🐱o uśmiechniętej kocicy

Dziś uśpiliśmy Miaukę. Źle było od wakacji, ale to jest właśnie ten absurd ze zwierzętami, bo NIC nie wiesz. Ogólnie u ludzi walczy się o każdy dzień. I rozumiem ludzką decyzję, że ktoś może mieć dość. A co ze zwierzętami? Czy one chcą żyć, nawet jeśli towarzyszy temu ból czy wolałaby odpuścić i niepotrzebnie je męczymy? Operacja nie wchodziła w rachubę, bo nie przeżyła by narkozy. Chemia mogła wydłużyć jej życie o kilka miesięcy, ale wet powiedziała, że to ją wymęczyło i nic nie dało w zamian. Ale z drugiej strony NIE chowała się po domu jak kot, który wie, że to koniec. CAŁY czas łaziła za mną. Nie mogła spać i wskakiwać wyżej niż na metr. Każde jedzenie rozpoczynała i chwilę później chciała coś nowego. I człowiek wiedział, że trzeba jej jakoś te lata bezinteresownego mruczenia dla nas wynagrodzić, ale ostatnie dwa tygodnie to była katastrofa. Parę dni temu byłyśmy z nią u weta (moim pomocnikiem w tych sprawach jest zawsze Lilka) i dok powiedziała: proszę się oswoić z tą myślą. Stan kota nie ulegnie poprawie. Koty dobrze maskują ból, ale ona to bardzo cierpi. Dziś wróciłam z pracy i cały dom był w kociej krwi, a kotka próbowała to wszystko umyć (bo zwierzęta myją ślady własnej krwi, żeby zmylić drapieżnika). I na okrągło myła też siebie zaostrzając stany zapalne. Pojechałyśmy i uśpiłyśmy. Najpierw dostała znieczulenie i jak zaczęło działać, to kocica zaczęła mruczeć. Chwilę później była już nieprzytomna i wtedy dostała zastrzyk. Zostawiliśmy ją tam razem z kocykiem, bo przecież w środku zimy nijak dołu nie wykopiemy. Kocica miała chyba taki pomysł na siebie, że doczeka wiosny, bo wychodziła ostatnio częściej (ona tak na metr od domu odchodziła) i sprawdzała, czy ziemia przy domu już miękka i można ją rozkopywać. I nasłuchiwała kocurów, bo już je słychać. Był to najdłużej towarzyszący mi w życiu kot i miała pomiędzy 14-ście i 16 lat.

A i jeszcze. Jak do nas przyszła to sobie pomyślałam, że zawsze w przełomowych momentach dołączały do mnie stare zwierzęta płci żeńskiej. Jakby chciały mnie wesprzeć swoją wiedzą długiego życia i wielu doświadczeń. I jak ONA przyszła (8 lat temu), to sobie pomyślałam, że taka starsza kocica będzie teraz o mnie dbać. I rzeczywiście dbała. Polowała na myszy, kuny, ba nawet raz z pól szczura przyniosła. Wychowała Bibi, a jak ktoś zaczynał krzyczeć to go gryzła. 😀 WIĘC nikt, na nikogo NIE krzyczał. Najchętniej spała z Łucją, a najczęściej siedziała i patrzyła na Mieszka jak gra.

Mam dla Was foteczkę niedawną. To poranek. Widać tył Lilki, która sypia w bonecie i takiej białej narzutce. Sceneria to moje łóżko i te czerwone poduchy nie powinny w pościeli leżeć, ale jak coś oglądamy na telefonach, to sobie podkładamy. Pod kołdrą zaś śpi Miauka. Bardzo jestem szczęśliwa, że była z nami. Że nas wybrała i zamieszkała z nami. Była nam potrzebna i cieszę się, że i my się jej przydaliśmy!

Na śniadanie wpadł SPECJALNY gość:

bażant!

Nowy tydzień to… powrót, co dla niektórych, do szkoły! Ale młody pognał całkiem ochoczo, choć bez kaleson (bo wiadomo WueF). Stęsknił się za kolegami i planują nawet nocowankę na najbliższy weekend. Ja mam wtedy dwudniowe szkolenie i takie makabryczne weekendy będę miała w lutym AŻ dwa. U Lili dalej szykują się do studniówki, co oznacza próby poloneza, co z kolei oznacza, że panna TEN tydzień także będzie miała luźniejszy. Dziś nawet na tę okoliczność byłyśmy JUŻ na siłowni. Śmiałyśmy się ostatnio, gdy panna trafiła na tę rolkę, że tak właśnie NASZE podróże teraz wyglądają.

