- Mamo, przeczytałam Syrenę, którą dostałam na Mikołajki. Jak chcesz mogę Ci dać.
- O super, Łucja, bo akurat nic nie mam. Dobre?
- To SMUT jest. I to taki mocny.
- Erotyk? Ale to przecież z syreną?? Jak to możliwe? To RYBA!
- Tak jak w Arielce. Czasem można.
- Weź mi nie spojleruj. Trudno. Mam nadzieję, że zamykałaś oczy w niemoralnych momentach!
I po świętach! Było smacznie, rodzinnie i pozytywnie! Pogoda jak to w ostatnich latach, była deszczowa, lecz na Nowy Rok ma być śnieg i dobrze, bo dzieci od dziadków dostały rewelacyjne SANKI! Diabli w południe pojechał i wraca dopiero na ferie, a otrzymane prezenty już porozkładane po swoich miejscach. Jedzenia NIE mamy za dużo – raptem słoik sałatki jarzynowej, bo Lutka dopiero wczoraj wieczorem robiła i mikro resztkę zupy rybnej. Dowiedzieliśmy się, że „ryba po grecku” NIE pochodzi z Grecji, kuzynka dzieci weźmie udział w top-owym konkursie pianistycznym (niesamowita opcja – mam nadzieję, że moje dzieci też trochę tych talentów artystycznych z rodziny Diabla zgarnęły), a Bibi przejechała się windą (histeria pełna). Tu macie świąteczną roleczkę, a niżej plejada Mikołajów z Niemiec. Było ICH więcej, lecz TYLKO te dotarły do domu… I tu ciekawostka, bo one mają RÓŻNE smaki. Ten czarny jest pyszny, podobnie jak ten z miętową czekoladą!


































