
Pojechaliśmy z Mieszkiem odwieźć na skup jego klocki. Pudło, które widzicie wyżej ważyło 30 kg! Do tego mieliśmy instrukcje i pudełka. Byliśmy już wczoraj, ale nie było gościa od wyceny, wiec dziś podjęliśmy kolejną próbę i załatwione! To uwalnia jakąś ogromną przestrzeń odkładczą w jego pokoju i bardzo się w tego cieszymy. Kasę z transakcji skasował młody i wydaje mi się, że roztrwoni ją na… gry i ciuchy 😀
Zabrałam się też za składanie ozdób Wielkanocnych i przypomniała mi się jedna około-świąteczna historia. A właściwie to dwie. Sąsiedzcy chłopcy, których uczę angielskiego dostali ode mnie pytanie, którą część czekoladowego zająca jedzą w pierwszej kolejności? Przerabiamy części ciała, po drodze wjechała Wielkanoc, więc to dobrze pasuje. Uszy (które jak wiemy. u figurek tego gatunku stanowią połowę ciała), ogonek, ciało czy łapkę? I oni obaj wykrzyknęli, że zjadają całego naraz! Więc jak spotkałam ich ojca to mu powiedziałam, żeby przestał dzieciom ograniczać słodycze, bo tracą rozum na hasło czekolada! Dobrze się znamy, więc go to ubawiło. Druga historia dotyczy Łucji. Panna ma znajomego, który mieszka za granicą. I czasem sobie gadają. I on się pytał, co Łucja będzie robić na święta (on to Islam). I panna mówi, że będzie święcić jajka i pokarm, więc pójdzie do kościoła, a później będzie śniadanie Wielkanocne, które jada się całą rodziną, a on na to ją zapytał:
- Are You Christian?
- No. I’m Polish 😀









































