Walentynki!

Chyba bym nie dała rady, gdyby CAŁA trójka była na raz zakochana… Już jeden egzemplarz jest wyzwaniem.. Nie można było na nią liczyć na wyjeździe, bo zamiast być pilotem, gapiła się wyłącznie w telefon. Myślałam, że może WRÓCI do nas, gdy ukochany pojechał na obóz piłkarski z zakazem komórek, ale wysyłała mu wtedy wiadomości. Gdy doszła do setki i przyznała się do tego, powiedziałam: Łucja, przystopuj, bo jak po tygodniu to otworzy to się przestraszy! Ale NIE tylko się nie przestraszył, lecz odpowiedział na KAŻDĄ i na dodatek zawalił JEJ skrzynkę głosówkami jak śpiewa jej piosenki. Mamy więc intensywne i skrajne emocje od Jak będą wyglądać nasze dzieci? oraz Czy MAM zmienić nazwisko? do CZY to na pewno TEN? No cóż, trzeba w życiu takie stany przechodzić, właściwie to bez nich wszystko sensu nie ma, więc ZNOSZĘ to dzielnie 🙂 Pilotem po prostu była Lilka, która radziła sobie z zadaniem ŚWIETNIE. Pochwalę też pannę średnią, bo zaczęła pochłaniać książki. Tyle lat NIE czytała, a teraz wciąga je jak Łucja. Na ferie przerobiła trzy i leci dalej. Bardzo mnie to cieszy!

Naszą domową Walentynką i naszym gejzerem miłości jest natomiast od trzech lat…Bibi! Jej uczucie NIE słabnie i nasze do niej też ma się dobrze. Nie było w Niemczech TAKICH psów. Mało tam czworonogów, czasem szedł ktoś z jamnikiem, czasem z mini-chartem, czasem z jakimś niedużym kundelkiem, ale ŻADEN nie był do niej podobny. Mamy teorię, że Bibi, która jest u nas dość pospolita urodą, jest kundlem polskim. Tyle razy przemiksowanym i uśrednionym, że stworzony został NOWY podgatunek… Po prostu w tych cywilizowanych krajach nie ma aż tylu pokoleń psów bezpańskich i NIE-rasowych. Kupiliśmy sobie tam – na JEJ cześć, zawieszkę do auta w specjalnym craft-owym sklepie. Były tam różne filcowane postacie, które można było przerabiać i my wybraliśmy uśmiechniętego psa. Już nam pokazuje drogę w aucie!

<><>

Do żadnej cukierni NIE zaglądałam (chociaż Lilka brzęczy, że Walentynki to dobry powód by zacząć przygotowania do Tłustego Czwartku), ale byłam w bibliotece po kolejne audiobooki i przedłużenie jednej lektury. No i okazało się, że jest tam ciekawa akcja, bo DZIŚ można pożyczyć książkę niespodziankę… Jest zapakowana, a w domu się dowiadujesz, co też wylosowałeś! Wzięłam i ja i okazuje się, że do przeczytania mam „Smażone zielone pomidory”, czyli coś co akurat RZECZYWIŚCIE chciałam przeczytać!