Podczas kiedy jedna połowa świata posypywała sobie głowy popiołem (u nas posypano Mieszka, który jest w cyklu aktywnego chodzenia na msze ze względu na bierzmowanie), druga połowa świata przystąpiła do świętowania Chińskiego Nowego Roku. Zaczynamy bowiem Rok Ognistego Konia! „Ognisty Koń to istota dzika, nieokiełznana, błyskotliwa i witalna. W mitologiach Wschodu budzi lęk z powodu czystej, destrukcyjnej siły”. Dobrze to brzmi, nie? I nadchodzący rok ma sprzyjać szybkim i spontanicznym decyzjom podejmowanym z pasją. Żywioł ognia ma wzmocnić kreatywność i wolę walki. Idąca za tym potrzeba wolności nie do końca jest nam CHYBA potrzebna, ale obiecują dużo, więc tę wolność już jakoś udźwigniemy!
Na niedzielę już zarezerwowałam miejsce w chińskiej knajpie dla nas i dla dziadków (może nawet dołączy do nas mój brat), a dziś byłam w Asian Town! Bubble tea, przekąski noworoczne (niezmiennie moim NAJ typem jest suszony imbir) i dużo smoków! No i koni wszędzie było pełno! 🐎









🍊🧧🥢🥟🍊🧧🥢🥟
- Wczoraj zrobił coming out – Łucja opowiadała mi rano o swoim szefie.
- No, ale to wiedziałaś. A jak to zrobił?
- Powiedział, że pojechał z chłopakiem na Teneryfę na Walentynki. To był jego pierwszy wyjazd za granicę.
- Nieźle. Ale to się zdarza.
- I że nie wiedział, że może być tak pięknie.
- Polska też jest piękna, tylko czasem trzeba wyjechać, żeby mieć lepszą perspektywę i to zobaczyć.
- W kwestii perspektywy przygotowałam plan mojej kolejnej solo podróży.
- OOooo, super. A dokąd?
- Myślałam o trekingu Syria-Liban-Jordania.
- Żartujesz, prawda?
