W tym roku modne były dynie z „dziąsłami”

I taką też zrobiliśmy 🙂

Wzór na mniejszej to był nietoperz :)Jak co roku potwierdzam, że Diabli jest mistrzem carvingu i za rok obiecuję mu kupić specjalne nożyki do wycinania dyń! 🙂

Impreza planowana była na huczną. Prawie miesiąc temu zamówiłam pierwsze gadżety w internetowym sklepie z końcówką.de a dwa tygodnie temu dokupiłam co nieco na Allegro (głównie balony i zaproszenia).

W środę wieczorem ogarnęło mnie coś co Lutka nazywa: ordynarnie mi się nie chce i w do piątku wszystko odkręciłam. Jakoś tak doszłam do wniosku, że nie dam rady ze stadem dzieci w domu. Plus ambitny plan jak pieczenie paluszków wiedźmy czy mumie z parówek. Nie mam siły. Mam wielki brzuch, czuję się ciężko i nie dam rady. Wszyscy okazali zrozumienie.

Upiekłam tylko czekoladowe babeczki, które siostra Diabla ozdobiła (podziwiam – bo mi by tak nie wyszły 🙂 i dwie pizze, bo goście choć tylko w osobie najbliższych sąsiadów i tak przybyli (podejrzewam, że zwabieni dekoracją przed domem 😉

Na duchy i zjawy nachodzące nas co jakiś czas, czekały miseczki z krówkami i czekoladowymi oczami, po których "chodziły" plastikowe pająki :))

Sporo dekoracji wykorzystałam. Wiele pozostało nieużytych w oczekiwaniu na huczniejszą okoliczność, ale wszystko co mogło być wielorazowe (jak miseczki, girlandy, dekory na ścianę czy drzwi) zostało użyte.

Plus kilka dyń (te dwie mniejsze są ponoć świetne do gotowania) i sporo naklejek, którymi dziewczyny ozdabiały swoje meble 🙂

A co takiego ten Halloween? To pogańskie święto pożegnania lata, kiedy duchom zarówno tym złym jak i dobrym łatwiej było się przedostać do świata żywych. Dobre duchy przodków zapraszano do domów, a złe odstraszano. Odstraszano przy pomocy strachów, dyń i masek… Ale z drugiej strony jak na wejściu stoi TAKA gruba ruda baba to kto odważy się wejść? ;)) Btw. wiem, że ten kolor co go dziś rano na włosy rzuciłam taki średni, ale powinien się trochę spłukać :))

A Mikołaj patrzy! Zagląda gdzieś z góry przez okno i wszystko widzi!

Rozpoczęliśmy straszenie Mikołajem. Grudzień coraz bliżej, a to wyjątkowo skuteczny motywator 😉
Na sierpniówkach przeczytałam o fajnej metodzie pisania listów do Mikołaja.To przepis z Kanady: dzieciaki wycinają z katalogu zabawek te,które podobają im się naj; wklejają do laurki i tak powstaje list 🙂 Ale skąd tu wziąć katalog zabawek? Najlepiej było by samemu taki stworzyć w oparciu o to co NAM się wydaje naj :))

<>

Na piątkowy wieczór z prasowaniem wybrałam "Przerwane objęcia" Almodovara. Dobrze się to oglądało, ale…

Lubię tą hiszpańską ciotę 😉 lecz albo robi filmy tak groteskowe, że nie da się na to patrzeć, albo wali zakończenie w stylu kina rosyjskiego, czyli że nikt nie jest do końca szczęśliwy tudzież wszyscy umierają.
Rewelacyjna scena łóżkowa (pod prześcieradłem), ciekawy wątek młodego dj-eja, ale co szkodziło skończyć film w momencie  gdy bohaterowie uciekli na Lanzarotte?
Ok, ok, wiadomo było, że jej mąż coś wykombinuje i będzie chciał im zepsuć sielankę, lecz po co postanowili wracać i udowadniać coś całemu światu? Z miłością nie ma co igrać. Jak jest to trzeba o nią dbać i koncentrować się na niej.

