełnie inny. Nie jest gorszy, tylko inny. Powiem nawet, że w tym poprzednim ja często byłam nieszczęśliwa. Często się zastanawiałam: Czy to jest to wspaniałe życie, które na mnie czekało? Ale nie da się tego przeskoczyć. Ba, trzeba to przeżyć tak dobrze, żeby móc bez bólu przejść do kolejnego etapu. Jeśli nie będziesz przechodzić tego mocno i intensywnie, to potem można się szamotać: nic w życiu nie przeżyłam, albo mi też się coś należy od życia. Bo to jest taki okres na branie wszystkiego garściami.

Patrząc na moich rodziców widzę plusy życia po 60-tce. Zna się tego partnera na wylot, człowiek się niczym nie emocjonuje i można się pokłócić bez obaw, że złamie się dzieciom psychikę. Można się nawet z tego pośmiać, gdy Krzycho mówi do mnie (o mnie i Lutce), że jesteśmy niezdarne pier-oły, i ja mówię do niej Spoko Luciu, wzięłam winę na siebie. Ma się dystans do większości dziwactw domowników i z przyjemnością odkrywasz, że inni Ci pomagają. Lutka miała zawsze opcję, że ja w domu nic nie robiłam. Bo jak ona jechała do swojej mamy to nic nie musiała robić. Ale tym razem się włączyłam. Sprawiło i mi to przyjemność i chyba jej.

No a teraz nas wygonili 🙂 bo jadą na Sylwestra w góry. A my niczym skostniała emerycka para przejście z roku w roku odświętujemy w domowym pieleszach. Położymy dzieci spać, włączymy sobie Midnight in Paris a z odświętnych będą fioletowe korale, które dostałam od Łucji i kazała mi nosić całe święta 🙂

A na Sylwestra w górach pojedziemy może po 60-tce. No może trochę wcześniej!

Dawno tak nie miałem, że nawet na leżąco mam wystający brzuch…

– Diabli 😉

Wczoraj była kaczka. A dziś gęś 🙂 Ależ to pyszne jedzenie! Miękkie, soczyste i smakowite. Kaczkę zrobiła ciocia, a gęś ja z Lutką. No, Krzycho też miał swój udział jako krojący i smarujący przyprawami. Przepis wzięłyśmy od Kuronia. Gęś w pomarańczach – trochę się Diabli buntował, że nie lubi mięs na słodko, ale efekt końcowy był rewelacyjny. Tak siedzieliśmy przy stole, przed nami stała brytfanna z resztkami po 5-kilogramowym ptaszysku i wydzióbywaliśmy pozostałości. Na koniec nie mogliśmy się z przejedzenia ruszyć 🙂

<><>

Gwiazdor przyniósł dziewczynom zestaw podstawowy Lego. Razem z pozostałymi po mnie figurkami Fabulandu miały zacząć montować małe klocki. Całość zostaje u dziadków. Dopóki Miecho nie wyjdzie z etapu wszystkopożerania w domu będziemy mieć tylko Duplo. Lecz byłam ciekawa jak sobie poradzą. I idzie im nieźle.

Lecą kolędy. Łucja wiruje pośrodku zasypanego zabawkami pokoju:

  • Łuczku, może spróbujemy wybudować z klocków cukiernię?
  • Nie dziś. Dziś mam ochotę na taniec!

I jeszcze siostrzany support :))

15-ście potraw później…

Bardzo lubię Święta w mieście chrząszcza. Nigdzie indziej nie są takie świąteczne i nigdzie indziej tak mi się nie podobają. Jest pyszne jedzenie, jest pozytywna atmosfera, brak napinki, spacery w pierwszy dzień świąt, które notabene Diabli w tym roku zbojkotował twierdząc, że to zakłamanie, że w pół godziny coś spalimy 😉 Jest dużo wspomnień (i tych na głos i tych w głowie), gadania i nalewek wujka.

Primo: zdobywanie ciasteczek. Ciocia Ula upiekła coś co się nazywa kocie oczka, ale dla mnie wyglądało jak kocie łapki 🙂 I było hitem jedzeniowym dla drożdży.

