Odkąd pamiętam nie lubiłam pierwszego września. Pomimo całego uroku i kolorów jesieni, widmo nadciągającej szkoły psuło mi humor. Sytuację zaogniała Lutka, która już 30 sierpnia mówiła: Zadzwoń do Joli Kani, kiedy jest rozpoczęcie roku.
Miałam muchę giganta i nie chciało mi się absolutnie nic.
Niestety nie przeszło mi to. Jak odwiozłam Łuczę do przedszkola (udało nam się jakimś cudem zdobyć szafkę w rysunkiem jabłuszka!) poczułam wielkiego gula smutku… Sama zainteresowana, choć nie była rano zachwycona, ma dość beztroski stosunek do jesiennego załamania pogody:
Miałam muchę giganta i nie chciało mi się absolutnie nic.
Niestety nie przeszło mi to. Jak odwiozłam Łuczę do przedszkola (udało nam się jakimś cudem zdobyć szafkę w rysunkiem jabłuszka!) poczułam wielkiego gula smutku… Sama zainteresowana, choć nie była rano zachwycona, ma dość beztroski stosunek do jesiennego załamania pogody:
- Dzisiaj jest brzydka pogoda.
- No jest.Tak czasami na jesieni bywa. Skończyło się lato i wakacje.
- Cały czas pada deszcz. Pada i pada.
- No ale ma przestać i będzie przyjemniej.
- Może pojedziemy do Egiptu?
Proszę jakie to proste :))
