rumba

  • Mamo, mogę jutro pójść z Mieszkiem na lancz?
  • A co z Lilą?
  • Ona ma szkołę. A my sobie w dwójkę pojedziemy.
  • Oczywiście, że tak! Cudowny pomysł! Proszę Łucja, nie wyprowadzaj się ode mnie!

Bo cudowny. Lilka w szkole (po lekarzu pojechała prosto na kartkówkę z matmy), za to Łucja zabrała młodego i pojechali na miasto (po zdjęciach widzę, że wylądowali na pizzy). Ja tymczasem mam kidoski i sporo roboty, więc uwijam, tym bardziej, że rano byliśmy na rynku i mamy pierwsze… truskawki! Są już dostępne dwie polskie odmiany (Rumba i Flair/często pisana jako FLER) i jak już wszyscy wrócą do mnie do domu, zrobię makaron z truskawami! Ale na razie mam ciszę i spokój.

Btw. Zapytałam się wczoraj Lili:

  • Lil, nie masz nic przeciwko temu, że Łucja pójdzie z Mieszkiem na lunch, a Ty do szkoły?
  • Nie. Ciekawa jestem tylko kto będzie płacił 😈

Dobrzy ludzie lśnią w mrocznych czasach

-Baśniowa Opowieść, bardzo dobrze mi się to czyta!

Nowy, krótki, tydzień zaczęliśmy od wizyty u ortopedy. Chciałam Lilkę i Mieszka wcisnąć do sanatorium na czerwiec i zdaje się, że się NIE uda. Placówka przechodzi remont i pierwsze wolne terminy są na jesieni. A wtedy to nie wiem czy Lilka będzie mogła pójść… Z całą pewnością Mieszko się zakwalifikował, chcą z nim pracować i on jaki by to termin nie był – pójdzie! Będę jeszcze dzwonić i się dogadywać, ale wstępnie temat na razie się przesunął.

W tym tygodniu mamy Majówkę! Łucja z Mieszkiem mają cały tydzień wolny, za to Lilka zaraz po rentgenie (bo na ósmą mam taką przyjemność z obojgiem), gna jutro do szkoły na kartkówkę z matmy. Za to panna najstarsza poszła dziś do kina z koleżanką, a ukochany pojechał do Włoch! Jego dziadki obchodzą złote gody i został wynajęty BUS, którym cała rodzina pojechała świętować! Cudownie! Na sam koniec tygodnia jest pewien PLAN, lecz jeśli chodzi o bliższe dni: pierwszy i trzeci maja, czuję przestrzeń [- tak mawiamy w pracy i oznacza to i czas oraz CHĘĆ] na umycie okien!

młody w piątek na szczepieniu

znowu ciepła niedziela

Po obiedzie u dziadków pojechaliśmy na flurry. Mamy wyczajoną specjalną lodziarnie, gdzie i owszem stoi się w kolejce powyżej 40 minut (!), ale lody i ich nowy specjał FLURRY, są wybitne… Łucja z Mieszkiem stali w kolejce, a my z Lilką łaziłyśmy po okolicy z Bibs. Opowiadałam pannie o Davidzie Guetta, bo jestem tym gościem zafascynowana, a Lilka zrewanżowała mi się historią z Tik Toka o jednym DJ-u. I gdy panna opowiadała, to za naszymi plecami pojawił się nastoletni podsłuchiwacz, który w którymś momencie nas wyprzedził i zamaszyście stawiając szeroko nogi poszedł szybko do przodu. I ubawiło nas to i powiedziałam do Lilki:

  • Zobacz, jak go zestymulowała historia o proszeniu DJ-a o numer telefonu. Jaką od razu przyjął POZYCJĘ MĘSKIEJ SIŁY! Qrcze, nie wiem jak powiedzieć po angielsku pozycja siły
  • Trzeba by coś z mindset. Np warrior mindset.

Nieźle to wykombinowała! Szykujemy się na nowy tydzień, co to będzie dziwny, bo aż dwójka moich dzieci ma wolny… I nie będzie to łatwe, bo ja wolnego nie mam!

Ogórkowo pokażę Wam za to jaki cudny szydełkowy pierścionek mi zrobiła Łucja. Ona je z włóczki robi i ma mi zrobić WIĘCEJ i w różnych kolorach! Tak myślę, że może zamówię sobie też z KWIATEM? 🌸

Akcja: Sprzątanie!

