Błyszcząca wstążeczka. Tu się srebrzy, tam ginie.

Marcin Orliński to poeta TEGO naszego pokolenia. Jak wszyscy współcześni twórcy literaccy robi całą masę innych rzeczy, bo przecież z poezji nigdy nie dało się wyżyć… Wyżej macie jego WIERSZ o pakowaniu prezentów świątecznych. Oczywiście można GO rozumieć wielorako: bezpośrednio i uzyskacie scenkę z mojego małżeństwa, kiedy uwielbiający perfekcję i symetrię Diabli odmawiał pakowania NIERÓWNYCH paczek i zarzekał się, że za ROK wszyscy dostaną książki, ale można też spojrzeć na te wersy szerzej. Widzimy wtedy rytuały, powtarzalność rzeczy małych, napięcie i przeciążenie końca każdego roku, ale też groteskowość naszego życia. Btw. tytuł wpisu to cytat z Tuwima – jak widać wszyscy te wstążeczki jako coś żywego widzą 😀

Wywiozłam dzieci do dziadków, bo muszę się przygotować do świąt. ZAPAKOWAĆ prezenty (tego NIE da się zrobić PRZY nich, bo cały czas SĄ- ba,nawet były problemy z zakupami, bo wszędzie ze mną jeździła Lilka i gdy raz jej NIE wzięłam to się popłakała), posprzątać i zrobić piernik. Resztę ciast kupuję ->panny podczas degustowania smaków w cukierni wybrały jeden z serników i ciasto MECH, a makowca kupuję Lutka. Za to z tym piernikiem to ŻADEN nam nie smakował, bo są zbyt „zabakaliowane” i spróbuję zrobić sama. Tradycyjnie SOBIE odkurzę i w wersji MAX mam zamiar przetrzeć okna w kuchni OD środka. Do sklepów JUŻ nie jadę – byłam rano po karmę dla zwierząt i RESZTA jest. Zacznę od pakowania!