Przysłała mi Łucja dziś screen z artykułu, że stażystka podpaliła pokój nauczycielski bo za dużo od niej wymagano… :)Powiem szczerze, że ROZUMIEM. Jest takie urwanie głowy, że wszystko inne leży. Łucja dziś do mnie pisała, czy jej nie odbiorę, bo jej zmienili pociągi i miała czekać godzinę. Ale nie było takiej opcji. Nie dość, że późno kończyłam, to musiałam pozakładać grupy na Teamsach i odpowiedzieć jakiemuś zbuntowanemu rodzicowi. Odebrałam ją za to 17:30 z dworca, pojechałyśmy prosto na rehabilitację, a o 19-stej zaczynała korki z matmy on-line, bo jutro poprawa. Chwała wersjom on-line, bo one wszystko ratują. A jutro mam trzy zastępstwa, a chciałam się wyrwać jeszcze po prezent dla Lilki, bo w końcu WIEM co panna chce (muszę tylko zdążyć do 17-stej bo mam szkolenie z wielokulturowości). W środę mamy kręcenie teledysku, a w czwartek Wigilię pracową. W piątek MOŻE pojadę z Mieszkiem po kigurumi dla niego, bo on BARDZO marznie w nocy, a wracając kupimy coś dla… BIBI i MIAU.
I to jest akurat całkiem zabawna historia. BO LILA zrobiła BIBI zdjęcie z napisem, a dziś ze skrzynki wyjęłam voucher do jednego sklepu zoologicznego (GDZIE nigdy nie byliśmy), że jak przyjdziemy i wydamy tyle i tyle, to tyle i tyle jeszcze dostaniemy! No i śmiejemy się, że psa napisała list do Mikołaja i on odpisał!

<><>
- Wiesz mamo i takiego niezłego chłopaka widziałam w pociągu i uśmiechaliśmy się do siebie.
- W maseczkach się uśmiechaliście.
- PRZECIEŻ to widać, kiedy ktoś się uśmiecha!
- W maseczkach NIC nie widać.
- TY jesteś TAKA sama jak mamy moich koleżanek. DZIŚ o tym rozmawiałyśmy. Wszystkie takie same! Było by dobrze, gdyby nie ta maseczka. Wychodzimy ze sklepu i po dwóch metrach krzyczy: Zdejmij tą maseczkę! Albo: NIE mogę w niej oddychać!
- NO bo TAK jest!!!
