
Miałam PLAN, żeby pojechać do szkoły. Tam sale puste, łącza szybkie a komfort pracy doskonały. Ba, GDY rano wróciłam z odczulania, miałam TAK dobry czas, że spokojnie mogłam do szkoły dotrzeć… LECZ pomyślałam, że w przerwach, będę mogła dzieciaki karmić, a dom ogarniać. I zemściło się to… JUŻ na pierwszej lekcji. Miałam klasę czwartą, tych, co do z Mieszkiem chodzili do przedszkola, oglądaliśmy nasze zwierzaki, gdy Łucja ryknęła: KTO się tu ZESRAŁ??! Mieszko, wiem, że to TY!?? Odkrzyknęłam od razu: CÓRKO!!! CAŁA POLSKA Cię słucha!!! I TAK runął mit inteligenckich rozmów w domu PEDAGOGA…
LECZ potem poszło gładko, w przerwach rzeczywiście a to pranie nastawiłam, a to rozwiesiłam, a to po kolej robiłam jajka sadzone dla towarzystwa. Wracając z odczulania kupiłam bochen chleba, który raz po raz szłam kroić, żeby w tym biegu SAMI nie kroili, a nawet wystawiłam przed dom świetlnego jelonka. Po lekcjach podskoczyłam z Mieszkiem do sklepu (i MAM już wszystkie prezenty), a później z Łucją na rehabilitację. Za to całkowicie zapomniałam i przegapiłam zebranie w szkole u Łucji, no ale to poniedziałek, więc trudno by pamiętać o wszystkim!
Wyżej Mieszko ze mną na zakupach w galerii handlowej (brakowało mi w prezentach miękkich spodni, o jakich marzyła Lilka), a niżej archiwalne zdjęcie z ubiegłego tygodnia z Łucji szkoły. Fotkę strzeliła jej koleżanka na chemii i jej CENTRUM to Łucja siedząca obok swojego crusha 🙂

