ZADANIE na jutro (piątek, wiadomo który): Kupić sobie jakiś SMAKOŁYK w drodze do domu!

Szłam na wieczorny spacer z psem i wracała sąsiadka z pracy. W długiej letniej sukience, zadowolona i zrelaksowana. Ostatnio z jej mężem gadałam o Internecie, bo jemu się coś obiło o uszy, że ja wszystkich o to gnębię, ale przyznałam się, że już podpisałam cyrograf z dotychczasowym dostawcą i nie działa. Jestem na to wściekła, ale temat jest dla mnie zawieszony na 24 miesiące. Nieważne. Otóż szła ta sąsiadka i Bibi do niej podbiegła i zaczęła jej lizać ręce. A ona na to powiedziała: Czujesz, że jadłam lody po drodze? 🙂 Bardzo to było miłe, że ludzie potrafią się tak codziennie nagradzać! Też powinnam!

Na jutro ustawiłam się na wymianę opon, a dziś spędziłam półtorej godziny w korkach szukając bankomatu mojego banku, w którym są jakieś środki. Udało się, KASĘ mam, więc wygląda na to, że opony wożone w bagażniku, od tygodnia, WYMIENIĘ. Zdołałam również oddać pościel do pralni, ale muszę znaleźć nową PLACÓWKĘ, bo ta poprzednia była lepsza (tyle, że ją zamknęli), a z tej jestem średnio zadowolona. Marudzę? Chciałam jeszcze dodać, że zlew mam znowu zapchany, a Orsay wycofuje się z Polski, co Łucja skomentowała, że pod tego typu newsem, wszystkie nastolatki wykrzykują: O nie, to ulubiony sklep mojej mamy!

Ale pozytywy, pozytywy!! Zdumiewająca jest ta wiosna… FAKT: ścina i zamula, ale wszystko pięknie kwitnie. Jakoś tak JAK chyba nigdy? Pokaże Wam jak u dziadków przed domem zakwitł bodajże migdałek. Albo wiśnia japońska? Ach, no i Mieszko zapisał się na zdawanie karty rowerowej (pomijając, że jest JEDYNYM w rodzinie, który jeszcze NIE zawalił tego egzaminu, to DOBRZE mu zrobi przypomnienie zasad ruchu drogowego). Akcent zabawny zapewni Wam też fotka jednej z kłódek miłości w Antwerpii. Lilka ją wynalazła 😉

<><>

  • Matko, umyjesz mi włosy?
  • Z przyjemnością Mieszeczku. Ale niedawno myliśmy, a Ty przecież nie lubisz ich myć?
  • Tak. Ale dziś w mojej bluzie, w kapturze, był pająk.
  • Bardzo chętnie Ci umyję.
  • Ach, i mamo, mam pytanie… Dlaczego Ty i dziadek tak czasem głośno kichacie? Tak że na cały dom słychać?
  • Chyba lubimy. To takie oczyszczające.
  • Tylko wiesz, to taki trochę cringe. Jak robię jakiś filmik i Ty tak głośno kichasz.

Katastrofa 😀 We własnym DOMU sobie kichnąć NIE mogę!!!

Są TAKIE środy…

Miałam dziś w nocy koszmar… Śniło mi się, że jestem w szpitalu, wszędzie biegają te wkurzające kidoski, a ja za chwilę będę rodzić bliźniaki. Babka co mi robiła USG prosi mnie żebym chwilę zaczekała, bo zrobi teledysk z tych wszystkich filmów płodu. No i ja, jak to ja, kombinuję JAK to wszystko spiąć. Dobra, pójdę na macierzyński, to mi zleci trochę czasu, to zrobię tak, a to inaczej. I aż się obudziłam od tego SPINANIA wszystkiego. Ależ to była ULGA!!

