NIE da się jednocześnie oglądać Naruto i czytać „Pana Kleksa”!

-ja do Mieszka

Sobota. Pobiegane, Łucja wróciła od koleżanki, a ja wytestowałam nowy odkurzacz. Fajny, ale ma krótki kabel- nie ciekawił mnie ten parametr, ale wcześniej z jednego gniazdka cały dom ogarniałam. Plus taki, że turbo szczotka to jakieś niezwykłe cudo. Jeżdżę, hałasuję i ogólnie sprzątam. Widzę, że mogę już zaszczepić Mieszka, ale nie idzie dodzwonić się do przychodni… Poza tym robimy kartki świąteczne (wyraźniejsza fotka JUTRO), Łucja miała korki, a maluchy ganiam do czytania lektur.

Wracałam sobie z tego biegania i punktowałam Bibi, dlaczego ją lubię:

  • bo mam z kim biegać i ona zawsze jest koło mnie,
  • bo grzeje mi nogi w nocy,
  • bo wyciąga mnie na spacery,
  • bo bardziej niż chętnie towarzyszy mi w jedzeniu,
  • bo jest bezkonfliktowa i przyjacielska!

Myślę, o tym, jak INNE było by życie ludzi, gdyby mieli ogony.

-Mieszko zapytany przed snem, dlaczego ma OTWARTE oczy i NIE śpi 🙂

Powiem Wam, że niesamowici są ci mali chłopcy. Jego historie ze szkoły są takie dynamiczne i tam ZAWSZE dużo się dzieje! Jakieś zgniecione czipsy, ucieczka przed paniami w szkole, włożenie komuś czegoś na talerz, rozgrywki koleżeńskie na lekcji, itd. Dziewczyny naprawdę były inne! I daleko nie tak zabawne 😉

Poza tym updejtowałam plik z prezentami świątecznymi, bo widzę, że znowu NIERÓWNO mi wychodzi. Mam Mieszka, Łucję i Lutkę i pustkę jeśli chodzi o Lilkę i dziadka. Panna najstarsza nocuje dziś POZA domem (u koleżanki), trochę się tym stresuję, no ale muszę jej zaufać. Każdy wiek ma swój margines głupstw, zarozumialstwem jest twierdzić, że z wiekiem jesteśmy mniej omylni.

Gdzie moja czapka??!

Sypnęło śniegiem i u nas! Patrzyłam dziś na twarze ludzi za szybą auta i wszyscy szli z TYM samym zacięciem: MUSZĘ wyjąć czapkę z SZAFY. I ja właśnie TEŻ wyjęłam. Czapki, szaliki, co mi uświadamia, czego KOMU brakuje. SZALE i szaliki MAMY. Katastrofa z rękawiczkami, no i jakoś mało czapek!

<>><<>

W pozornym luzie codziennego pędu dostrzegłam przestrzeń by władować się w coś nowego. Iiiiiii…..Robimy świąteczny teledysk! W sensie moja szkoła. Rok temu też takie robiliśmy, w poprzedniej szkole, ale TYM razem będzie profesjonalnie! Z nagraniem w studiu nagrań, specjalnym montażem przez zawodowca a wczoraj wieczorem mieliśmy próbę. I podoba mi się 🙂 Nie śpiewam solo, zresztą mam trochę chrypę, LECZ jestem w chórkach! CD nastąpi…

Niżej macie aulę u mnie w szkole, gdzie miałam dziś dyżur i natchnęło mnie, że ping-pong to chyba najlepiej rozwijająca się dyscyplina sportowa w szkołach. Btw. u moich dzieci to samo. Chodzą z tymi piłeczkami w kieszeniach, snobują się w rakietkach i przerwa w przerwę ile tych stołów by nie było, wszystkie oblężone!

