Jechałam samochodem. Sprzęgło, ściągnięcie stopy, gaz, ściągnięcie stopy, i wtem COŚ zaszeleściło pod stopą. Lekko ją przesunęłam… i zaszeleściło jeszcze BARDZIEJ. Włączyłam awaryjne, zatrzymałam auto i wyskoczyłam z auta niemalże na środku ulicy. O BOSZE! MAM MYSZ w aucie!!! Zajrzałam z duszą na ramieniu pod kierownicę, a tam… folia po CUKIERKU… I był to niewątpliwy znak, że czas na SPRZĄTANIE auta. Zabrałam Mieszka i pojechaliśmy na myjnię. Ze szmatami i kompletem środków, co to mam je w szafce, od ponad dekady.
Myjni w okolicy, mamy tyle co piekarni, znaczy się dużo. Ale kolejki wszędzie były jak przed Wielkanocą! No nic, stanęliśmy, zaczekaliśmy i umyliśmy. Wyciągnęliśmy też wycieczki, wyszorowaliśmy, a auto odkurzyliśmy. Baa, nawet użyłam środków do nabłyszczania plastiku, co to ich przez lata nie zużyłam, bo się złamały te dynksy na górze (aerozole), ale wsadziłam w tę kropkę u góry kawałek metalowego drutu i zrobiłam fontannę z tych substancji i w ten sposób zużyłam je do końca. Takie szorowanie auta było w planach na tę wiosnę, za tydzień będę wieźć gości na imprezę Lilki, więc ZADANIE wykonane!
🌴🌴🌴🌴
A potem pojechałam z pannami na robienie… daktyli! Miałam jechać z całą ekipą, ale Mieszko szedł z kumplami na boisko (??????), a potem poszli coś zjeść. Bardzo to było zdumiewające, lecz skoro miał plan na aktywność Z DALA od komputera, to nie oponowałam. Wzięłam tylko dziewczynki i udałyśmy się na wydarzenie polegające na robieniu „daktyli”. Daktyle były z drewnianych korali i będzie ozdobiona nimi palma. Wpierw zostaną zabejcowane i to co na nich zapisałyśmy to takie nasze sekretne marzenia (zdradzę Wam, że jedno z nich to NOWA KUCHENKA). Daktyle będą umocowane na palmie już w kwietniu, a takie happeningi, czyli tworzenie twórczej tkanki miasta, to coś co bardzo mi leży, więc cieszę się, że panny na to wyciągnęłam i byłyśmy tego częścią! Tu roleczka!