Zdrowotnie natomiast Łucja miała jakiś kryzys, bo się źle poczuła w szkole. I prawie zemdlała. Wyszła z lekcji i koniec końców wróciła do domu Uberem. Towarzyszył jej ukochany, by jej doglądać po drodze i zaczekać PRZY niej, aż ja wrócę do domu. Miło z jego strony, ale oczywiście ją zbeształam. Za mało śpi, koniec z komórką po nocach, bo ja gaszę światło o 22:30, a ona jeszcze pisze. I rano wstaje przede mną, bo mnie to budzi! To po pierwsze. Po drugie: ma zacząć jeść (i posiłek to nie matcha). A po trzecie: po każdym takim sygnale ma NATYCHMIAST wychodzić ze szkoły, a nie snuć się po korytarzach i łazienkach do piątej lekcji.

Z pozytywów wysiałam trawę, dosiałam kwiatków (mini goździki, aksamitki, nasturcje, nieśmiertelniki) i MOŻE któreś dadzą radę i wykiełkują!

<><>

  • Mamo, a kojarzysz, że teraz taki najnowszy challenge to jest wyzerować sprite i NIE beknąć?
  • Nie kojarzyłam, ale zapamiętam, Mieszko.
  • No i dziś Antek próbował i wypił, tak że mu została 1/3 a potem zwymiotował.
  • Super.
Mieszko, który kucnął w symulacji plantacji czekolady…

Truskawki?

Byłam dziś na rynku. Lilka szła (wyjątkowo) na później i zobowiązała się, że wyprowadzi Bibs, żebym tylko pojechała. Kupiłam dużo rzeczy, w tym kilogram TRUSKAWEK! Zjedliśmy je z makaronem… Teraz chwila łapania oddechu, a za chwilę będziemy robiły spring-rollsy!

Na rynku moim zdaniem CENY normalne, ale łupie mocno JAK bardzo poszybowały w sklepach… Rozmawiałam o tym w weekend z dziadkami i Lutka powiedziała, że za ich życia, kilka inflacji już było i mechanizm zawsze jest ten sam. Wszyscy podnoszą ceny, żeby był ZAPAS, ale w którymś momencie to się normuje. Mam nadzieję, bo na razie to katastrofa. Takie np. biegi, po pandemii poszły strasznie do góry (z 45 pln na 200?) i był to dla mnie moment, że wycofałam się z udziału w tych zorganizowanych. Ale o ile na razie zakładałam, że muszą odbić te miesiące zakazów i ograniczeń, to nie rozumiem CZEMU teraz ciągle rosną. Także żyjmy, WYDAWAJMY, bo złotówka dziś, będzie warta jutro MNIEJ. Nie żałujcie więc sobie pierwszych truskawek! 🙂

<><>

  • Panny zmieniam Wam pościel! Lila, Ty będziesz miała w truskawki, a Łucja dostanie w dziecięce zwierzątka.
  • JA chcę w TRUSKAWKI!
  • Nie. Żadnej fikuśnej. TY, będziesz miała w zwierzątka.
  • Poskarżę się Matiemu!

I się poskarżyła.

Dzień Zwycięstwa!

Dawno temu (jeszcze przed Wojną) to było najważniejsze rosyjskie święto. Parady, pokazy i pochody. Dziś szydzimy, ale miejmy nadzieję, że szybko to minie i dalej będzie można to świętować. Wklejam Wam za to Mieszka pomagającego dziadkowi w wieszaniu flagi na pierwszego maja! Sytuacja miała miejsce dwa dni PRZED naszym ostatnim wyjazdem!

