Poszłam rano pobiegać i OGARNIAM. Rozkładam ZAKUPY i prasuję! Prania nie mam za dużo, bo rzeczywiście miałam do dyspozycji pralki i to nawet nie dwie, a trzy i wszystkie lepsze od mojej. Kupiłam kapsułki, bo tam wszyscy ich używają i na bieżąco załadowywałam kolejne bębny. W historii naszych podróży chyba pierwszy raz wróciłam z walizkami czystych rzeczy. Nie było za to żelazka i sobie prasuję. Miłe, bo przez ten tydzień HBO wrzuciło kolejny odcinek Pozłacanego Wieku (niezmiennie Wam go polecam) oraz ruszył kolejny sezon Wychowanych przez Wilków (wow!). Powinnam otworzyć pracowego meila i porobić jakieś płatności, ale to JUTRO.
Zwierzyniec ma się dobrze. Prosto z podróży podjechaliśmy do dziadków (dziadek zrobił dzieciom wykład o Hanzie, czyli o średniowiecznej wspólnocie miast bałtyckich do których należał Hamburg), Lutka podała pyszny obiad, a zwierzęta ucieszyły się na nasz widok. To znaczy, taka Miautra to ucieszyła się z dystansem, bo u dziadków odnalazła się DOSKONALE. Było nawet tak, że gdy Lutka wychodziła na siłownię rano, kocica wchodziła pod kołdrę na miejsce babci i spała tam z Krzychem :)) Pies za to tęsknił BARDZO, co było dodatkowym motywatorem by dziś rano zabrać ją do lasu na parkruna.
Bagaże dowiózł nam Diabli, bo on na TEN weekend przyjechał do Polski, więc podróż powrotna pokonaliśmy ekskluzywnie – BEZ bagaży! Co więc piorę? Kurtki i szaliki. Większość naszego pobytu padała mżawka. Dwa razy przeżyliśmy zerwanie chmury na mieście, a tak to kombinowaliśmy, by MIĘDZY chmurami gdzieś być. Już przerabialiśmy taki patent wcześniej, bo jak podróżujesz poza sezonem, to łatwo na taką właśnie pogodę trafić i w SUMIE to jest to zdecydowanie lepsze niż upał. Tylko musisz wiedzieć, że jeżeli pomiędzy 13 a 15 będzie deszcz, to wtedy trzeba być w muzeum, a jeżeli chmury mają nadchodzić i przechodzić, to warto czasem a przystanku autobusowym je te parę minut przeczekać. Jakby nie było ta mżawka tak zawilgociła naszą wierzchnią odzież i muszę to odświeżyć.
<><>
Jeszcze pokażę Wam muzea. Pierwszy to Kunsthalle. Niżej macie Lilkę, a sali przed niej wisi Kandinsky. A jeszcze niżej macie obraz, który jest bardzo memowym obrazem, więc zawaliłam WCZEŚNIEJ dzieciom pocztę przeróbkami tego obrazu i gdy go zobaczyły, to ROZPOZNAŁY!




Lilka i sowa Picassa, a niżej Łucja i Munch. Jak widać gość od Krzyku lubił malować postacie na moście. To co można zobaczyć w Hamburgu to akurat Dziewczyny na Moście!


Tu Lilka stoi na tle afiszów. Bardzo dużo tam się dzieje, ale nic mi niestety te wydarzenia nie mówią. Niżej murale i domy w Karoviertel, czyli takiej artystycznej dzielnicy.



Kłódki miłości, bo skoro tyle mostów, to są często 🙂 Zawsze je przeglądaliśmy i co ciekawe wiele było ze zdjęciem pary co to ją zawiesiła!

I wspomniane już Muzeum Przypraw, które było wyjątkowo pozytywnym zaskoczeniem:



