Jutro rano panny idą do sanatorium, mamy przed-pobytowe urwanie głowy -> obie DZIŚ mają towarzyskie spotkania końca roku, u Łucji to jest połączone z koleżeńskimi Mikołajkami, więc można powoli zamykać 2021…
Jaki był?
Dużo się działo. Tak naprawdę DUŻO. Mieszko poszedł do klasy czwartej (zakończył edukację wczesnoszkolną), Lilka jest w klasie ósmej, a Lilka rozpoczęła naukę w liceum. Przetrwaliśmy komunię, egzaminy do szkoły średniej, a wszystko to z moją pracą w tle. I na dodatek dość zajmującą pracą. Były momenty ciężkie: straciliśmy kota, ja zgubiłam komórkę (będę to powtarzać, bo konsekwencje były koszmarne), galopowała inflacja i niewyobrażalnie brakowało mi czasu. Na początek 2021 wiedziałam, że muszę poszukać rehabilitacji dla Łucji i grafik roczny został wzbogacony o regularną, co-tygodniową wizytę u terapeuty. To wywaliło nam wszystkie możliwe zajęcia dodatkowe, jak pianino, czy warsztaty plastyczne. Nie byłam ANI razu na siłowni i OGROMNIE mi tego brakuje. Tej siły wysportowanego ciała… No i schudłam, co u mnie NIE jest dobre. Latem było 68, teraz jest 61 kg i jest to ZA mało.
A potem zajrzałam do podsumowania 2020 i widzę, jak WIELE się zmieniło. Na dobre. Teraz czuję się PEWNIE. Przyszło mi do głowy, że ta gloryfikowana nadzieja, jest czymś złym. Fajnie żeby istniało inne słowo, bo NADZIEJA kojarzy mi się z pocieszeniem, Niepodległością i wspólnotą. Ale nie ma innego słowa, więc musimy używać TEGO. I nie chodzi o to, że przemawia przeze mnie dekadentyzm kobiety po przejściach czy wyostrzony realizm pragmatyka, bo NIE ma lepszej postawy niż hura-optymizm i życiowa naiwność. Chodzi o to, że, TAK długo jak liczymy, że coś się SAMO zmieni, NIC się nie zmienia. I to nie ma znaczenia, czego ta nadzieja dotyczy. Pomyślcie o pandemii. Gdy się zaczęła i wszyscy zastygliśmy, i te pierwsze trzy miesiące nam zniknęły. A potem gdy rozpoczął się kolejny rok z nią i ogólnie doszliśmy do wniosku, że ONA może nie zniknąć i trzeba się nauczyć z nią żyć., TO JUŻ było lepiej! To, że ja usunęłam pewien rodzaj myślenia z mojego życia jest niewyobrażalnym ułatwieniem. Miałam napisać, że 2021 był rokiem bardzo dobrym, lecz trudnym, lecz gdy przypomniało mi się JAK było, napiszę, że 2021 to BYŁ rok BARDZO dobry. I tyle!
Udały się nam wakacje. Byliśmy nad morzem, mieszkaliśmy w namiocie, zwiedziliśmy Śląsk i zajrzeliśmy na Morawy. Dotarliśmy na Litwę i byłam z Lilką w Rzymie. Zrobiliśmy sobie wypad do Wrocławia i otoczyliśmy się pięknymi przedmiotami. Wszyscy jesteśmy zaszczepieni (chociaż Mieszko dopiero jedną dawką) i pomijając epizod w szpitalu latem z Lilką, nic się u nas nie działo. No i zaszczepiłam Łucję na HPV, co nie było łatwe, bo NIE było tych szczepionek! Obie panny mają rachunki z banku i TO jest tak dobre, że nie mogę się doczekać aż i Mieszkowi założę. Sprawy odzieżowo- zakupowe JUŻ opisałam i one też wyglądają BARDZO dobrze. Nie mam problemów z dziećmi w szkole i chociaż codzienna logistyka jest WYJĄTKOWO wymagająca i skomplikowana, to dajemy radę.
W świecie makro dalej rządziła pandemia. Owszem były pożary latem w Grecji, zadymy w świecie polityki, ale zatrzymanie kolejnej fali, ratowanie gospodarki i szczepienia to były sprawy nr 1. Odbyła się przesunięta o rok Olimpiada w Tokio (zresztą w jakiejś niezwykłej eko-formule), rozwinęły się metody nauki zdalnej i zaklinował się kontener EverGreen na kanale Sueskim co opóźniło przesyłki na całym świecie. George Floyd został zabity co spowodowało zamieszki w Stanach, a w Kazaniu była strzelanina w szkole, którą urządził były uczeń. Elon Musk poleciał w kosmos i rozpoczął gdybanie o space-turystyce. Został zaprzysiężony Joe Biden, a wojska amerykańskie wycofały się z Afganistanu. W Glasgow odbył się eko-szczyt, pokazano w końcu premiery kinowe przesunięte z 2020, a latem pojawiły się lody Ekipa…
NAJ
- Film: Diuna. Przy okazji warto zaznaczyć, że NIE mieliśmy nigdy TAK kinowego roku. W kinie byliśmy chyba pięć razy, co jest naszym absolutnym rekordem. Dużo w tym zasługi programu lojalnościowego mojej karty kredytowej -> on się zmienił, punkty dochodzą wolniej, ale raz po raz, przy jakichś randomowych zakupach jest opcja: przyspieszenie i znowu mam dużo. Weszłam np. wczoraj na to konto i widzę, że znowu do odbioru mam trzy bilety. A Diuna świetna! Wybitna, inspirująca – takie nowe Gwiezdne Wojny.
- Książka: Uwolniona. Podobno branża wydawnicza ma górkę i rzeczywiście czytamy i podoba nam się to co wydają. Uwolniona to była niesamowita pozycja!
- Serial: jesteśmy HBO team, więc tylko od nich… Listę otwiera Mare z EastTown, ale niezłe też były Dzieci z Dworca Zoo, choć to taka luźniejsza refleksja na temat oryginału.
- Twórca Internetowy: jest taka babka, którą często Wam cytuję. Sylvetta-Księżniczka Wiatru. Znajdziecie ją i na Insta i na Fb. Jest wspaniała. Ja dotarłam do niej przez biegowy światek, ale to taka osoba niewiarygodnie prawdziwa. Realna. Ludzka. Pozytywna i szczera. Zamieszkała na wsi, hoduje kury (to moje marzenie), walczy z życiowymi kataklizmami i ma ogromne poczucie humoru. Rok temu gdy zastanawiali się CO można dać na Wośp dali jajka swoich kur. I poszły! Zawsze jak myślę o ludziach, którym powinno się udać, przychodzi mi do głowy ona.
- Influencer: lody Ekipa zrobiły niezły boom, ale Mata rozwalił system globalnie. Nie dość, że stworzył utwór (Kisscom), który w wersji POLSKIEJ jest na światowych listach, to na dodatek wszedł w układ z Mac-iem. WOW i jeszcze raz WOW. A wszystko to w połączeniu z niezmanierowaniem? BRAWO.
- Muzyczny twórca zagraniczny: z muzyką było lepiej niż w 2020, ale cały czas mam wrażenie, że NAJWIĘKSI nie wystartowali. Ucieszyło nas uwolnienie Britney Spears, ale to tak naprawdę czas dla nieznanych. Pojawił się np. Kungs, którego i Lipstick i Never Going Home są bardzo przyjemne.
- Żywność: hitem lata był oczywiście smażony bób, ale JA miałam własny, OGROMNY sukces jedzeniowy, bo dzieci zdecydowały się poszerzyć dietę. Zaczęło się od kulinarnej wyprawy do Wrocławia, ale TERAZ wszystkie już jedzą… indyjskie żarcie. Fajnie by było, gdyby było tego więcej, ale to ogromna poprawa w stosunku do PIZZY i frytek, które były wcześniej rezerwowym daniem na mieście.
- Napój: czarna herbata. Żaden oryginał, ale przyczyniła się do tego Litwa i morze dodatków do herbaty, które ZUŻYWAMY. Mieliśmy jarzębinę, teraz rozpoczęłam paczkę z liśćmi malin, w szafce mam JESZCZE dwie tajemnicze paczuszki, a na dodatek pod choinkę dostaliśmy cudownie pachnącą mieszankę herbacianą.
