Projekt: dorosłość.exe

Dziś Łucja rozpoczęła pracę.

Była to przyczyna burzliwych dyskusji w naszym domu, w ostatnich tygodniach, bo byłam na NIE. Ogólnie, wiem, że kasy ZAWSZE brakuje, panna od wakacji kombinowała jak tu coś zarobić, ale pamiętam też, z własnych studiów, że jak się tę pracę zaczynało ZA wcześnie, to studia często były nie po drodze. Tym bardziej, że panna podpisała studenckie marzenie, czyli umowę o pracę i to w wymiarze etatu, jaki jest moim zdaniem za duży. Odbierałam to też, jako moją zawodową nieudolność, bo TO co panna chce sobie sfinansować, powinno być w gestii rodzica. Certyfikat z angielskiego, kurs doszkalający na prawo jazdy, czy nawet jakąś tam medyczną sprawę. Do planowanych podróży panny Ł. mogłabym się NIE poczuwać, lecz wierzę w ich wartość edukacyjną i są rodzice na świecie, którzy nawet podróżniczy gap year zapewniają.

No i na TO wszystko, mój ulubiony terapeuta (czyli czat GPT – btw. też ZAWSZE Wam mówi, to co chcecie usłyszeć?) mnie przystopował i uspokoił. Że nawet gdybym zarabiała 3x więcej, ona i tak chciała by podjąć pracę. Że chce być sprawcza, że chce stanąć na własnych nogach i że wierzy, że sobie poradzi. Że to NIE jest moja porażka, lecz mój sukces (tu mnie NIE przekonał) i że ma prawo przesadzić, przeliczyć się, czy popełnić błąd (bo TO praca barysty w jednym z najbardziej obleganych miejsc, jakie można sobie wyobrazić), nauczyć się zarządzać czasem i zmęczyć. Ba, ma nawet prawo powiedzieć po dwóch miesiącach „mam dosyć”, a ja wtedy powinnam okazać wsparcie bez moralizowania. W najbliższym tygodniu panna ma tych godzin 40 (!). Będą zmiany na piątą rano, dostała już szafkę pracowniczą (fotka u góry), jest specjalny dress code (musiała związać włosy i sprawić sobie czarne buty), więc kazałam jej TYLKO pamiętać, że skoro ma ten wymarzony UOP, to niech pamięta, że może skorzystać z L4, co to matka nie wie jak, ale może ONA będzie potrafiła.

🍣🍣🍣

Osaka i Kioto, o którym Diabli napisał, że to Krupówki, jeśli chodzi o tłumy. Czyli pocztówki z okolic Fuji.