Małgosiu, gdzie karpia kupujesz?!

krzyknęła na rynku jedna sprzedawczyni do drugiej. I chyba trudno wyobrazić sobie bardziej świąteczny okrzyk 🙂

Od połowy roku projekt DOM leży. Zaczęłam 2021 z impetem: kanapy, materac, komputer, ale wszystko teraz stoi… Miałam dotrzeć do budowlanego, po nowy prysznic, ale zwyczajnie NIE ma kiedy. A ponieważ rzeczy zaniedbane lubią się mścić, podczas weekendowego szału porządków, DOM upomniał się o siebie sam, kończąc losy odkurzacza. Mam rzeczywiście DAR zużywania Agd i u mnie wszystko po prostu się eksploatuje. To akurat urządzenie miało wcześniej tak, że się przegrzewało i przestawało działać, lecz minęło kilka dni i CAŁY czas milczy. A jest to urządzenie BARDZO nam potrzebne. W domu glutenowców i miłośników zwierząt pełno i kurzu, i sierści, i okruszków. Ba, jest też sporo piachu, który niezależnie od pory roku dostarcza pies… Nowy ma być w piątek!

<><>

Dobra wiadomość jest natomiast taka, że chyba obie dziewczyny wcisnęłam (na raz!) pod koniec roku do sanatorium. Przegapiłam wizytę Łucji (bo miałam ją zapisaną w telefonie, który zaginął), a potem od września nie odbierałam telefonu. Bo nie mam jak w szkole odebrać i do tej 15-stej NIE odbieram od nikogo. Groziło już nam, że nas wywalą z systemu, lecz oto się udało, mam jeszcze jedną teleporadę, na której dostanę skierowanie dla Łucji i Sylwestra obie panny spędzą poza domem. Czasem jakiś temat SAM się rozwiąże i to jest właśnie TA sytuacja.

I dzisiejsze zakupy. Zmieniłam MIEJSCE skąd zgarniam pudełka, do których ładuję zakupy w sklepie i oto śmieciarze będą się zastanawiać czy ja mam hodowlę zwierząt? 🙂

Tak mi Ciebie żal, że nie pamiętasz, kiedy to POJAWIŁO się po raz pierwszy…

Ja do Łucji, gdy ta podgłośniła w radiu „Last Christmas” (bo lubi!)

Weszłam do zerówki, a tam porozstawiane mini-deski do prasowania. Zachwyciłam się:

  • Ojej, ileż tu desek! Kto to tak prasuje?!?

I na to odpowiedziała wychowawczyni, która zresztą gdzieś niedaleko mieszka i jesteśmy na ty (a wczoraj się śmiałyśmy, bo ona powiedziała w południe, że czuje się jakby była 17-sta, a ja na to, że i tak ma dobrze, bo ja się czuję jakby był piątek):

  • To u nas taki zakład z maglem! A może PANI, ma coś do wyprasowania, Pani Justyno?
  • Nie! Niestety nie! Zresztą JA sama TEŻ lubię prasować, tylko, że z serialem!
  • Och! Ja też lubię z serialem! – wykrzyknęła teatralnie ona i dodała bezgłośnie: „I z wi-nem” 🙂

<><>

Łucja będzie chyba miała korki. Tyle lat nam się udawało BEZ, ale tym razem jest większa drama z matmą. Już gadałam ze znajomą, weźmie ją, zakładam, że na 2-3 lekcje, panna musi tylko podać co dokładnie CHCE przerobić. Jak przysiadłyśmy z tym rosyjskim to złapała od razu. Wprowadziłyśmy go do użytku codziennego jak angielski i idzie jej on dobrze. Dziś pojechała ze mną po chleb i był „Przystanek Piekarnia”. I mówię jej, że Stoppoint Bakery brzmi sucho jak Police Station, za to „Ostanowka Bułocznaja” jest zapowiedzią dobrej smakowej przygody! 🙂

A co jeśli Mikołaj zaśnie przed dziećmi?

BO tak się zdarzyło… ALE za to sama z SIEBIE się obudziłam około północy i szybko rozstawiłam co trzeba po pokojach! Były książki, mydełka ORAZ szalik, kalesony i ciepłe kapcie, ale wszyscy całkiem zadowoleni. Poza tym rozpoczęliśmy manufakturę kartkową. JESZCZE nie robimy kartek tych głównych, ale Mieszko miał zanieść do szkoły zrobioną kartkę i te jego działania (to TA kartka niżej) TAK zainspirowały Łucję, że i ona zaczęła wczoraj dłubać na strychu. TYLKO, że panna postanowiła zrobić kartki dla CAŁEJ niemalże klasy, wiec proces jeszcze będzie trwał…

No to zima! Wyjęłam z szaf zimowe kurtki i UWAGA (cóż, za nieoczekiwana sytuacja): Mieszka kurtka jest za MAŁA!!!??!. No, ale teraz TO już czekamy do wyprzedaży, więc tylko wysłałam mu propozycje z różnych sklepów. Dobry news z poniedziałku jest natomiast taki, że nie będę mieć dwóch godzin zajęć indywidualnych z jedną panną. Dyrektor ostatnio się mnie o to pytał, powiedziałam, że rzeczywiście MAM za dużo godzin (prawie 30) i gdyby dało się COŚ odjąć to było by świetnie, no i zniknęły mi dwie. Niby nic, ale w czwartek i piątek będę wychodziła te 45 minut wcześniej. Bardzo, bardzo miłe!