<>

Poniedziałek. Licznik w pokoju nauczycielskim pokazuje nam ILE dni do końca roku i chociaż cyfra jest WCIĄŻ dwucyfrowa, to na przodzie JUŻ jest czwórka! W tym tygodniu chcę zmienić opony, które mam już w bagażniku, mam jedno szkolenie, muszę podjechać gdzieś tam z Łucji gorsetem i dalej porządkuję ogródek. Dziś kupiłam TRZY piędziesięciolitrowe worki ziemi, wór torfu i dwa wory kory. Wszystko już rozsypane, ale okazuje się, że NIE mam nasion trawy. W ogrodniczym stojąc w kolejce do kasy zgarnęłam też pięć aksamitek, które wsadziłam do kilku rozpadających się donic. To taki kwiatek, który kojarzy mi się z moją babcią i z…. Bollywoodem! Tam zawsze któryś zakochany amant gryzie te pomarańczowe kwiatki 😉

<>

Wczoraj. Drama niedzielnego wieczoru. Łucja:

  • MAMO, ja nie wiem co ja mam jutro założyć!!
  • Załóż cokolwiek.
  • Chciałabym to, ale będę mieć goły brzuch.
  • Zdaje się, że regularnie masz, chociaż nie powinnaś.
  • TAK, ale jutro mam filozofię, a ta baba to TA co ostatnio kazała mi iść po bluzę i że jak nie mam własnej, to mam iść po szkolną. A co jeśli ona mnie pamięta?
  • Bardzo możliwe. Ale co to zmienia?
  • Ona ostatnio wezwała matkę dziewczyny, która przyszła do szkoły BEZ stanika!
  • I ta matka przyszła?
  • Tak. Przyszła bez stanika.
  • OOOoo! To mamy rozwiązanie :))

Upraszczanie

Dzisiaj i wczoraj w ogólniakach były dni otwarte. Były dwa tygodnie temu, a dziś kolejna tura. Na parkrunie huczało o tym, bo akurat sporo rodziców ośmioklasistów i wszyscy się gdzieś tam wybierali. MY nie pojechaliśmy nigdzie. Lilka słabo znosi takie narastające napięcie i plan jest taki, że najpierw MUSI napisać ten egzamin, a potem będziemy myśleć. Btw. Tłok w szkołach będzie od nowego roku duży. U Łucji jest teraz cztery klasy pierwsze, od września będzie ich SIEDEM, w tym aż dwa wos-ang-geo, bo to klasa najliczniejsza. Zresztą dużo tych dzieci WSZĘDZIE, bo u nas w szkole są np. trzy klasy pierwsze, a od września będzie OSIEM.

DWA, odpuściliśmy bal ośmioklasistów. LILIANA nie chce iść, nie ma partnera, swatano ją z kimś tam, ale ona i tak jest na NIE… I to jest, TO samo co wyżej: napięcie jej nie pomoże. Zamiast myśleć o egzaminie skupi się na nadchodzącym balu i tym JAK wypadnie i że CZEGOŚ tam nie potrafi (zatańczyć). Jak będzie wyglądać i czy MUSI tam iść. No więc, NIE musi i niech nie idzie. Mi odpadają kretyńskie koszty, bo jak słyszę o bufecie sushi i fotobudce, to wydaje mi się, że znowu ktoś się rozpędził. Łucja rok temu NIE poszła, więc niech nie idzie i Lilka.

<><>

Taka ciekawostka, która też już się zaczyna przewijać to masowe wezwania do wojska, którą też wczoraj na parkrunie wałkowaliśmy. BO rodziców dzieci w wieku poborowym, też kilku jest. I wszyscy odraczają wysyłając chociażby na studia, bo co tu kryć, w taki piękny majowy dzień tego nie czuć, ale mamy za miedzą wojnę. I ja też nie wyobrażam sobie wysłanie syna w takie miejsce.

porządkowania cd

Pobiegałam i RUSZYŁAM z ogródkiem! Większość „stylistyczną” zrobiliśmy wczoraj, ale dziś tradycyjnie porządkowałam. Skosiłam trawę, wyrwane drzewa i ścięte drzewa przeciągałam przed dom, a w puste kępy, pomiędzy sadzonki od Lutki wysypałam ziarna kwiatów (mini-słoneczników, lwich paszczy) i ziół (bazylii i mięty). Podwiązałyśmy z Lilką do końca magnolię (panna bardzo mi pomagała, bo chciała przejść do puntu DRUGIEGO), a na pustym płocie, który był zasłonięty przez iglaki, zawiesiłam chorągiewki! Muszę przywieźć ze 4 worki ziemi, 2 kory, dosiać trawy i powinnam koniecznie dosypać tych polnych kwiatów (niezapominajki i maciejka zawsze mi się dobrze przyjmowały). Stanął również hotel dla owadów, który Lilka robiła na konkurs do szkoły, ale koniec końców NIE zaniosła, więc jest u nas! Grill mi się marzy, ale to może za tydzień?

