Qwacker

Co roku z Lutką jesteśmy dumne, że tak CELNIE wyliczyłyśmy z jedzeniem i co roku jest jednak trochę za… dużo. Za to tegoroczną modyfikacją było BRAK potraw dziecięcych. Towarzystwo jest już duże, a to BRAK konieczności robienia osobnych dań, SPORO upraszcza. Taki więc np. Mieszko na Wigilię jadł cytrynę przeznaczoną do RYBY. I tyle. Lilka z Łucją coś tam dziubały, ale byłyśmy z babcią nieugięte i dzieci po świętach są RACZEJ głodne.

Mikołaj się spisał na medal! Ja dostałam kolejny biały sweterek, doszło nam morze maseł do ciała i rękawiczki. Z puli u nas w domu Łucja zarobiła spieniacz do matchy. Bardzo to chciała i pomyślałam, że okej. Tylko, że wybrałam z podgrzewaczem, bo za kilka dni panny idą do sanatorium i będą mogły sobie w pokoju a takiego wynalazku korzystać. I babcia i Lilka dostały ciepłe dzianinowe spodnie, a największą radość sprawiły dziadkom kalendarze z wnukami.

Spacerowaliśmy. Wczoraj, po Wigilii i dzisiaj przed obiadem. Mieszko odśnieżył dziadkom podjazd, a Bibi się skąpała. Mają, niedaleko domu, dziadki staw. I na zamarzniętym stawie siedziały kaczki. I KWAKAŁY. I to było ZA dużo dla psa, który do nich wskoczył. I oczywiście lód pękł i Bibi znalazła się w wodzie. Naprawdę myślałam, że przy tych -10 będę się morsować…. Na szczęście udało się jej wydostać na drugi brzeg , my tam dobiegliśmy i pędem ruszyliśmy do domu, bo woda na sierści zamarzała… Rzecz miała miejsce w nocy i była tak zmęczona, że zasnęła i o PÓŁNOCY znowu nic nam nie powiedziała!

A qwacker? A to taki żarcik. Łucja miała na angielskim filmiki z brytyjskim humorem świątecznym. W ogóle NIE były śmieszne. Cracker to taki cukierek niespodzianka, który rozrywają na pół Brytyjczycy. I było pytanie co wyjdzie z połączeniem crackera i kaczki? A kaczka po angielsku robi qwack… Czyli qwack-er… Ha, ha, nie? Dla nas to słowo fatum tych świąt 😉 Z jednej strony klasyczne udane ŚWIĘTA, z drugiej niespodzianka czyli Bibi co prawie utonęła w pogoni za tą perfidnie kwaczącą istotą. Normalnie qwackerskie święta!

to właśnie TA cytryna
My z Lutką mamy tradycyjne zdjęcia w kuchni…

I spacer:

I to już dziś:

A tu macie taką typową scenkę, że ci DWOJE, nie mogą bez siebie żyć 🙂