
Były plany wyjazdowe na ten weekend i nawet Łucja z którą dzielę konto na bookingu widziała, że coś wymyśliłam… ALE benzyna cenowo nieprzyjazna, okoliczności średnie, a panna Łucja w weekendy pracuje. WIĘC, NIE w tym roku ten świetny projekt, co to mi przyszedł do głowy!
Byłam za to na dłuugim spacerze z Bibs (psa pilnowała czyjejś wędki), a potem pojechaliśmy do dziadków! U dziadków musiałam przekonać dziadka, że praca Łucji MA sens i chociaż jest jej trudno, to i tak jest jej lepiej, bo JA na pierwszym roku mieszkałam daleko od nich. A w tych beznadziejnych latach ’90 mieszkało się z toksycznymi i złośliwymi starszymi paniami… I autentycznie, to nie był żaden character buiding, lecz trauma, której zapomnieć się nie da. I NIE była to wina moich rodziców, bo takie były realia i wszyscy to przechodziliśmy. Zresztą podobny epizod miał też dziadek, bo w szkole średniej mieszkał w podobnych warunkach i jak mu to przypomniałam, to przyznał, że był to słaby okres. A Łucja przynajmniej wraca do domu! Jest zmęczona, notorycznie niewyspana, ale zakopuje się pod kołdrą we własnym łóżku, dostaje do łóżka herbatkę i nie musi martwić się brudnym praniem.
🌴🌴🌴🌴
A ponieważ dziś jest piękne święto będące wspomnieniem radosnego wydarzenia (nie, nie chodzi o zmianę czasu) i dzisiejszy dzień powinien być LEKKI, więc zrobię WAM zabawny OT… Pokaże Wam mianowicie uwagi kolegi Mieszka. Bo chłopaki rano sobie wysyłali uwagi, które mają w dzienniku… Naprawdę nie jest łatwo być nauczycielem! 😀 Btw. widzicie w tej pierwszej uwadze przygotowania Śmigusa?
