W przerwach technologicznych zrobiłyśmy również kobyłę organizacyjną (to TO o co Lilka cisnęła), czyli PRZERZUCIŁYŚMY szafy. Nie wiadomo skąd powstały dwa wory rzeczy do wywiezienia i jedna paczuszka premium do przekazania dalej. Zimowa odzież została POCHOWANA (sweterki, flanele i wełniane spodnie zobaczymy JESIENIĄ), a na półkach króluje odzież na lato! Źle nie jest, chociaż każdemu coś by się akurat przydało…

><

  • Mamo, nie uważasz, że gołe stopy są jednak obrzydliwe? – zapytała Lilka, bo obie do tych prac ogrodowych nałożyłyśmy japonki.
  • Uważam. Szczególnie takie po zimie. Człowiek widzi, jak krzywo sobie paznokcie obcinał.
  • Stópkarze są jednak bardzo dziwni.
  • Fakt 🙂

Ona jest największą aktywistką tego domu

-Lila o Bibi i dodała: „Ona by nawet poszła w paradzie równości by stanąć po stronie CZARNYCH psów”.

Days off? Dwa dni wolnego??! TAK! I spędzę je w ogródku! Dziś z dziadkami DUŻO żeśmy zrobili, ku wielkiej rozpaczy Bibi, która BRONIŁA każdej wycinanej gałązki. „MOJE drzewa! NIE ruszaj!” BO wycięte zostały kolejne: wysuszona wierzba i pewien zasuszony iglak… Lutka przywiozła pół bagażnika sadzonek (hibiskusy i inne), a ja wyjęłam z kąta w ogródku krzewiki co to je od tygodnia przy każdych zakupach wstawiałam do wózka. Hortensje i kamelię. Z Lilką podwiązałyśmy magnolię i przycięłyśmy jaśminu (wyrósł na 4 metry i kwitnie dopiero od tej wysokości – Lutka poradziła by obciąć te wysokie pnącza i zostawić tylko dwa małe odrosty przy ziemi). Jutro cd!

<><>

Podobało mi się w tej Belgii (fotki wyżej to z parku przy Atomium), że jej mieszkańcy nie tylko są różni, lecz nie boją się być JESZCZE bardziej niezwykli. Mam wrażenie, że ludzie pracujący U NAS w usługach często są „wygodni i funkcjonalni”. Nie mówiąc już o szarości ulicy: widzisz tłum nastolatków i wszyscy mają czarne jeansy, czarne bluzy i czarne plecaki Vans. Kopiuj-wklej. Tam każdy był niezwykły. Babka sprzedająca gofry wyglądała tak, że na dwóch pyskatych czarnoskórych Amerykanów, którzy byli w kolejce przede mną, jeden zaczął się jąkać, gdy zamawiał. Panna w bubble tea, miała zrobiony taki modny makijaż w piegi, a cała masa facetów była pomalowana.

  • Widziałyście tego gościa i jak ma pomalowane na czerwono oczy??- ekscytowałam się do dziewczyn, gdy w metrze obok nas pojawił się mężczyzna z makijażem w stylu lat ’80 z błyskawicami na skroniach.
  • Widziałyśmy. I co z tego? – dziwiła się Lilka.
  • To pewnie jakiś trans, ale niesamowity!
  • Bosze mamo, to że facet się maluje wcale nie znaczy, że jest trasem. Po prostu lubi się malować.

Ciepło, w weekend czeka nas przegląd szaf!