  • Mamo, a o jakiej rzece Ty mówiłaś, że do niej nie można wchodzić bo mogą nas zastrzelić?
  • O Bugu, Mieszko. To rzeka, która płynie przy granicy z Białorusią i Ukrainą. Ja, tym strażnikom granicznym, nie ufam bo tam dzieci z karabinami stoją.
  • Wiem, wiem. Nie pamiętałem tylko o której rzece to mówiłaś.
  • Jutro tam jedziemy. Sprzątać.
  • Na granicę?
  • Nie. Bug to wielka rzeka jest. Ona płynie i płynie i całkiem blisko też ją mamy!

Strasznie chciałam tej wiosny ruszyć na jakieś sprzątanie rzek lub lasów. Doskonałe akcje przeprowadza Operacja Czysta Rzeka, ale nie mogliśmy dopasować weekendów. A to wyjazd z dziadkami, a to mój ząb, a już za pasem majówki i wszyscy się rozjeżdżają. Btw. na te akcje z nimi lepiej wybrać się w marcu, bo w maju już jest ich dużo mniej, zieleń zarasta śmieci, no i nie ma już T-shirtów dla uczestników 😉 Niemniej jednak zabrałam WSZYSTKIE moje dzieci (bo z Matim i z Bibi) i pojechaliśmy! Śmieci było DUŻO. Tu macie roleczkę, a za rok wybieramy się znowu. Akcja obejmuje całą Polskę, akcje są mniejsze, większe, widzę, że niektórzy robią akcje prywatne i np. tak obchodzą urodziny. Też fajnie! Ja to tak kombinuję, że za rok może i ja zrobię własną akcję i np. pójdę z uczniami? Wszyscy dostają rękawiczki, worki na śmieci, a jeśli ktoś potrzebuje zaświadczenie do wolontariatu, to szef sztabu takie może wystawić. Gdy zaczyna się akcja można załapać się również na T-shirt lub bluzę, albo przynajmniej sadzonkę.

takie autka na jakiś zlot akurat jechały!

Spojler alert

W związku z planowaną wycieczką panny wyraziły chęć nauki… hiszpańskiego! Bo to język nie podobny do niczego, a chcą COKOLWIEK rozumieć!

Gdy jechaliśmy do Włoch kupiłam naklejki do nauki języka. Zawsze jak robię zakupy książkowe znosi mnie do outletu i tam one na mnie czekały. Sprzęty i zakątki domowe zostały opisane w języku Dantego i spora część wisi na nich do dziś. Przy krajalnicy jest naklejka PAN, na lustrze jest naklejka SPECCHIO, a w szufladzie ze sztućcami naklejka FORCHETTA przypomina jak po włosku jest widelec. Fajne, chociaż sporej części naklejek nie zużyliśmy (te opisujące zabawki) i w sumie to może być wyłącznie uzupełnienie nauki, bo komunikacyjnie NIC to Ci nie daje… Tym razem na szafce w kuchni zawisły podstawowe zwroty. Mamy pytania o to jak masz na imię, skąd jesteś, jaka jest czegoś cena i jak brzmi karta kredytowa. Gdy panny ten bazowy mix opanują, przykleję liczebniki i odmianę kilku czasowników.

Piątek! Za dwie godziny jadę z Mieszkiem na szczepienie, korci mnie by skosić trawę, ale to dopiero gdy zrobię jedną pracową rzecz. Na obiad nie mam pomysłu, ale Łucję pewnie nakarmi mama Matiego, więc mam łatwiej. Zapisałam dziś też Mieszka wraz z kolegą (i siebie) na jeden bieg, a teraz mam tylko nadzieję, że na niego dotrzemy! Czasu jeszcze chwila, ale to będzie pierwszy start od pandemii!

zaległości szóstoklasisty

  • Mieszko! Tak będziesz siedział przy kompie cały dzień?! – pierwsza zmiana i młody od 12:30 jest w domu.
  • Tak.
  • A może jakieś lekcje masz do odrobienia?
  • Nie. Nie zadają już lekcji. Dziś dostałem piątkę z informatyki.
  • A może jakiś sprawdzian? A może jakaś poprawa sprawdzianu? Coś tam z historii ostatnio chyba nie poszło?
  • Nie.
  • Czekaj, czekaj. Zróbmy ten plakat na polski, który miałeś donieść do połowy marca!