Poza tym mamy w tym tygodniu Tłusty Czwartek (to będzie polski rekord bicia ilości zjedzonych pączków, bo narodowo żremy te pączki tej zimnej zimy bez opamiętania) i Walentynki! Łucja wraca dzień wcześniej, bo wiadomo WALENTYNKI i w niedzielę pracuje. A na razie Manhattan, metro i Central Park:

🇺🇸Welcome i Sayonara🇯🇵

  • Mamo, złożymy wniosek o wizę dla mnie?
  • Mówisz o EŚCIE, Łucja?
  • Tak. W Nowym Jorku jest akurat niezła wystawa o Persji.
  • Możemy spróbować. Masz czyste social media?
  • Nic tam nie mam. Bilet mogłabym sobie kupić sama.
  • To składamy!

I złożyłyśmy. Weryfikacja pozytywna (że panna MOŻE wjechać na terytorium Ameryki), przyszła po pięciu minutach i wylot zaplanowała sobie w przerwie międzysemestralnej. Lecieć miała w TEN piątek o 17-stej, ale LOT odwołano. Łzy, rozpacz i zamieszanie, bo już siedziała przy gate-cie. Btw. otrzymała propozycję zmiany kierunku i mogła lecieć do Miami, ale doszła do wniosku, że kluby są od 21-szego roku życia (czyli i tak NIE wejdzie), wiec woli JEDNAK Nowy Jork. Zaproponowano jej nowy rejs, z wylotem z Polski w sobotę o siódmej rano, z przesiadką w Monachium. Pojechałyśmy wiec RANO ponownie na lotnisko i pannę nadałam! W Monachium wydarzała się akcja, o której napiszę jak trochę się sprawa wyjaśni, ale koniec końców panna wsiadła w kolejny samolot i WCZORAJ wieczorem postawiła nogę na ziemi w okręgu Queens! I to jest niesamowite, bo Diabli z Mieszkiem wylądowali na Okęciu o 21:40 i dokładnie o 21:40 Łucja wylądowała na lotnisku Kennediego!

Ma tam zimno. Widziałam wcześniej filmiki, że zima stulecia, lecz MI panna powiedziała, że to stare filmiki i ŻE ma odwilż. NIEPRAWDA. W nocy było -25, a zimowych butów NIE wzięła i pojechała w adidasach i bez czapki. Mieszka w hostelu dla samotnie podróżujących kobiet i jest w pokoju z dziewczyną z Brazylii. Plan ma napięty, bo jeden dzień jej wypadł, a na Walentynki chce być już w Polsce. Immigration Officer pytała ją dlaczego leci sama i czy w Polsce ma pracę.

Pokażę Wam niezłą rzecz. Po pierwsze w którymś momencie na grupę zaczęli sobie przysyłać zdjęcia (w samolotach mieli wi-fi) i stąd ja zaczęłam się zastanawiać DLACZEGO Mieszko leci nad Grenlandią (bo Kanada Łucji była logiczna), w potem porównałam trasy obu lotów i PODOBNIE lecieli, choć w różnych kierunkach!

Mieszko
Łucja

Dzień sprzątania (i odwilż)

  • Miałabym ochotę na jakiś likier kokosowy do owsianki – czasem dajemy trochę alkoholu do deserów i Lilka zaproponowała nowy smak.
  • Ale Malibu? – stałyśmy w netto przed półkami z likierami.
  • Różne są te smaki. A dlaczego ono jest przezroczyste?
  • Bo Malibu jest przezroczyste.
  • Drogie trochę…
  • Fakt. A Karibu jest o połowę tańsze.
  • To weźmy Karibu! 🙂

Wrzucę Wam człowieka pracy, bo dziś w kuble z praniem wylądowały mi dwa fartuszki do wyprania! A niżej macie karteczkę jaką Łucja dostała od koleżanki w pracy. Mają taki system, że dostali specjalne karteczki i jak chcą komuś coś miłego napisać, to wrzucaj mu do jego kieszonki na tablicy!