Po dwóch pedagogicznych porażkach (joke), egzemplarz TRZECI wyszedł mi sceniczny. Mieszko CHCE występować, uwielbia zajęcia teatralne i dziś zagrał w szkolnym przedstawieniu rolę Poniatowskiego. Przedstawienie było o Konstytucji 3 maja, strój króla wypożyczyłam, a wczoraj wieczorem doklejaliśmy do pożyczonej korony KRYSZTAŁY (bo jakoś było ich mało) i robiliśmy BERŁO. Przyszedł meil, że to atrybut konieczny i trzeba było JE na szybko zmontować (na różdżkę wróżki nabiliśmy WIELKĄ styropianową bombkę i ozdabialiśmy -> głównie niebieska farba i brokat przyklejany na lakier do włosów). Zdjęcia czy i KIEDY będą NIE wiem. Ale jak będą to Wam pokażę. Przedstawienie miało dwie tury, na drugiej były klasy ósme i LILKA, LECZ panna siedziała z boku sceny i NIEWIELE widziała…. Zarejestrowała natomiast jak „PROSTY LUD” obsypuje go kwiatami.

Dzisiaj sobie sprzątam, bo jutro przyjeżdża do mnie MAMUSIA pomóc mi w ogródku. Tak, dałabym sobie radę sama, ale w sumie nie będę marudzić, bo weźmie mnie do galopu i szybko zrobimy tu porządek! Polecę Wam tymczasem jedną książkę… Wzięłam ją sobie na wyjazd, zaczęłam czytać w samolocie, a tam akurat o anomalii, która wystąpiła podczas lotu 🙂 Świetna!

i jeszcze…

Coś czego nie dopracowałam to był dojazd. Bruksela to jedno z tych miejsc, gdzie można dolecieć TANIO. Za te właśnie przysłowiowe 39 pln/osoba, które jednakowoż zawsze wychodzi w obie strony troszeczkę więcej. ALE, nie przyszło mi do głowy, że są tam DWA lotniska. I w żadnym wypadku nie lećcie na Charlolei. Po pierwsze jest bardzo daleko od Brukseli, a po drugie NIE ma jak stamtąd się wydostać. Jest autobus, ale by w niego wsiąść czekaliśmy po przylocie 2 godziny w długiej i wijącej się kolejce. To jest specjalna monopolowa linia. I jest ten bus… drogi. Za bilet zapłaciliśmy 70 euro (czyli lekko licząc podróż samolotem kosztowała SPORO MNIEJ niż przejazd na lotnisko w JEDNĄ stronę). I przybywa ten autobus na obrzeża Brukseli skąd do naszego hotelu było 2 km. I też jest to do ogarnięcia, lecz tam nie ma komunikacji NOCNEJ, więc chcąc szybko w NOCY dotrzeć na PRZYSTANEK autobusu możesz albo gnać z buta, albo zamówić jadącą tylko do tego punktu taryfę (za 17 euro). Przed wyjazdem w nocy postanowiliśmy sobie zrobić większą zakładkę czasową, bo nie wiedzieliśmy CZY wsiądziemy do busa i ile czasu zajmie nam dotarcie na przystanek autobusowy. Okazało się to być dobre, bo chociaż koniec końców dotarliśmy Uberem na samo lotnisko (bo koszt auta jadącego w NOCY wyszedł niewiele wyższy) to była kolejka do WEJŚCIA na lotnisko, w której staliśmy 45 minut! Także szerokim łukiem TEN port lotniczy!

