
Tak naprawdę bliżej teraz do, ZAPLANOWANYCH już, marcowych urodzin Lilki niż styczniowych Mieszka, no ale z dziadkami jeszcze NIE świętowaliśmy… Panny cały styczeń były w sanatorium, potem szybko był wyjazd, ale czy trzeba się tłumaczyć, żeby zjeść kawałek torcika? Tym bardziej, że w cukierniach pełno torcików WALENTYNKOWYCH, a takich jeszcze NIE kupowaliśmy! Po obiedzie u dziadków zostały więc zapalone świeczki i młody te swoje jedenaście w końcu zdmuchnął! Obie siostry pomogły bratu ze świeczkami, żeby było ich rzeczywiście jedenaście, a na pianinku w książeczce z nutami Lilka zagrała Sto lat. Bardzo ładnie i bardzo serduszkowo 🙂




<><>
W samolocie na linii Hmbg-Monachium Mieszko siedział obok mnie… I zwierzył mi się, że w samolocie bolą go JAJKA. Nie mam pojęcia czy to prawidłowo, ale problem mi z głowy wyleciał. I na tym drugim odcinku, już do Polski Mieszko siadł z Łucją, która zerkała na jakiegoś chłopaka, co to chyba wracał trochę tak jak my (od taty na obczyźnie do domu mamy). I Łucja poczęstowała Mieszka cukierkami miętowymi, które sobie kupiła na lotnisku.
Po wylądowaniu młody szeptem do mnie powiedział:
- Te cukierki Łucji pomogły mi na ten mój BÓL.
- Aaaaa.. Mówiłeś o tym Łucji?
- Tak. Powiedziałem jej, że pomogły na mój BÓL.
- A powiedziałeś na jaki BÓL?
- Nie.
- To ja jej powiem 🙂