<><>

Byłam na zastępstwie i zrobiłam kahoota. To taki ratujący sytuację projekt, który lubią uczniowie, bo to okazja do wyjęcia komórek. Niezłe są natomiast niki pod jakim uczniowie się logują. Jedna dziewczynka napisała: Gruba i nieważna (mocne), zawsze jest jakiś KING, ale tym razem był też „Lubię mamuśki”.. I wydało się, że to chłopiec z taką fantazją. Powiedziałam mu więc: Bardzo mi miło, Bartek 😀

Raport z weekendu

I znowu sukces! Tzn. nie sprawdziłam sprawdzianów, ale zamierzam wykorzystać tę zakładkę, że mam na to DWA tygodnie i NIE napisałam ocen opisowych, lecz dom wysprzątany, prasowanie odwalone, kalendarze poskładane a znaczki kupione i wydrukowane. Sprawdziłam kiedy te szczepienia dla >12 i WIEM, że BĘDĄ, ale daty jeszcze nie ma. Prezenty na Mikołajki szkolne i te u nas w domu zapakowane. Btw. NIE mam papierów (muszę kupić) i Łucji pakowałam w jakiś świąteczny MATERIAŁ. I zapomniałam zapakować jej piżamę i tak się zastanawiałam, czemu mi się wydawało, że dla niej mam za dużo, a później to odkryłam… No cóż, dostanie pod choinkę. Ach i małe choinki w pokojach dzieci stawiamy dziś (skoro je znalazłam na strychu!) ORAZ zmieniłam obrus na dole, co to nie jest ŁATWE, bo to takie miejsce, na które się wszystko odkłada… NIE wyspałam się, bo w nocy prasowałam, a z przyzwyczajenia wstałam o…. siódmej, ale za to gdy składałam deskę sprawdziłam co nowego doszło na HBO i widzę, że jest drugi sezon Przybyszów! To mój i Łucji faworyt, więc chętnie będziemy oglądać!

Składanie kalendarzy było kombinowane, bo podobnie jak rok temu dorzucałam też fotki dzieci mojego bro. To był strzał w dziesiątkę, dziadki bardzo się ze WSZYSTKICH wnuków naraz ucieszyły i wariant tegoroczny był oczywisty. Niżej macie kolaż jaki był na okładce do babci. Doklejałam do tego bliźniaki i efekt wydaje mi się bardzo fajny!

<><>

Niżej trzy książki, co to zniknęły z mojego koszyka, a kupuje je dziadek wnukom pod choinkę. Żywicielka jest dla Łucji i to historia o dziewczynce z Afganistanu, Rezerwat jest dla Mieszka – to jedenastolatek na farmie z dinozaurami, a Księgi Mroku to coś jest już nawet na Netflixie i jest opowieścią o magii i alienacji (dla L).

Kamulców cd

Zaproponowała mi Lutka, żeby przywieźć jej dzieci. I mogłabym powiedzieć, że chwilę się zastanawiałam, ale tak naprawdę NIE zastanawiałam się nic a nic. Pomijając prozę prozy, czyli, że NIE mam jak zapakować prezentów na Mikołajki, bo ONI są cały czas w domu, to zwyczajnie mam sporo roboty. Chcę skończyć składanie w edytorze kalendarzy dla dziadków (i od tego zacznę), zapakuję też ich prezenty na szkolne Mikołajki i zamówię znaczki dla klasy Mieszka, bo będą pisać kartki i ja zaproponowałam, że KUPIĘ. Powinnam zrobić oceny opisowe, ale tak jak rok temu czułam się herosem bo zrobiłam takie oceny dla 50 uczniów, to teraz w samych klasach pierwszych mam 70. I nie wiem czy ruszę to w ten weekend. Równolegle robi się pranie i za jakieś dwie godziny mam ochotę chwilę poprasować…