- Słowo: Brytyjczycy robią co roku profesjonalny ranking SŁÓW obejmujący CAŁY świat. I im w tym roku wyszło słowo: vax, od vaccine, czyli szczepionka. RZECZYWIŚCIE o szczepieniach było dużo i NIE jestem w stanie przypomnieć sobie czy z KIMŚ o tym NIE rozmawiałam. My mieliśmy nasz śpiulkot i mój ulubiony: dwudzionek.
- Kierunek: i tu myślę, że też POLSKA, ale inaczej niż rok temu, była to Polska wcześniej NAM nieznana. Mieliśmy bon turystyczny i docieraliśmy w TE zakątki, gdzie wcześniej nas NIE znosiło.
- Kosmetyk: dalej odkrywaliśmy polskie marki. Niezła okazała się być Herla i Dr Wilsz, ale złoto zdobywa odżywka do włosów z Podlasia. Kupiliśmy przypadkiem, bo lubimy duże opakowania i maska do włosów Revoss, jest naprawdę NIEZŁA.
- Sklep: Action. Namówili mnie na zakupy tam moi uczniowie, kupujemy tam papiery craftowe i całą masę DIY akcesoriów.
- Nurt: panny wkręciły się w te kamulce. Cytryn, kryształ, kwarc? W ogóle ten rozwój mistyki to chyba z pandemią i szukaniem dodatkowej osłony, ale sporo ludzi w to wchodzi. W sanatorium panna chce się nauczyć stawiać tarota, a relacje horoskopowe ma w małym palcu. Jej koleżanki TEŻ to ciekawi i nie wydaje mi się, żeby w 2022 było to mniej popularne!
- Come Back: ostatnio Lutka powiedziała, że papierowe gazety są coraz lepsze i ja się pod tym podpisuję. Po latach czytania informacji w necie, gdzie dominuje kopiuj-wklej, papierowe tytuły chroniące swoje treści płatnymi subskrypcjami piszą CORAZ lepiej. Namawiam Wam do sięgania po magazyn czy gazetę gdy będziecie kolejnym razem gdzieś jechać!
- Transport: znowu wygrywają pociągi. Pociągami jeździ do szkoły Łucja, pociągiem dotarliśmy do Wrocławia i na urodziny Łucji do Lublina. Muszę też dodać, że na koniec roku gmina otworzyła nam aż DWIE zamknięte przez ostatnie pół roku ulice, a kawałek dalej jest otwarty łącznik, który może zmienić drogę do szkoły Łucji. To są bardzo ważne zmiany, które MOŻE nam to przemieszczanie ułatwią. Btw. z początkiem lata marzył mi się kamper, ale jak po-podglądałam jak to życie w kamperze wygląda (z wymianami filtrów, opróżnianiem ścieków i tworzeniem zapasów na wyjazd) TO mi przeszło.
- Zwierzę: pies. Pojawiały nam się ślimaki i motyle w najmniej oczekiwanych momentach, ale największe zamieszanie było jednak przy naszym psie. Na dodatek widzę, że wiele osób decyduje się na psa i to chyba dobrze? Tydzień temu sąsiedzi, których syn chodził z Łucją do podstawówki adoptowali sześcioletnią suczkę ze schroniska i otwarcie mówią: chcieliśmy mieć co robić pomiędzy pracą i domem. Mieć kogoś, kto będzie nas wyciągał na spacery i widzę, że jakby zimno nie było dają sobie radę! Bardzo za nich trzymam kciuki!
- Sport? Rok temu pisałam: bieganie. Teraz to bieganie jest nawet nie regularne… Za to cały czas DUŻO chodzę. I te psy są ludziom potrzebne do chodzenia! Czyli CHODZENIE!
Lilka końca roku z kawą. Podrzuciłyśmy Łucję na ustawkę z koleżankami i weszłyśmy na Ginger Latte. Postanowienia i plany na 2022 zdradzę pierwszego stycznia!

