Marker na wyświetlaczu, czyli dalej żegnamy 2021 z emocjami…

Panny odstawione do sanatorium… NIE było gładko, ale u nas chyba NIE może być, bo gdy zmierzyli im temperatury, Liliana miała gorączkę. Siedziałyśmy tam, bo ja powiedziałam, że to z nerwów i od czapki, i od okresu (co to po raz pierwszy był w lipcu, a wczoraj zaczął się po raz drugi) i od nieprzespanej nocy i cichaczem dałam jej paracetamol co to go noszę w torebce. Łucja brzęczała: Lila, NIE rób mi tego, a ja wizualizowałam sobie jaka to będzie drama, gdy będę musiała wszystko w bagażniku przepakować, żeby TYLKO jedną zostawić, bo pakowały się WSPÓLNIE. Potem poprosiłam o rtęciowy i z 38,5 zrobiło się 37,5 a pielęgniarka zapisała w karcie 37,2.

Potem były testy, morze formularzy, potem Lilka beczała, ale w końcu, po trzech godzinach, WESZŁY. I mam nadzieję, że miesiąc tam posiedzą. Nie jeżdżą na kolonie, są za blisko mnie (szczególnie Lilka) i taki okres BEZ mamy dobrze im zrobi. Ja z Mieszkiem mam przygotowaną listę atrakcji i rzeczy DLA chłopca, ale NIC nam DZIŚ z tego nie wyszło… BO? BO tu wchodzi kolejny PRZEBÓJ… Otóż wczoraj po południu zastanawiałam się KTO pomalował wyświetlacz w moim telefonie jakiś fioletowym markerem… A wieczorem MALUNEK zajmował już 1/3 ekranu. Ups… Znaczy się wyświetlacz zaczął się wylewać. Przy każdym uruchamianiu było coraz gorzej… Gdy wyszłam od dziewczyn pojechałam odebrać kurtkę, którą kupiłam Mieszkowi i miałyśmy w sklepie problem ze zczytaniem kodu odbioru z esemesa… Przesuwałam, powiększałam, ale plamy zajmowały już prawie cały ekran. A chwilę później NIE było widać JUŻ nic.

Myślałam, że dotrwam z tym zastępczą komórką do lutego, ale NIC z tego! A musiałam go mieć, bo tę Lilkę zostawiłam z gorączką, a przecież mogli do mnie ze szpitala dzwonić! Teoretycznie mogłabym przełożyć moją kartę sim do telefonu Mieszka, ale przecież on rozwalił sobie ekran trzy dni temu… Weszłam więc do sklepu i kupiłam komórkę. Gość mnie przekonywał:

  • Nie chce Pani telefonu z ekspozycji.
  • Chcę. Biorę go.
  • Ale on nie ma sklepu google.
  • Nie szkodzi.
  • Z TEGO będzie Pani dużo bardziej zadowolona.
  • Ale moje zadowolenie jest w takiej właśnie cenie. Jakaś szansa na zniżkę?

I w ten sposób w ciągu pięciu minut stałam się posiadaczką nowego telefonu, który na razie mnie niewiarygodnie frustruje. Krzycho chciał mnie co prawda ratować jakimś kolejnym swoim nieużywanym telefonem z szuflady, ale adaptacja do nowego aparatu jest ZAWSZE bardzo czasochłonna i ja po prostu nie mam ochoty zmieniać aparatu na kolejny co trzy miesiące.

Niżej fotki z okolic Świąt. Szłam wtedy z Lilką i Mieszkiem i trafiliśmy na lustro na poboczu. I Mieszko nam zrobił komórką zdjęcie!