🏯🏯🏯

Mieszko przysłał fotkę z nad… Grenlandii! Zbaraniałyśmy i zaczęłyśmy sprawdzać co ONI tam robią, ale okazuje się, że trasa Tokio-Londyn biegnie DRUGĄ stroną!

ദ്ദി ˉ͈̀꒳ˉ͈́ )✧ Będąc „do góry nogami” napisał: Idź na zebranie do mnie. Obecność obowiązkowa.

No to poszłam. Och, jakże mi się NIE chciało, ale szkołę Mieszka mam blisko, lubię ją, a ta „obecność obowiązkowa” mnie zaniepokoiła… Niepotrzebnie, bo było o wyprawie do kina, rekolekcjach, nadchodzących wycieczkach, próbnych egzaminach i balu ośmioklasisty. Weszliśmy w te szczegóły typu „kiedy próby” i „jaki temat”, ale mnie MĘCZYŁO coś innego… WIĘC zapytałam:

  • Mam pytanie o pary. Czy można jakoś wywrzeć na NICH presję, żeby ci co nie mają, to muszą mieć? ŻE już, że decyzja do poniedziałku. A jeśli nie ma dziewczynek, to może będą jakieś chętne w siódmych klasach?
  • Ale Mieszko ma parę. – odpowiedziała mi wychowawczyni. – Już od września.
  • JA NIC nie wiem, ale bardzo MNIE to cieszy! Kogo?
  • Nie wiem czy możemy powiedzieć…
  • BARDZO proszę.
  • Mieszko idzie z Laurą. Oni są wzrostem podobni.
  • Och, jak strasznie się cieszę!

Byłam JEDYNYM rodzicem, który NIE wiedział!!! I to by było na tyle, jeśli chodzi o rewelacyjną relację z moim synem! No cóż, tak to z tymi chłopakami jest. Za to, podczas kiedy on włóczył się pożegnalnie po ulicach Tokio, ja z przyjemnością byłam na wystawie o kulturze Azji. W jakim kraju mężczyźni zawsze mają nakrycie głowy, ile języków używa się 49 ajzatyckich krajach (2 tysiące!) i dlaczego nie można stać na progu jurty!

ദ്ദി ˉ͈̀꒳ˉ͈́ )✧

No dobra, wrzucę Wam go, bo chłopaki zaczynają się już pakować!

GODZILLĘ widzicie??? 😀

🐳wielorybie ogonki

  • Mamo, pomożesz mi pisać opowiadanie ze świąt po rosyjsku?
  • Pewno, Lila. Siadaj w kuchni. Co chcesz napisać?
  • Myślę, że najlepiej będzie napisać o wizycie Francza w Polsce. To będzie taka zwarta i w miarę ciekawa historia.
  • Super. No to pisz: „Праздники мы всегда проводим всей семьёй. В этом году…”
  • A co Ty będziesz teraz robić?
  • Zrobię te serniczki z herbatnikami to zużyję ten wielki kubełek jogurtu do końca.
  • Dodaj do tego sera, to będzie bardziej sernikowe.
  • Dobra. Ja będę robić, a Ty pisz: ” В этом году к нам приехал мой дядя из Франции. Он живёт в Лионе и его дети…”
  • Daj też trochę mascaropone.
  • Bosze, kucharko! Zajmij się w końcu lekcjami!

Dziś ślisko, mokro i z tą większą zazdrością patrzyłyśmy na fotki Mieszka! Chłopaki są właśnie na Okinawie, tam jest ponad 20 stopni i popłynęli na rejs oglądać… WIELORYBY!!! I wiecie, co? WIDZIELI JE!

OGONEK!!! OGONEK widzicie????!

