Małgosiu, gdzie karpia kupujesz?!

krzyknęła na rynku jedna sprzedawczyni do drugiej. I chyba trudno wyobrazić sobie bardziej świąteczny okrzyk 🙂

Od połowy roku projekt DOM leży. Zaczęłam 2021 z impetem: kanapy, materac, komputer, ale wszystko teraz stoi… Miałam dotrzeć do budowlanego, po nowy prysznic, ale zwyczajnie NIE ma kiedy. A ponieważ rzeczy zaniedbane lubią się mścić, podczas weekendowego szału porządków, DOM upomniał się o siebie sam, kończąc losy odkurzacza. Mam rzeczywiście DAR zużywania Agd i u mnie wszystko po prostu się eksploatuje. To akurat urządzenie miało wcześniej tak, że się przegrzewało i przestawało działać, lecz minęło kilka dni i CAŁY czas milczy. A jest to urządzenie BARDZO nam potrzebne. W domu glutenowców i miłośników zwierząt pełno i kurzu, i sierści, i okruszków. Ba, jest też sporo piachu, który niezależnie od pory roku dostarcza pies… Nowy ma być w piątek!

<><>

Dobra wiadomość jest natomiast taka, że chyba obie dziewczyny wcisnęłam (na raz!) pod koniec roku do sanatorium. Przegapiłam wizytę Łucji (bo miałam ją zapisaną w telefonie, który zaginął), a potem od września nie odbierałam telefonu. Bo nie mam jak w szkole odebrać i do tej 15-stej NIE odbieram od nikogo. Groziło już nam, że nas wywalą z systemu, lecz oto się udało, mam jeszcze jedną teleporadę, na której dostanę skierowanie dla Łucji i Sylwestra obie panny spędzą poza domem. Czasem jakiś temat SAM się rozwiąże i to jest właśnie TA sytuacja.

I dzisiejsze zakupy. Zmieniłam MIEJSCE skąd zgarniam pudełka, do których ładuję zakupy w sklepie i oto śmieciarze będą się zastanawiać czy ja mam hodowlę zwierząt? 🙂