Cookies zdobyte, ale ciocia podrzuciła pieroga

A potem gryczaka...

Przy śpiewaniu kolędy Miecho klaskał 🙂 Nauczył się tego na Jasełkach. Jak śpiewają znaczy trzeba klaskać 🙂

I opłatek też posmakował 🙂

A potem już było jedzenie. Sałatki, śledzie (Lutka zaczęła szklić cebulę do śledzi i wiecie, że są lepsze?), czerwony barszcz z uszkami, karp w galarecie i pieczony i wiele, wiele innych smakołyków! :))

Święta

Czego Wam życzyć??! Tego co sama bym chciała: żeby było świątecznie, smacznie i rodzinnie.

Od Mikołaja marzy mi się wiele rzeczy pod choinką, ale najbardziej ucieszyłabym się chyba ze zgodnej i szczęśliwej rodziny. To coś na wagę złota i absolutnie bezcenne. Takiej co to kłóci się o głupoty, planuje wakacje, wspiera się i uwielbia święta. Długo nie mogłam ich poczuć w tym roku, ale jak już zastawiłam dom to odkryłam, że je uwielbiam. Czas magiczny, czas cudowny!

Wesołych i pogodnych Świąt! 🙂

Gatunek: Warrior

  1. Dziadek wnosi zamówione wędliny. To taka siata co z 10 kg waży. Stawia na podłodze w kuchni. Miecho, który pilnuje kocich misek podnosi głowę i niczym młody niedźwiedź wciąga zapach.
  2. Rusza na czworakach do siatki. Wącha i zaczyna gryźć. Odłamuję mu kawał nasto centymetrowej kiełbasy. Młodzian rusza do kominka z nią w zębach.
  3. Je. Toczy przy okazji walkę z Bulim, która chciała mu zdobycz odebrać. Kotka zlekceważyła przeciwnika więc przegrywa.
  4. By podkreślić zwycięstwo Miecho wraca do kuchni i rozlewa mleko z kociej miski. 🙂

I jeszcze jeden świąteczny obrazek. Dwa lata temu zrobiłam podobne zdjęcie Łucji. Lila poszła dalej. Łapała śliskie karpie. Bez lęku 🙂

Twoje problemy przy moich są doprawdy śmieszne

Tekst z obrazka, albo żartu, który lubiliśmy sobie z bratem w ogólniaku powtarzać. Weszłam dzisiaj na forum styczniówek i przeczytałam wpis Kajmati, którą los uszczęśliwił trzema chłopakami. Babka ma naprawdę nerwy ze stali :))

Jest w Boardwalk Empire jeden prohol (agent Van Alden, czyli zażarty obrońca prohibicji). Bardzo religijny i bardzo radykalny. Ma żonę, która nie może mieć dzieci i jest to jej wielką tragedią. Więc w tej poparanej męskiej logice gdy panna lekkich obyczajów po jednej głupiej nocy zachodzi z nim w ciążę, pojawia się plan. Dopilnuje by urodziła dziecko i da je żonie. 9 miesięcy mija szybko. On siedzi w pracy, a surykatka nudzi się w jego mieszkaniu i w końcu sama odbiera poród. Wchodzi do domu, widzi ich razem w łóżku i biegnie po lekarza. Jak wraca odnajduje nie tylko ją, ale i swoją żonę, która wysyłała mu listy, ale ponieważ nie odpowiadał postanowiła przyjechać.

Krok kolejny to jest pozew o rozwód i zniknięcie matki dziecka. „Tatuś” wraca do domu i widzi, że sąsiadka zajmuje się jego córką. „Ona powiedziała, że zaraz wróci”. Ale oczywiście nie wraca. On zatrudnia więc nianię, wymyśla dla córki imię i chyba jego życie zaczyna się właśnie układać. 🙂

<><>

Śnieżne zdjęcia. Dziś to zdecydowanie foto-dzień Łucji 🙂

I my z Mieszeczkiem odzianym w śniegowce po starszej z sióstr. Właściwie to powinno być jedno zdjęcie, ale nie mogliśmy się zgrać z patrzeniem w obiektyw :))