A dziś byliśmy dziś na targach kamieni i minerałów! Łucja pojechała tam ze swoimi koleżankami z samego rana, a ja dołączyłam z maluchami, po moim bieganiu. Panna była JUŻ co prawda w drugim końcu miasta, ale zanim wyszliśmy już zmierzała w naszą stronę. Z siatką nieoszlifowanych kamulców, bo to zodiakara i kamieniera pierwszej klasy! Lilce najbardziej spodobały się dziś pierścionki i biżuteria, ale ona ma za małe łapki, na TO co jej się podoba, więc za wiele sobie nie kupiła, za to Mieszko wybrał sobie naszyjnik z aqua czegoś tam, czyli „DOKŁADNIE taki, jaki ma Naruto”, czyli ulubiony anime-bohater!

U dziadków zjadłam obiad i opowiedziałam im historyjkę o kalendarzach adwentowych… Otóż podsłuchałam jak pani Mieszka pyta się ich na zdalnych: CZY już zjedli czekoladki ze swoich kalendarzy? I to same pytanie zadałam MOIM uczniom. Okazało się, ze wszystkie dzieci mają taki kalendarz, a wielu ma nawet DWA różne. Najlepsza była dziewczynka, która powiedziała mi:

  • Ja otworzyłam i wyjęłam czekoladkę, ale NIE mogę jej jeść.
  • Ojej. Nie możesz jeść czekolady!
  • Mogę, ale one są z ALKOHOLEM i ja je od razu zanoszę mamie.

Więc jeśli czasem macie wyrzuty sumienia (jako rodzic), pomyślcie o matce, która sprawiła dziecku kalendarz z czekoladkami z likierem i codziennie rano córka jej przynosi czekoladkę 😀 Btw. sądzę, że już ma kolejny, ale to zabawna sytuacja!

Klarens. Był sobie kot.

Dziś uśpiliśmy Klarensa. Miał takie koszmarne choróbsko nazywane kocim Aids (jak przystało na kociego wojownika) i żeby było ciekawiej, to sam wirus atakujący otrzewną ma kształt koronowirusa. Gość miał poszarpaną szczękę, lecz gdy zaczęło się to w końcu wygajać, okazało się, że wcale nie robi się silniejszy… No i wyszło na to, że ma TO, co dziesiątkuje kocią populację (a jak sięgam pamięcią to położyło też wszystkie małe kociaki, które adoptowałam ze schroniska). Dok powiedziała: Jedyne co mogę zaproponować to eutanazja. Nie ma lekarstwa. Może jeszcze chwilę żyć, ale trzeba to zrobić… Będzie żył tydzień, maksymalnie miesiąc. Wytrwał ponad cztery tygodnie czując się zupełnie dobrze. Ze świetnym apetytem, żrąc również psią karmę, jak przystało na kota wychowanego przez psa i wychodząc czasem z domu, choć maksymalnie na 10 minut. Dziś pojechałyśmy z Lilką po prezenty na szkolne Mikołajki i zadzwonił do nas Mieszko, że z kotem się coś dzieje. Że nie może ustać na nogach… Gdy wpadłyśmy do domu, Mieszko płakał, a kot leżał z pianą na pysku. Pojechałyśmy we dwie do weta, kocur po drodze się ocknął, ale miał cały czas drgawki, więc weszłyśmy i poprosiłam, żeby TO zrobić. Uśpić go. Agonia mogła trwać do rana i sensu nie miała żadnego.

Zawsze miałam wyrzuty sumienia, że go zabrałam z drugiego końca Polski, by go MIEĆ. Ale chciałam mieć kota, bo kot to NIE pies, a ja chciałam mieć ZNOWU kota. Tylko, że TEN kot tam miał rodzinę, wolność, a tu trafił między obce koty, które go tłukły tak długo, aż on zaczął im oddawać. Ale lubię widzieć we wszystkim jakiś sens (wiem, że to głupie) i to był kot, który był dla mnie ważny. Przede wszystkim gdy go przywiozłam byłam już po rozwodzie i czułam się odrzucona przez cały świat. Rozwódki to średnio pożądany towarzysko produkt, a jeszcze z dzieciakami, to proszę Was… A ON mnie wybrał. Czarno-biały kocur. IDEALNY. Taki, jakie lubię najbardziej. Miał 8 miesięcy i przychodził do mnie. MNIE. Przynosił mi krety i myszy. I cały ten okres był takim symbolem samczej siły i waleczności. A może to, że odpuścił i go już nie ma, tzn. że ja już tego nie potrzebuję?

