Karpiki i śledziki (jutro cd)

Tyle dobrego z tej gonitwy, że NIE miałam kiedy odebrać paczki z księgarni. Dlaczego dobrego? Otóż, zamówiłam karty do tarota dla Łucji (chciała) i kopałam w temacie chwilę, KTÓRE to są dobre. Najlepsze są marsylskie, ale one mają taką trochę przerażającą grafikę, więc znalazłam takie, które mają równie czytelne arkana, LECZ są ładne. I właśnie TAKIE same dostała Łucja na szkolne Mikołajki (jak świętowali macie na fotce wyżej – Łucja na końcu stołu w czerwonym świątecznym swetrze pożyczonym od babci)! Dobrze, że nie zdążyłam tych kart odebrać 😉

Dałam za to radę odebrać magiel z pralni po półtora miesiąca oraz oddać spóźnione książki do biblioteki (nie policzyli mi kary). Sprzątnęłam też górkę ubrań koło łazienki, która zaczynała wyglądać jak NASZA wersja (tegorocznej) choinki i zrobiłam niezłą carbonarę, którą jadam ja i Lilka…. Ach, no i DZIŚ kręciliśmy klipa do naszego teledysku!