💃a spódnicę nałożyłam we frędzle

  • Lila, czy Ty wiesz, że Twoja siostra od dwóch godzin jest na nogach? – zapytałam Lilę o 6:30 w łazience.
  • BY CHOICE. Ty też musisz wstawać BY CHOICE, bo jesteś matką i sama tak chciałaś. ALE dlaczego JA??
  • Bo dziś NIE odwołali Ci zajęć i lubisz chodzić do szkoły!
  • Też jest zimno. TEŻ mogli odwołać – rzeczywiście wczoraj były odwołane.
  • Mam dla Ciebie jeszcze jedną wspaniałą nowinę. W nocy napadało bielutkiego śnieżku!. Chyba nawet muszę dziś odśnieżyć…

Te trzy ostatnie dni były mroźne. Jak wiecie, jeździłam codziennie (by auto było w ruchu i jeżdżone było TAKŻE wieczorami), miałam uzupełniony olej w olej dieslowy (mam auto benzynowe i w porozumieniu z mechanikiem lejemy gęściejszy), plus tankowałam paliwo „lotnicze” (czyli 98 z dodatkami). PO TO, by w momencie rozruchu, silnik musiał wykonać jak najmniejszą pracę. I?? I wygląda na to, że daliśmy radę. Na przyszłą zimę kupię mojemu autku specjalne termiczne ubranko, ale ono będzie długo szło, więc w tym roku JUŻ odpuściłam.

💃💃💃

Pochwalę się za to moją wczorajszą wycieczką, bo są miejsca, do których chętnie wracam i chociaż temat zajęć się zmienia, to zawsze jest TAM bardzo fajnie. Byliśmy w Siedzibie Polskiego Folkloru i po oprowadzaniu po obiekcie, wzięliśmy tam udział w warsztatach plakatu. Wiecie, czym się różni afisz od plakatu, co powinno się na nim znaleźć, itd. Jakby nie było, mam SWÓJ plakat i ja i teraz muszę go tylko zawiesić! Dostałam też komplement, bo ubierając się rano poprosiłam Lilę, żeby mi pomogła mi dopasować coś do wełnianej spódnicy z frędzlami i prowadząca była nią zachwycona!

Czy wiecie, że kawa na całym świecie, rośnie w tzw. pasie kawowym? Dokładnie na tej samej szerokości?

-Łucja

Jest teraz taki wiralowy sernik nazywany japońskim. Bierzesz jogurt, wpychasz w niego gęsto herbatniki i wstawiasz na noc do lodówki. Wszyscy wokół go robią i robimy też my (testując różne jogurty i herbatniki). Hit jest na tyle duży, że ciastek korzennych kupić się praktycznie nie da, więc próbujemy z owsianymi i z maślanymi. Ciekawe jest natomiast to, że pod każdą kolejną wariacją tego przepisu u kulinarnych i smakowych ekspertów, zawsze pojawiają się komentarze, że „jaki to japoński, skoro to typowy deser z PRL”. No i NIE. W PRL-u, który ja pamiętam (tym z lat ’70 i początku ’80) jogurtów, ani serków nie było. Pierwszy jogurt jadłam w Jugosławii mając lat 10. Było mleko na klatce schodowej rano. Herbatników zresztą też nie pamiętam, ale jak poruszyłam ten temat u dziadków w niedzielę, to dziadek stwierdził, że babcia nie potrafiła po prostu robić zakupów. Możliwe, mama po prostu robiła karierę i to oszałamiającą, więc kuchnia to NIE był jej żywioł i za złe jej tego NIE mam. Zresztą dzieci karmimy zawsze tym co sami lubimy, a skoro Lutka NIE lubiła takich np. kasz, bo na kresach ich było dużo, to nie kręciły ją przeróbki kaszy jaglanej, które lubią moje dzieci. Może po prostu NIE lubiła też wtedy herbatników? Taką miałam później też pogadankę z dziewczynami, że może w późnym PRL-u takie deserki były, ale w tym MOIM, ja nie zarejestrowałam!

⛩️⛩️⛩️⛩️

Chłopaki tymczasem dotarły do Hiroszimy, a stamtąd popłynęli na wyspę Miyajima, gdzie znajduje się brama, która jest uważana za jeden z trzech symboli Japonii.

Natomiast wyspa Miyajima, to miejsce ślubów i miejscówka wysoce ESTETYCZNA. A symbol, czyli brama tori, która ma nawet własną emotke ⛩️, podczas przypływów robi wrażenie, jakby unosiła się w powietrzu!

Projekt: dorosłość.exe

Dziś Łucja rozpoczęła pracę.