Zasiedliśmy z Mieszkiem do zaległych projektów i pyk! Mignęło dwie godziny! To był latawiec z trzema symbolami z „W Pustyni i w puszczy”, list do autora oraz plakat reklamujący książkę wraz z metryczką. Miałam w domu piasek z SAHARY, który wiele lat temu przytachałam z Tunezji (w plastikowej butelce w walizce), więc go użyliśmy. Btw. kolega młodego przyklejając SIERŚĆ wielbłąda włożył do woreczka sierść swojego kota, czyli zrobiliśmy LEPIEJ. Przy okazji odkryłam, że Mieszko nie używa zawijasa przy pisowni litery Ę oraz nie potrafi napisać znaku zapytania. Łatwy ten projekt (z TYM dzieckiem) nie był, inne miałam plany na dziś, ale zrobione! 🦖

Wiosenne bowle!

  • Miaustra tak mnie pacnęła w nocy, że aż się obudziłam.
  • A w co Cię pacnęła?
  • W ucho, Lila. I zadała krwawy cios tak boleśnie, że aż chwilę nie mogłam zasnąć. Poduszkę mam nawet brudną!
  • Ona mogła zrobić to nieświadomie. Może tak się przeciągnęła i tak jej łapka wystrzeliła?
  • Możliwe, ale do końca jej nie ufam. Kojarzysz te filmiki, nagrywane po ciemku, co to koty potrafią w nocy wyrabiać?
  • Tak. Ona czasem ma napady szaleństwa w dzień, więc może w nocy też tak się jej czasem włącza?

Nie dość, że te środki tygodnia są trudne, to jeszcze kot zmasakrował mi w nocy ucho! No ale ma swoje lata, załóżmy WIĘC naiwnie, że zrobiła to BEZWIEDNIE.

Jedzeniowo królują u nas bowle: ryż, szparagi, ogórek, kalarepka i jajka przepiórcze. Zużyłyśmy też dziś zalegającego bakłażana i górę szczypiorku! Ja polewam całość sosem do szparagów, co akurat jest średnio dietetyczne, lecz po prostu lubię! Mieszko ma wersję bez szparagów, za to z kiełbaską, no ale to chłopiec 🐻 Zimno, wietrznie, lecz pies niezmiennie się na spacerach morsuje!

Nieoczekiwanie x3

  • A co Pan mi tutaj zrobił?
  • Wymieniłem Pani licznik.
  • To widzę. Ale czy ten nowy będzie mi jakoś mniej energii liczył?
  • Nie… Ale stary nie spełniał najnowszych unijnych wytycznych.
  • Ale on był nowy.
  • Nie. Był z 2016 roku.
  • Czyli był nowy. A ten poprzedni Pan mi zabiera i ja za to nic nie płacę?
  • Nic.
  • I nic nie podpisuję? Bo ja żadnej informacji o wymianie nie dostałam.
  • Bo nie wysyłamy.

Nieoczekiwanie Nr 1 pojawił się gość z elektrowni z wymianą licznika. W sumie dobrze, że nieoczekiwanie, bo nie musiałam się jakoś nastawiać. Po prostu przyszedł, zapukał, wyłączył prąd na kwadrans i mam nowy licznik. Nieoczekiwanie Nr 2 to Mieszko przeszedł do następnego etapu w turnieju szachowym i jutro ma kolejny etap. Nieoczekiwanie Nr 3 to Łucja dostała trójkę z matmy. TO jej druga trójka z matmy odkąd jest w szkole średniej i bardzo się z niej cieszymy!

Krypciary i krypciarze

-zaczęliśmy oglądać „Fallout” i do naszego słownika weszło nowe słowo oznaczającą osobę nieprzystosowaną, idealistyczną, ale posiadającą dużo farta.