Tomek jest w kolorze Blue

-Łucja o pociągu z kreskówki

Podpisaliśmy zgodę, że wyrażamy zgodę na badanie logopedyczne Łucji. Badanie było w przedszkolu i chyba wszyscy rodzice wysłali na nie swoje dzieci. Wyniki (oceny) wystawione po trzech konsultacjach dostaliśmy miesiąc temu. Hmmm… Nie spodobały się nam, bo wynikało z nich, że trochę jest do zrobienia. Mają to szczęście /nieszczęście?/ dziewczyny, że uważamy je za doskonałe i każdy kto śmie myśleć inaczej jest w błędzie. Jak po bilansie czterolatka okazało się, że Łucji nie schodzą się nogi w kostkach, Diabli powiedział: Daj mi telefon do tej lekarki. Zadzwonię i jej powiem, że sama ma iksy. 🙂

Te braki logopedyczne podzieliły dzieci na trzy grupy.

  1. Takie, z którymi nie ma potrzeby pracować,
  2. Takie, które kwalifikują się na zajęcia grupowe
  3. I takie do terapii indywidualnej.

Łucza wpadła do grupy ostatniej :/
Nie jestem zwolennikiem stymulowania rozwoju dzieci.Każdy ma prawo na swoje tempo i swój rodzaj rozwoju. Jeden chodzi w wieku 7 miesięcy,drugi jak ma półtora roku. Zęby wyrastają, albo wypadają zgodnie z ich własnym widzimisie. I tak samo jest z mówieniem. Na dodatek Łucja nie była zainteresowana zajęciami z panią.

Niemniej jednak wczoraj była na pierwszych. Postanowiliśmy z Diablim, że niech pochodzi tak do końca roku. Na razie nawet jest zadowolona. Dostała zadanie domowe i kartkę do ćwiczeń dla nas. Jest na niej rysunek cyrku. Klaun podrzuca piłeczki. Na trybunach widzowie. Polecenie: zaśmiej się tak jak ludzie na widowni. Dziewczynka: Hi-hi-hi, chłopiec: he-he-he, dziadek: ho-ho-ho, babcia: ha-ha-ha. Na jednym wydechu. I potrafi to robić! 🙂

  • Mamo, ale dlaczego oni się śmieją?
  • Bo on śmiesznie podrzuca piłeczki.
  • Nie! On żongluje! :))

The most annoying rituals

Pamiętacie jakie wspomnienie z dzieciństwa było najbardziej irytujące? Ja pamiętam nakładanie rajstop. Za oknem ciemno, podejrzewam okolice godziny 6 rano i zakładanie nam rajstop. Pewnie zakładała Lutka, ale na 100 % nie wiem, bo spałam podczas tej czynności. I to było przed przedszkolem.
Koleżanka pamięta rzecz jeszcze wcześniejszą. Żółte światła w tunelu jak jechała z mamą autobusem do żłobka.
Rodzice chyba też takie rzeczy pamiętają, bo Krzycho ostatnio mnie pytał, czy nie można dziewczynom szerszych rajstop kupować 🙂 Zakładał którejś i uznał, że to nie może być wygodne. Ale te rajstopki, które noszą są całkiem przyjemne. A na pewno lepsze niż te, które były kiedyś! :))

Łucja najbardziej nie lubi dźwięku spadającej wody. Diabli przed-pracowy  rano się kąpie. Ta woda leci czasem przed szóstą i nie wiem czy to kwestia akustyki łazienki czy zwyczajnej porannej nadwrażliwości, ale spada naprawdę głośno.
Lecz nie narzekajmy 🙂 Dobrze, że tatin już jest. Mogę stoczyć conocną walkę o kołdrę i mam co robić zbierając jego ubrania porozrzucane po domu. Ach, no i spóźniam się, bo rano wymyśla mi zajęcia.

