Rok Tygrysa!

Lutka mówi, że tak jak JA potrafię napiąć to tylko ojciec potrafi. NIE ma racji. 🙂 To nie MY napinamy, lecz życie samo napina. Chociaż tak serio, to lubię kiedy tak wszystko jest NAPIĘTE, ale co gorsza, wiedzę, że i Łucja i Mieszko też już lubią. Lila napięcie znosi źle, ale może jej się odmieni? To w końcu takie ekscytujące 😀

Ruszamy na ferie! Logistyka jest kosmiczna i przygotowania trwają już od kilku dni. Zaprosił nas Diabli, na swoje hektary w Dojczlandzie. TERAZ, bo dom, w którym mieszka DZIELI z szefem, a szef na ferie pojechał z żoną z Polski na Malediwy. Mamy więc gdzie mieszkać, a do dyspozycji dostaniemy auto. Kruczek tkwi w tym, że zabieramy ze sobą jego córę, a to takie małe siedmioletnie tornado. No i dlatego też lecimy samolotem, chociaż ja z dziećmi spokojnie mogłam dotrzeć tam pociągiem. Wylot mamy w nocy ze środy na czwartek, a sam lot jest z przesiadką na drugim końcu Niemiec w jednym z największych w Europie lotnisk. Będziemy więc mieli przejście z jednego terminalu na drugi, a podróż zajmie nam ponad 5 h… No dobra, ale dlaczego ruszamy już dziś? Ano, bo jedziemy do dziadków z psem i z KOTEM. Wyjeżdżamy na dłużej i ponieważ dziadki nie mają teraz zwierząt CAŁY nas zwierzyniec przewieziemy im. Tyle, że Miaustra NIGDY nie była wywożona i gdyby się okazało, że się przez TĘ noc NIE zaaklimatyzowała, to ja muszę mieć czas żeby wrócić do domu, zostawić ją tu i załatwić ekipę do opieki. Jeśli będzie ok (to wyjaśni się po najbliższej nocy) to od dziadków jedziemy na lotnisko.

Dziś jeszcze mam fryzjera ze mną i z Łucją, a jutro panna ma randkę (odwiozę ją na kolejkę i potem sama wróci). Ostatnie dni to było drukowanie formularzy wyjazdowych, kupowanie specjalnych maseczek i kompletowanie wyprawki dla zwierząt na cały ten okres.

Do kiedy nas nie ma? To jest właśnie spory minus, bo nie będzie nas długo. Wracamy dopiero w piątek 11-go i jest to dla nas ZA długo. No ale Diabli kupił bilety dzieciom i ja właściwie mogłam się wyłącznie dostosować z moim biletem… Moja wina, że NIE zasygnalizowałam wcześniej, że my to lubimy na 4, 5 dni MAX i że Bibs NIGDY na tak długo nie zostawialiśmy.

Jest sporo niewiadomych, bo np. Niemcy wymagają częstego okazywania covid paszportów, ale nie na papierze, lecz w APLIKACJI. A aplikacji obywatel NIE da się zainstalować dzieciom. Tzn. da się, ale paszportu covidowego się nie pobierze. Mam więc screeny z portalu pacjenta i będą po prostu okazywać screeny. Pogoda ma być fatalna, a w mały bagaż NIE zapakujemy ubrań na tak długi okres. No, ale ma tam pralkę, nawet podobno dwie, więc kupimy sobie niemieckiej chemii i potem jadąc autem do Polski on nam ją przywiezie!

Także przed nami eksploracja zachodnich landów i tam powitamy Chiński Nowy Rok! Mieliśmy plan, żeby od-świętować to jak należy, bo to rok mój i Mieszka (i LUTKI! – tak się z mamusia zgrałyśmy), i jak wiecie mieliśmy już bilety lotnicze, gdzieś gdzie to można przeżyć jak należy, ale obostrzenia nam to wszytko położyły. No ale może jakoś przetrwamy! Bo cóż to za urlop jak człowiek NIC nie napnie!