Dzień kota!

Widzicie te tornada za oknem? Ja dziś widziałam uderzenie pioruna, a chwilę później w budynku w którym byłam siadł prąd. Wieczorem czeka mnie jeszcze spacerek z Bibs i mam nadzieję, że wiatr nas nie porwie!

Za to 17-sty lutego to Dzień Kota! Na tę okoliczność odsunęłam laptopa i pomiędzy mną, a ekranem zmieścił się jeszcze kot. I grzeje i mruczy, przekonując, że taki sierściuch to bardzo dobra rzecz. Bycie kociarzem jest chyba prostsze niż bycie psiarzem. Kot nie obudzi się o trzeciej w nocy, bo MUSI wyjść do ogródka, a w taki dzień jak dziś nakładasz po prostu jeden sweter więcej i pijesz herbatkę. A nie idziesz w tę wichurę przekonując się, że przynajmniej się dotleniłeś. No i tęsknota za człowiekiem nie jest taka rozpaczliwa jak u psa. Za każdym razem gdy rano wychodzę, Bibi patrzy się na mnie z takiem rozczarowaniem i smutkiem, że pierwsze chwile po wyjściu, tylko o tym myślę. Koty są mięciutkie i pachnące. I jak to mówi mój wujek (brat Lutki i ogromny miłośnik kotów): kot jest jedynym zwierzęciem, które umie się na człowieku ułożyć. Psy, króliki i wszystko inne, ma sztywne łapy i nieukładne ciała. A kot jak wiadomo PŁYNEM jest 🙂

Fotka z wczoraj (Łucja mnie swoją komórką przyłapała). Siedziałam z laptopem i bezskutecznie rolowałam kierunki urlopowe. A kot dopadł mnie z boku! 🙂