Poza tym nie było zgrzytów. Tak jak już Wam wczoraj pisałam, zacięły się drzwi wyjściowe z hotelu, ale koniec końców wydostaliśmy się i Bruksela pożegnała nas z rozmachem. Dużo było emocji i tak jak na ogół po wyjeździe człowiek kolejnego dnia myśli: GDZIE teraz?, to tym razem REALNIE łapiemy oddech. Hotel mieliśmy w samym centrum, bo nie chciałam mieć kosztu biletów dobowych, ale było tam dość głośno (CAŁĄ noc to miasto tętni). Lilka przespała dzisiaj 12 godzin…

Jedzeniowo jadaliśmy kuchnię azjatycką. Słodycze, oprócz czekolady nam nie podeszły, ale sprzedawali tam pyszne bułeczki z kawałkami czekolady, którymi się zajadaliśmy. Pod koniec dnia w supermarketach przeceniali takie pudełeczka z pokrojonymi owocami (płacisz za dwie, dostajesz trzy, mango/ananas/melon) -przyuważyliśmy pięknego gościa w doskonałym gajerze co kupował i MY też tak robiliśmy. Dzieciaki piły tam gazowanego liptona, którego podobno u nas nie ma, a ja zaczynałam dzień od kawy, która to kosztowała standardowo. I coś co wczoraj powiedziałam: Bardzo mi się tam podobało. Nawet zapowiedziałam dzieciom, że jak mi się już w końcu wyprowadzą to MOŻE wezmę ślub z jakimś Belgiem, bo mężczyźni tam są przepiękni 🙂

<><>

Nowy tydzień i to na dodatek, nie poniedziałek a środa! Zaczęły się matury, więc Łucja ma wolne i zamierza przez te TRZY dni chodzić na randki (TRUDNO). Lilka siedzi w domu, bo jest nie bardzo zdrowa… Z obiema pannami byłam, po mojej szkole, u ortopedy (tego z sanatorium) i kolejną wizytę mamy w październiku. Zajrzałam też do Urzędu Skarbowego i to co miałam tam załatwić z sukcesem załatwiłam. O 18-stej, po rehabie Łucji, mam odebrać przebranie dla Mieszka, więc sami czujecie, że na razie nadganiam. Robi się pranie, wietrzy moja pościel, a trawa widzę konkretnie urosła. Fajnie by było gdybym zdołała coś pogrzebać sobie w ziemi w ogródku, ale poza tym NIE ma żadnych planów na TEN tydzień i to TEŻ jest bardzo miłe!

Bel Chicken to taki Belgijski KFC, gdzie był ulubiony kurczak Mieszka. Popatrzcie jakie piękne drzewo rosło przed wejściem!
Gorąca czekolada
Museum aan de Stroom – Antwerpia (Muzeum Dziedzictwa Miasta, tuż przy dokach)
w jednej z baszt na wybrzeżu Anwerpii znaleźliśmy takie coś
któryś kościół, gdzie były niesamowite współczesne obrazy

zamiast brukselek po czekoladę!

Jakbyście chcieli przypomnieć sobie przed-pandemiczny świat to kierunek jest jeden 😉 W Belgii LUDZI jest tak dużo i są tak różnorodni, że po pierwszej godzinie aż nas rozbolała głowa… To nie jest nie tylko centrum Europy, ale tak naprawdę centrum całego świata. Rodzi się nawet takie wrażenie, że im dalej od tego punktu, to tym słabsza ta ludzka energia (tak, jesteśmy prowincją). I NIE byliśmy nigdy wcześniej w takiem miejscu! Cały czas się coś działo. Załapaliśmy się i na Festiwal Baltic Trafic, i na wielki koncert z okazji 1 maja jakieś hiszpańsko-języcznej kapeli, a od poniedziałku trwa Il Ad Fitr, czyli święto obchodów końca Ramadanu i ulice są tak przebajecznie kolorowe, że czujesz się jakbyś kroczył przez wielki kolorowy show. Do tego WSZĘDZIE kwitną tulipany. Droga do Atomium, widziana z okna tramwaju, wiedzie przez dywany czarnych tulipanów.