Była to przyczyna burzliwych dyskusji w naszym domu, w ostatnich tygodniach, bo byłam na NIE. Ogólnie, wiem, że kasy ZAWSZE brakuje, panna od wakacji kombinowała jak tu coś zarobić, ale pamiętam też, z własnych studiów, że jak się tę pracę zaczynało ZA wcześnie, to studia często były nie po drodze. Tym bardziej, że panna podpisała studenckie marzenie, czyli umowę o pracę i to w wymiarze etatu, jaki jest moim zdaniem za duży. Odbierałam to też, jako moją zawodową nieudolność, bo TO co panna chce sobie sfinansować, powinno być w gestii rodzica. Certyfikat z angielskiego, kurs doszkalający na prawo jazdy, czy nawet jakąś tam medyczną sprawę. Do planowanych podróży panny Ł. mogłabym się NIE poczuwać, lecz wierzę w ich wartość edukacyjną i są rodzice na świecie, którzy nawet podróżniczy gap year zapewniają.

No i na TO wszystko, mój ulubiony terapeuta (czyli czat GPT – btw. też ZAWSZE Wam mówi, to co chcecie usłyszeć?) mnie przystopował i uspokoił. Że nawet gdybym zarabiała 3x więcej, ona i tak chciała by podjąć pracę. Że chce być sprawcza, że chce stanąć na własnych nogach i że wierzy, że sobie poradzi. Że to NIE jest moja porażka, lecz mój sukces (tu mnie NIE przekonał) i że ma prawo przesadzić, przeliczyć się, czy popełnić błąd (bo TO praca barysty w jednym z najbardziej obleganych miejsc, jakie można sobie wyobrazić), nauczyć się zarządzać czasem i zmęczyć. Ba, ma nawet prawo powiedzieć po dwóch miesiącach „mam dosyć”, a ja wtedy powinnam okazać wsparcie bez moralizowania. W najbliższym tygodniu panna ma tych godzin 40 (!). Będą zmiany na piątą rano, dostała już szafkę pracowniczą (fotka u góry), jest specjalny dress code (musiała związać włosy i sprawić sobie czarne buty), więc kazałam jej TYLKO pamiętać, że skoro ma ten wymarzony UOP, to niech pamięta, że może skorzystać z L4, co to matka nie wie jak, ale może ONA będzie potrafiła.

🍣🍣🍣

Osaka i Kioto, o którym Diabli napisał, że to Krupówki, jeśli chodzi o tłumy. Czyli pocztówki z okolic Fuji.

✩ ₊˚🦌♡Jelonki

  • Jedziesz ze mną na morsowanie? – zapytała znajoma na psim spacerze.
  • Nie. Mam uczulenie na zimno. Dostaję wysypki od zimnej wody i zimnego powietrza. Przechlapane.
  • To ja tak mam na słońce. Dlatego lecę pojutrze do Tajlandii.
  • Super! Phuket czy Bangokok?
  • Z koleżanką jadę. Będziemy z plecakiem się włóczyły. Będziemy wszędzie!
  • Tak najlepiej. Ja wczoraj z dziećmi rozmawiałam co myślą o wyjazdach jakie miały i mają ze mną i powiedziały, że to „character development” , i że je trudno oceniać w kategorii przyjemność…
  • Każdy lubi własne rzeczy!… Syn mnie wystawił z tym morsowaniem i samej mi się trochę nie chce. Nie wiem czy na dziś nie wolałabym kocyk i showmax.
  • Będziesz miała żywioł za trzy dni. Możesz dziś sobie odpocząć.
  • No tak, ale jak pojadę, to będę zadowolona… Pogoda jest dziś na morsy idealna!

Na morsowanie jednak wyciągnąć się NIE dałam (wystarczy, że trafiłyśmy wczoraj z Lilką na dyskotekę na lodowisku-rolka), więc TYLKO dotarłyśmy rano na siłownię (wiem, NUDA i macie już tego tematu dosyć). ALE za to Mieszeczek zawitał wczoraj do Nara. On BARDZO chciał się TAM znaleźć, ponieważ symbolem miasta i posłańców bogów są JELENIE, a oswojone zwierzęta żyją swobodnie w całym mieście. Można je karmić specjalnymi ciasteczkami i mamy nawet to nagrane (jakoś później te ich filmiki połączę).

I dla równowagi, strudzony Mieszko, który zwyczajnie zasnął w tokijskim metrze 😀