Chciałam jutro wracając z biegania kupić mu choinkę, żeby zdążyć. Bo ON uwielbiał choinki. Kładł się pod nimi z miną: „nareszcie coś mądrego zrobiłaś i wstawiłaś dla mnie drzewo”. Ale nie zdążyłam. Za to szykuje mi się weekend sprzątania. Wirus jest silny, nie wiadomo czy nie ma go Miaustra (nie powinna mieć, bo oni się unikali), ale nie mamy zielonego światła na koty nawet dwa lata (tak vet uprzedziła). Ściągam koce i pledziki, na których leżał i razem z poduchami i swetrami, których BYŁAM jak go ostatnio brałam na ręce. Zbieram to i układam w pralni i góra jest już spora. Są tam również dywaniki z kuchni, bo na nich siadywał…. Zanim to się stało, myślałam, że śmierć w walce była by najlepsza, ale cieszę że byłam koło niego w tym momencie. Leżał by gdzieś na polach, a tutaj mogłam go głaskać. To był mój kocur.

<>

Dodam bo to ważne, że pomagała mi Lilka i jest niesamowita. Przy tych swoich obsesjach, że ją zostawię i odjadę, zrozumiała sytuację na tyle, że gdy ja siedziałam w aucie pod lecznicą, ona poszła do środka, ustaliła, kto jest ostatni w kolejce, powiedziała, że my jesteśmy na zewnątrz z chorym kotem i wejdziemy w ostatniej chwili. Była tam parokrotnie, a później jeszcze pomagała mi przy samym zabiegu. Znalazłam Wam wpis z obchodów JEGO pierwszych urodzin. Przywieźliśmy go pod koniec lata 2015, a urodziny zrobiliśmy mu trzy miesiące później – 24 listopada, na Katarzynki. Czyli, że urodził się w listopadzie 2014 roku.

Pokażę Wam za to JEGO pierwsze zdjęcie. Miał wtedy jakieś 6 tygodni, mieszkał z rodzeństwem w donicy za oknem i był to Sylwester 2015! Taki to był kocur. Piękny, dumny i silny.

Końca roku rozważania

  • Mamo, a wiesz, że za 34 dni są moje urodziny? Niezłe, że w 2022 będę miał 11 lat.
  • Niezłe. Ale myślałeś o nich w kontekście jakiejś imprezy? Sama nie wiem… Pandemia wszystko położyła.
  • Chodziło mi tylko o dwie osoby.
  • Twoje siostry?
  • Nie. Antka i Jaguara.
  • Żartuję. Wiem, że o nich…. Może jakieś kino? Nowy Spiderman powinien wtedy być.
  • Kino było by super!
  • Tak sobie myślę, że kiedy ja miałam 11 lat, a było w 1985 to wyobrażałam sobie, że w takim niezwykłym roku 2022 to ludzie będą latać. Będą mieć latające plecaki i wszyscy będą mieć domy z basenem. Jak Ty wyobrażasz sobie świat w podobnej sekwencji czasowej?
  • Myślę, że będzie jakaś zagłada.

Zszokowała mnie jego odpowiedź. Jakież naiwne było moje dzieciństwo! Ja wiem, że na ich światopogląd trzeba nałożyć paroletnią pandemię, końca której nie widać (podobno można już szczepić dzieci młodsze -postaram się to w weekend sprawdzić), filmy o zombiakach (chociaż my mieliśmy Freddie Krugera i Thrillera Jacksona) i większą dojrzałość ekologiczną, ale i tak to smutne. Nastoletnią mnie kreowały „Powroty do przeszłości” i literatura fantastyczna. Realizm i trzeźwość umysłów nowych pokoleń jest naprawdę mocna.

Za to tak optymistycznie przytoczę Wam rozmowę dwóch katechetek z mojej szkoły. Strasznie mi się spodobała:

  • Gdzie Wy teraz jesteście?
  • W Jerozolimie.
  • My jeszcze na Morzu Czerwonym 🙂