Co więcej, dostaliśmy rekordową liczbę pozytywnych „reakcji”. Bezinteresownych i zupełnie przez nas nie oczekiwanych. Dwie kawy zamiast jednej, możliwość podróży pierwszą klasą, zamiast drugiej (pociąg do Antwerpii), ekstra tabliczka czekolady w sklepie czy autobus, który zatrzymał się na środku jezdni, by nie wjeżdżać mi w kadr (fotografowałam budynek po drugiej stronie ulicy). W sklepie Lush, co to go u nas nie ma, sprzedawca o wyglądzie Roberta Smitha z The Cure z makijażem z jego najbardziej demonicznych sesji postanowił DAĆ nam całą masę rzeczy (to drogi sklep jest). Rano w kawiarniach nie ma miejsc, bo wszyscy NAWET w poniedziałek jedzą tam śniadania (chyba, że stoją w kolejkach po dropy do sklepów sportowych).

Inna historia: Pewnego razu w metrze siedział chłopak i patrzył się na mnie. Wyszedł z nami i podszedł do mnie i zapytał się czy się spotkamy dziś wieczorem!!!??? Te GRZMOTY (moje dzieci) były dwa metry za mną i rżały ze śmiechu , ale jego to nie speszyło! Oczywiście powiedziałam zgodnie z prawdą, że we are living tonight, ale to było takie niezwykłe, że mnie to też ścięło! Potem mi się tłumaczyły, że wiesz mamo, ale że TY?

Jedzenie? Najsłabszy element. Reklamowane gofry i wafle porażka, za to czekolada była przepyszna, a Muzeum Czekolady w Antwerpii okazało się być najlepszą placówką muzealną na świecie (wiecie, że próbowaliśmy tych 20 odmian płynnej czekolady?? – ależ to było dobre!). Jadaliśmy za to w Chinatown. Takich knajpach, gdzie w rogu syn właścicieli odrabia lekcje, a córka pomaga rozmawiać z klientami.

Co się nie udało? Nie weszliśmy do żadnego muzeum. W niedzielę byliśmy w Antwerpii, a w poniedziałek wszystkie placówki były zamknięte. Ach, no i Antwerpia cudowna. Chciałam zobaczyć i IM pokazać sklepy z diamentami prowadzane przez ortodoksyjnych żydów i słynące z najlepszych brylantów świata. I udało się 🙂 W jednym miejscu nawet potraktowali nas nawet poważnie, ale jak to Lilka zauważyła NAWET płacąc JEJ kartą (ona ma najwięcej kasy) i NAWET przy zniżce 99% nie bardzo nas stać 🙂

Wrzucam fotki. Mieliśmy na zakończenie akcję gigant. Jeden element logistyczny zawaliłam i dziś na lotnisko o trzeciej w nocy jechaliśmy Uberem. I zablokowały się drzwi wyjściowe z tych naszych apartamentów. Uber już czekał, a my nie mogliśmy się wydostać. Mieszkaliśmy na trzecim piętrze i nie było nikogo z obsługi.. Ależ to były emocje! UDAŁO się, chociaż po drodze dzwoniłam do tego gościa: DON’T GO! WAIT! I zaczekał. Wsiedliśmy do tego auta i znowu zanurzyliśmy się tym belgijskim glamurze 😉 Mieliśmy siedzenia ustawienia do siebie, on rozsunął dach i włączył arabską muzę. I w takim rozgwieżdżonym klimacie dojechaliśmy na lotnisko.

Do powtórki? OJ TAK! Dla mnie to chyba w tej chwili MIASTO Nr 1!

Dworzec w Antwerpii
21 maja w Bruseli będzie Pride Parade
Za kamiennymi lwami zaczynało się China Town (Antwerpia)
Muzeum Czekolady
Tulipany
Sikający chłopiec czyli symbol Brukseli. Tym razem ubrany chyba na 1 maja?
Gofry
które w różnych kszałtach bywają 🙂
Lilka z Mieszkiem
Atomium
Koncert
czekolada
wybrzeże Antwerpii
kłódki miłości
ten gość był niezły, grał na pięciu szachownicach równocześnie 🙂
Muzeum Czekolady
I Grande Platz w Bruskeli!