-zaczęliśmy oglądać „Fallout” i do naszego słownika weszło nowe słowo oznaczającą osobę nieprzystosowaną, idealistyczną, ale posiadającą dużo farta.
Podróż z Podlasia obfitowała w wiele emocji. Po pierwsze zepsuł się bagażnik a aucie, bo się nie zamykał i drzwi odskakiwały jakby coś tam w mechanizmie się złamało, albo przestawiło. No więc ręcznie ustawiłam tak, żeby drzwi dały się przymknąć i kluczykiem przekręciłam zamek. A potem podjechaliśmy na stację benzynową, żeby nalać paliwo. Drzwi w moim aucie są rozsuwane. Bardzo mi się kiedyś taki wariant spodobał i cały czas uważam, że jest świetny, chociaż te szyny są dość awaryjne. Wlew paliwa jest po stronie pasażera. Otworzyłam go sobie, umieściłam pistolet i zaczęłam nalewać. W tym momencie drzwi postanowiła otworzyć Liliana, która na każdym postoju śmiga do toalety. I zaczęła odsuwać drzwi… GDYBY dotarła do wlewu (ja byłam od tyłu auta) to uszkodziła by klapkę chroniącą wlew, wlew i pistolet dystrybutora. Koszty sądzę astronomiczne… Ale, że jakimś cudem byłam skupiona i zorientowałam się w momencie gdy drzwi już jechały, mogłam użyć mojego najgłośniejszego głosu i wrzasnąć: NIEEEEE!!!! Odsuwanie się zatrzymało, Liliana grzecznie drzwi zamknęła, ja nalałam, zajrzałam do auta, żeby wytłumaczyć co prawie się stało i nakrzyczeć, po czym pozwoliłam pójść do łazienki… A potem pojechaliśmy dalej znosząc wyłącznie piszczenie bagażnika, który raz na jakiś czas, który sygnalizował, że tylne drzwi są otwarte. W domu otworzyłam bagażnik, wlałam w mechanizm zamka konkretną porcję WD 40 i zamknęłam tak samo jak poprzednio. A wczoraj otworzyłam bagażnik i trzasnęłam drzwiczkami jak zawsze i wyobraźcie sobie, że wszystko już działa. Miłe!
<>
Poniedziałek. Dalej zimno. Łucja w niedzielę rano widziała śnieg, a dziś jeden znajomy, który też pracę zaczyna o porze nieprzyjaznej, wkleił fotkę z auto-termometru z temperaturą ZERO! Na ten tydzień mamy zaplanowane szczepienie Mieszka na HPV (druga dawka) i moją kontrolną wizytę. Na weekend mamy PLAN, ale temperatura powinna być ciut wyższa, by wszystko się udało! Dziś rano udało mi się natomiast podjechać z Bibs na szczepienie (wścieklizna). Towarzyszył mi Mieszko, bo psa u weterynarza dostaje histerii i potrzebne jest zawsze dodatkowe wsparcie! Niżej chowa się pod krzesłem, na którym siedzi Mieszko!