  • Łuki chcesz jajecznicę? Mamy dobre jajka.
  • Chcę. […]Ale się stęskniłem za takim polskim śniadaniem!
  • A co tam jadłeś?
  • Chrupki z mlekiem. Mogę prosić o keczup?
  • Łagodny z Mac Donalda czy Krzepki Radek?
  • Daj Radka. Zapakujesz mi golonkę z buraczkami do pojemników?
  • Zapakuję 🙂 Ty za to wnieś drzewo, żeby babcia miała ciepło.

Mieszko, Mieszko

Do kolejnego USG jakieś dwa tygodnie, ale skoro już powiedzieli, że chłopiec pewnie już tak zostanie 🙂 Imię właściwie wybraliśmy. Podobnie jak w przypadkach poprzednich pomysłodawca był Diabli. Kiedyś podobało mu się Franek, a tym razem od razu po USG zapytał:

  • Co myślisz o Mieszku?
  • Fajne. Może być.

Takie i zwyczajne, i swojskie, i pasuje do naszego długiego nazwiska. Statystyki pokazują, że imię jest rzadko nadawane, ale jednocześnie nie jest obco- czy dziwnie-brzmiące. Dziewczyny mają imiona arystokratycznie wyszukane: Łucja i Liliana, a on będzie taki „domowy”. Btw. Imiona drugie dziewczyn są kwiatowe. Jest Łucja Malwina i Liliana Róża :))

Tyle, że nagle okazało się, że jest duuużo oczekiwań odnośnie imienia dla juniora. Normalnie poczułam się jak w powieści Balzaca. Nadchodzi sukcesor i następca. I nabuzowało mnie to.
Babcia Diabla zaproponowała, żeby był Jan. Dziadek Samuraj chciał by było Jacek. Po nim. A oliwy do ognia dolał Krzycho który wymyślił, że powinien być Jędrzej, bo Jędrzej Jacek brzmi lepiej niż Mieszko Jacek. Jędrek akurat mi się podoba, ale nie rozumiem po co mój ojciec się do tego wtrąca.
Dziewczyny zaakceptowały Mieszka. Łucja nawet poinformowała o tym panie w przedszkolu 🙂 Więc na razie stanęło na, obchodzącym 1-stycznia imieniny, Mieszku. Jeśli ma być królem i twórcą dynastii to pasuje ;))

  • Łukasz, a dlaczego Ty masz na drugie Paweł?
  • Nie wiem.
  • To po jakimś przodku, znajomym?
  • Nie. Chyba nie. Może to imię jakiejś miłości Rurki?
  • Myślisz? Czyli ja mam na drugie Daria, po rosyjskiej kochance ojca, a Ty Paweł po chłopaku mamy?
  • Nie, to chyba była by za duża koincydencja. Nawet jak na nas 🙂

A myślałem, że najgorszy dzień w moim życiu, był kiedy dostałem suchą karmę na obiad…

kot Śnieżek z kreskówki "Stuart Malutki"

Ciąża jest pełna różnych bóli i boleści. Zaczyna się od bólu biust, potem wjeżdża kręgosłup, nogi, rozciągające się spojenie łonowe (kto to widział, żeby coś się tak miesiącami  rozciągało?), łydki, splot słoneczny i pęcherz. Dolegliwości tak trwają, przeplatają się, zanikają i pojawiają ponownie. Niedogodności oswajasz, ale nie da się ukryć, że pogarszają Twoje funkcjonowanie.

Jak się leży lub chodzi to pół biedy, ale jak tak sobie posiedzisz  (tak jak ja w czwartki) to masz duży problem, żeby wstać, wyprostowanym przejść na parking, zahaczając po drodze o łazienkę i pokój kadr (Lecę, jestem za tydzień!) oraz wsiąść do auta.
Z sikaniem to osobny problem. Ile można trzymać, żeby co chwila nie biegać do łazienki? Pamiętam jak w ciąży z Łuczą miałam problem o której godzinie jest te PORANNY mocz.  O 2:30, 5-tej czy 7-mej?