Podróż z Podlasia obfitowała w wiele emocji. Po pierwsze zepsuł się bagażnik a aucie, bo się nie zamykał i drzwi odskakiwały jakby coś tam w mechanizmie się złamało, albo przestawiło. No więc ręcznie ustawiłam tak, żeby drzwi dały się przymknąć i kluczykiem przekręciłam zamek. A potem podjechaliśmy na stację benzynową, żeby nalać paliwo. Drzwi w moim aucie są rozsuwane. Bardzo mi się kiedyś taki wariant spodobał i cały czas uważam, że jest świetny, chociaż te szyny są dość awaryjne. Wlew paliwa jest po stronie pasażera. Otworzyłam go sobie, umieściłam pistolet i zaczęłam nalewać. W tym momencie drzwi postanowiła otworzyć Liliana, która na każdym postoju śmiga do toalety. I zaczęła odsuwać drzwi… GDYBY dotarła do wlewu (ja byłam od tyłu auta) to uszkodziła by klapkę chroniącą wlew, wlew i pistolet dystrybutora. Koszty sądzę astronomiczne… Ale, że jakimś cudem byłam skupiona i zorientowałam się w momencie gdy drzwi już jechały, mogłam użyć mojego najgłośniejszego głosu i wrzasnąć: NIEEEEE!!!! Odsuwanie się zatrzymało, Liliana grzecznie drzwi zamknęła, ja nalałam, zajrzałam do auta, żeby wytłumaczyć co prawie się stało i nakrzyczeć, po czym pozwoliłam pójść do łazienki… A potem pojechaliśmy dalej znosząc wyłącznie piszczenie bagażnika, który raz na jakiś czas, który sygnalizował, że tylne drzwi są otwarte. W domu otworzyłam bagażnik, wlałam w mechanizm zamka konkretną porcję WD 40 i zamknęłam tak samo jak poprzednio. A wczoraj otworzyłam bagażnik i trzasnęłam drzwiczkami jak zawsze i wyobraźcie sobie, że wszystko już działa. Miłe!

Poniedziałek. Dalej zimno. Łucja w niedzielę rano widziała śnieg, a dziś jeden znajomy, który też pracę zaczyna o porze nieprzyjaznej, wkleił fotkę z auto-termometru z temperaturą ZERO! Na ten tydzień mamy zaplanowane szczepienie Mieszka na HPV (druga dawka) i moją kontrolną wizytę. Na weekend mamy PLAN, ale temperatura powinna być ciut wyższa, by wszystko się udało! Dziś rano udało mi się natomiast podjechać z Bibs na szczepienie (wścieklizna). Towarzyszył mi Mieszko, bo psa u weterynarza dostaje histerii i potrzebne jest zawsze dodatkowe wsparcie! Niżej chowa się pod krzesłem, na którym siedzi Mieszko!

punch

  • Mamusiu, a dziś Cię boli? – zapytało moje najstarsze EMPATYCZNE dziecko.
  • Nie. Chociaż w sumie tak…Tak trochę. Jakby ktoś mi wczoraj z piąchy przyłożył.
  • A przyłożył Ci kiedyś ktoś?
  • Nie. Ale tak to sobie wyobrażam 🙂

Jedna z porannych awantur z Lilką, w tym tygodniu, dotyczyła komórki. Bo ona ciągle nie ma Internetu i wciąż musi prosić nauczycielkę o net (gdy robią coś na jakichś aplikacjach), bo jej się akurat skończył. „A wszyscy w klasie mają telefony na abonament!!!”. No więc wybuchłam, że DLACZEGO mi nie przypomniała! Było mówione, że od 16-go roku życia przechodzą na abonament – bo wcześniej mają pre-paidy, na których rzeczywiście na okrągło nie mają środków. Zbiegło to się w czasie z telefonem od mojego operatora telefonicznego, zapadła więc szybka decyzja, w piątek dotarł do nas kurier, a po 24 godzinach, czyli WCZORAJ, numer Lilki został podpięty do sieci z abonamentem. I JUŻ działa! W ten sposób obie panny mają w tym momencie telefony w takim formacie, że zawsze i zewsząd mogą wykonać do mnie połączenie, lecz co za tym idzie, muszą też już obie uważać w strefach przygranicznych oraz pilnować by nie przekroczyć abonamentowego pakietu z netem.

Na niedzielny obiad tradycyjnie dotarliśmy do dziadków! Zawieźliśmy im nasze ciasto z rabarbarem, które nie wygląda efektownie, ale bardzo nam smakuje. Robię je razem z Lilką, która pilnuje bym nie rozpędziła się z wodą różaną, którą bardzo w ciastach lubię! Ciasto za każdym razem wychodzi trochę inne (czasem mieszamy mąki i dodajemy jeszcze kukurydzianą i kokosową/ bywa, że jako tłuszcz wjeżdża masło i biała czekolada/albo, że dodaję adwokatu lub likieru pomarańczowego) – bo przepis jest zmienny, ale efekt zawsze świetny!