- Mieszko, zainstalowałeś już sobie tę lotniczą apkę? – zapytałam gdy wróciłam z biegania.
- Tak.
- To bookuj miejsca. Już czas.
- Mamo… Ale się nie da… Trzeba zapłacić.
- Niemożliwe. Jest poniżej 24 h. Powinno być bezpłatnie…
- I jest tylko jeden lot.
- Czekaj. Zaloguję się przez kompa… K_va. Lot był dzisiaj rano! Kiedy mi się ta data tak źle do głowy wbiła???! Puff…Byłam pewna, że to JUTRO! W niedzielę!!!! Nawet nocleg mamy opłacony od jutra!!!
Nabijałam się przez lata z sąsiadki, co na urlop się spóźniła o jeden dzień, ale jak okazuje się JA nie lepsza… Aż mi wszystko zastygło, że tak nawaliłam, a najgorsze, że nie wiem w którym momencie zakodowałam nieprawidłową datę. I tak się zastanawiałam wczoraj wieczorem co oni mi meile o rozpoczęciu odprawy przysyłają… Niemniej jednak zastosowaliśmy kosztowny wariant b (i na tyle było by zysku z korków) i wylot mamy dziś w nocy. Bo wyrywamy się na krótką eskapadę! Btw.miał być to wyjazd mój i Mieszka, lecz panny powiedziały, że one TEŻ chcą JECHAĆ i NIE będą się nam narzucać, bo będą realizować swój własny program. Nie mam ich zresztą z kim zostawić, gdyż babcia z nimi NIE zamieszka, bo ma na głowie dziadka. Mogły by ONE z dziadkami zamieszkać, lecz wtedy do szkoły rano jechały by duuużo dłużej. Wracamy w nocy ze środy na czwartek, czyli kolejny wpis w czwartek!
<>
Poza tym mamy Dzień Niepodległości, który nam jakoś totalnie w tych emocjach uciekł (panny były przerażone, że koniec i kropka i muszą odrobić lekcje na poniedziałek – I TAK MUSZĄ :), ale za to rano byłam na parkrunie, gdzie zrobiliśmy ciut dłuższą trasę i udało się mi wykręcić 7,5 km! Bardzo to miłe, bo choć kolka łapała mnie trzykrotnie, to jest jest LEPIEJ. Ponadto na naszej lokalnej grupie objawili testerzy rogali świętomarcińskich i do zwycięskiej cukierni podjechaliśmy JADĄC do dziadków (gdzie JUŻ urzęduje Bibs).