  • Lilu chcesz jogurt?
  • Chcę.
  • A jaki? Z malinami czy z jagodami?
  • Z malinkami. Dziadek Krzysiek ma malinki.
  • No ma 🙂
  • Mama, siku!
  • To biegaj do łazienki.
  • Ty ze mną!
  • A wiesz, że to dobry pomysł

Plus sytuacji taki, że zsynchronizowałyśmy z Lilą nasze potrzeby łazienkowe :))

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce bezdzietnych

Tydzień temu Akasza zaprosiła mnie do zabawy by podzielić się trzema moimi muzycznymi przebojami. Hmmm… Trudna sprawa 😉 Właściwie to do żadnych kawałków nie wracam. W aucie najczęściej słucham radia, przy pracy lubię ciszę, a przy prasowaniu jakieś wizualne widowisko. Mamy taki plan, żeby na rocznicę ślubu kupić sobie retro radio i wtedy pewnie grać u nas w domu będzie częściej.
Wybrałam więc trzy kawałki, nie z tych które mnie porywają ostatnio, a takie które są związane z początkiem naszej znajomości.

Pierwszy to The Roots i ich kawałek The Seed. To jest pierwsza piosenka jaką razem tańczyliśmy 🙂 Oczywiście objęci, bo bit nam nie przeszkadzał 🙂 Diablemu co chwila ręka zjeżdżała na mój tyłek :)) Murzyńskich kawałków było zresztą bardzo dużo na początku!

Druga muzyczne wspomnienie to Black Eyed Peas feat Justin Timberlake i Where Is The Love. Jechałam autem do fabryki i marzyłam sobie o tym,że jesteśmy razem (ja i Diabli). To leciało w radiu. Zbeształam się za takie marzenia. Realnie rzecz biorąc związek wydawał mi bez sensu. I wtedy wjechał wokal z refrenem i doszłam do wniosku, że pomarzyć można zawsze i rano coś mi się od życia należy :))


l trzeci kawałek to kiedy braliśmy ślub. Była mroźna zima, środek stycznia, mała Łucza siedziała w moim brzuchu, o czym wiedzieliśmy tylko my oboje: ja i Diabli robiący mi codziennie w brzuch zastrzyki na podtrzymanie ciąży. Wtedy pod dłuższej przerwie na scenie muzycznej pojawiła się akurat Madonna. Dla mnie symbol tego, że konsekwencją można osiągnąć wszystko. Time goes by so slowly, czyli Hang up zaczarował mnie tak bardzo, że na ślub kazałam się uczesać jak ona ;))

http://www.dailymotion.pl/swf/video/xcw19a?additionalInfos=0

Pumpkin soup

  • Justyna, napisałaś na blogu, że robisz wielkie porządki na mój przyjazd.
  • No i?
  • To nieprawda. Nawet nie zaczęłaś ich robić.
  • Ale na blogu to jest moja wersja rzeczywistości.
  • Cały czas myślę o tym, jak świetnie Lila pływa. Ona będzie pływała lepiej niż Łucja. Kazała zdjąć sobie rękawki w basenie!
  • Super. Słuchaj, aaa opowiadałeś TAM im o nas?
  • Tak.
  • A co mówiłeś?
  • Nic.
  • A mówiłeś,że masz wielką żonę?
  • Tak.
  • A czy ktoś powiedział,że masz ładną żonę?
  • Philip.
  • Kto to jest Philip?
  • Jak mogłaś zrobić taki bałagan na kompie? To wszystko trzeba wykasować, bo nie ma miejsca. Co to jest to Haven?
  • To mój nowy ulubiony serial. Nie kasujemy. Masz go obejrzeć, bo w styczniu rusza II-gi sezon i będziemy go oglądać.
  • Ale to trzeba go gdzieś przenieść.
  • To przenieś – obejrzysz jak będę w szpitalu z młodym.
  • Jedziemy po dynię?
  • Jedźmy. Kto to jest Philip?
  • Nikt. Nieźle było jak rozmawialiśmy o feedbacku i Bart zapytał co ma powiedzieć w sytuacji kiedy żona od rana gotuje zupę dyniową, on ją potem dostaje na obiad i wcale mu nie smakuje. Czy w takiej sytuacji należy udzielać szczerego feedbacku? I czy będzie on zaakceptowany?

No więc pojechaliśmy po te dynie... 🙂 Za kierownicą zasiadł nasz światowiec zaskoczony swoim nowym breloczkiem. Wiecie 😉 SAMA udziergałam ;))

No a potem było kupowanie. Są dwie do wycinania i trzy ozdobne, w tym dwie, które nadają się na zupę dyniową 🙂 Pani, która sprzedawała powiedziała, że one mogą leżeć. Nawet do stycznia. Jakby nie było jak za eksperyment zupowy zabiorę się po 1-szym listopada. Na razie niech zdobią dom!

I tyle 🙂 Rzeźbienie pewnie pojutrze, jak znajdziemy odpowiedni wzór. Wg mnie wybraliśmy najładniejsze! :))

Co tatin przegapił?

Przegapił moment, kiedy Łucja nauczyła się liczyć do 17-stu, a Lila do 9-ciu. Potem, nie było przy tym, kiedy Lila przechodziła fazę: Jestem słodka i mądra (wcześniej było Jestem głodna i śpiąca) objawiającą się tym, że jak tantra przez kilka dni powtarzała te trzy słowa 🙂 Nie usłyszał też na świeżo opowieści z przedszkola o tym jak WSZYSCY, łącznie z dziewczynkami ze starszej grupy zazdrościły Łucji czapki.
Ma więc co nadrabiać! 🙂

Zaczęli od basenu, potem ma być kupowanie dyni, a na koniec nienazywalna restauracja na literę M :))
Na basen pierwotnie też miałam ochotę, tym bardziej, że mój kręgosłup krzyczy o taką wodną rozrywkę, ale:

a) ogarniam dom, pranie i obiad (chrupiąc po drodze czekoladki od Leonidasa 🙂
b) niech pobędzie z nimi sam – Lila w końcu, jeszcze jest taka malutka, że przez te ponad 3 tygodnie, trochę tatina zapomniała :/

Posprzątam Ci jeszcze w łazience, bo wiem, że przez 3 tygodnie tego nie zrobisz

– Diabli przed wyjazdem
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że właściwie to większość czasu nas nie było i jakoś bardzo nie nabrudziłyśmy 🙂 Niemniej jednak godzina zero coraz bliżej i zabieram się za wielkie sprzątanie. Chcę ogarnąć mężowe auto, w którym jadłyśmy, śmieciłyśmy i podróżowałyśmy. Przerażają mnie resztki winogron… Auta u dziadków parkuje się pod długą pergolą z późnymi winogronami. I co gdzieś jechałam zrywałam sobie kilka kiści i układałam na siedzeniu obok na kolorowych liściach 😉 Pięknie i romantycznie? Pewno, ale muszę to teraz posprzątać. I użyję też przed domem nowej miotły z gałązek, bo liście z czereśni leżą na chodniku w warstwie paro-centymetrowej.

<>

Wczoraj koło 18-stej zadzwonił mąż:

  • Justku, my jutro kończymy o 15-stej. Nie wiem po co mam tu siedzieć. Przebookuję sobie bilet i przylecę wieczorem!
  • A kupiłeś coś?
  • Nie.
  • To idź na zakupy po zajęciach. Bez tego sweterka, który Ci się tak podobał, mi się nie pojawiaj!
  • Ale już się stęskniłem…Tylko czekoladki to na lotnisku kupię…
  • Jakie znowu czekoladki? Z Twoją mamą gadałam. Też uważa, że nie musisz nic kupować. Czekoladki, choć może nie takie, są i u nas. Kup coś sobie. I nie kombinuj. My czekamy w sobotę.
  • No zobaczę.
Ufff… Zagrożenie minęło. Bo, ja jestem w proszku! A, i nogi muszę sobie też wydepilować. Ostatni raz w tej ciąży? Dobrze by było, bo to duża teraz akrobacja.