Turniej na cześć Mieszka!

 

…Rzecz działa w 966 roku, kiedy to Mieszko I z Dobrawą, będąc w podróży zatrzymali się w Iłży… Tak ich zachwyciło to miejsce, że zabawili tam dłużej, a na ich cześć zwołano turniej rycerski….

A w TEN majowy weekend, w 1050 rocznicę chrztu Polski na iłżecki zamek ponownie zjechali się wojowie i rzemieślnicy z czterech stron świata. Razem z nimi na imprezę wbiliśmy się i my! 🙂

XIX TURNIEJ RYCERSKI w Iłży to  jedna z największych i najstarszych imprez historycznych w kraju. Klimatyczna impreza jest zrobiona z rozmachem, stylowo, ale co najważniejsze, jest absolutnie NIEkomercyjna. Nie dość, że posiadacze Karty Dużej Rodziny wchodzą za darmo, to na miejscu były bezpłatne lekcje kaligrafii piórem, zajęcia z wypiekania podpłomyków, zabawy z rycerzami i pokazy plecenia lnu. Jakby tego było mało, chciałam coś tam kupić do jedzenia, ale miałam tylko duży banknot, więc to co chcieliśmy nam po prostu dano 🙂 (oczywiście jak już PIENIĄDZ rozbiłam, kupując MIESZKOWI MIECZ, to wróciłam zapłacić 🙂 Jutro cd turnieju, więc JEŚLI nie macie planów na Majówkę to polecam!

Iłżę przegapić trudno. Wieżę zamkową przykrytą wielkim parasolem (wgramoliliśmy się na nią :)widać z daleka. Tu macie jeszcze linka do www turnieju.

piątek majówki początek

Odwiozłam Młodego do przedszkola i wróciłam po dziewczyny. Widzę, że jeszcze NIE ubrane, lada moment zaczynają się lekcje, a te uchachane po pachy.

  • Co takie śmieszne?
  • Czytałyśmy książkę o pingwinach i znalazłyśmy, że są pingwiny, które nazywają się Pingwiny Adeli.
  • No i?
  • I Łucja wymyśliła, że porozumiewają się ze sobą śpiewając: Hello! Rozumiesz? Jak Adela! 🙂

<><>

Lutka wpadła na świetny pomysł, że przyjedzie pomóc mi sprzątać w pomieszczeniach gospodarczych, bo mam tam ZA dużo rzeczy. Aż się wzdrygnęłam… Mamusia robiąca mi przegląd? Brrr… Sama sobie zrobię! I od wczoraj mam fazę czystko-porządkowania. Zaczęłam od łazienki i szafek łazienkowych. Wiecie, że miałam tam resztki męskich kosmetyków? Ponad dwa lata tam leżą… Co najmniej… Oraz jakieś zapominane tubki i próbki. Patyczki do uszu wciśnięte w krawędzie, tępe nożyczki do paznokci. Wyschnięty błyszczyk. Ulotki. Puste opakowania po masłach do ciała (trzymałam do mieszania farby, ale po co trzy?). Itd… Wywaliłam dużo, dziś przechodzę do kolejnych zakamarków…

Kocham Cię, nawet jak wracasz mokry i zasikany

– ja do Klarensa, o 6 rano 🙂

Zaczynam takim męskim akcentem, bo chcę Was zagonić do jednej akcji. Podobnej do Movember, ale NASZEJ. Nazywa się Łap Jaja, a chodzi o to, żeby mężczyźni się badali. Nie mam statsów dotyczących płci gości bloga, ale zakładam, że jeśli nawet tu nie wpadają, to Wy dziewczyny, macie kontakt z mężczyznami w wieku 20-40, czyli tymi z największej grupy ryzyka.

„Idea jest prosta – chodzi o to, żebyś złapał jaja, zanim będzie za późno. Daleko nie masz – sięgnij dzisiaj pod prysznicem i przebadaj się, centymetr po centymetrze. Jak znajdziesz coś, co Cię niepokoi, leć do lekarza – to jest do ogarnięcia!”

Net zapchany jest już filmikami o jajkach :), które są przezabawne i OBOWIĄZKOWE (wrzućcie sobie na fb, albo twitterze: #łapjaja). Możecie też wejść na stronę akcji, tam niestety filmików nie ma, ale za to możecie o idei akcji i robieniu badania poczytać :))

<><>

A dla równowagi o innych kulkach 🙂 Znajomy napisał zabawny limeryk:

Jedno serce miała,
jedno tylko dała.
A ja chciałem piersi
zamiast długich wierszy.

schematy i arkusze

Byłam w weekend na imprezie. Dzieci nie miałam, znienacka przyszło zaproszenie, więc czemu nie skorzystać? Party było huczne, prawie 200 osób, skład to ludzie z jednej moich byłych szkół. Przekrój przez roczniki spory, mimo wszystko większość była starsza, ale nie chwaląc się i tak wyglądałam TAK, że miałam problem z wejściem, bo nikt nie zakładał, że JA wiekowo się zgadzam 🙂 Jakby nie było przyjęcie się udało, wyszłam o 1-szej (to rekord jak na mnie, bo ja zawsze chwilę po północy się zmywam), a echa, zaproszenia i wiadomości wspominkowe cały czas są.

Oglądałam ostatnio niezły serial „Night Manager” – jak lubiliście Housa, to on tam gra. Ale najlepsza rzecz jaką tam pokazują, to to,  że kobiety doskonale wiedzą, kiedy się podobają. Bo wiemy, nie? 🙂

<><>

Myślicie o Majówce? Pogoda jest słaba a wolnego niewiele. Wkleję Wam tabelkę, którą zrobił mój znajomy zastanawiając się, czy rzeczywiście Majówki ostatnio są chłodniejsze. Jako miłośnik rozpoczynania sezonu grillowego w maju tak właśnie to odbiera. Średnie łapał dla Polski centralnej, ale wiadomo wszędzie było podobnie. Rekordy biliśmy w 2012 (to była fajna majówka, na Podlasiu i w Górach Stołowych), ale czasu do zagospodarowania było wtedy 9 dni.

przed domem

Rozmawiałam ze znajomą i zeszło nam na jedzenie (ona w ciąży). I mówi:

  • Pojechałam ostatnio na rynek. Wiesz, że pomidory już pachną? Stałam jak głupia i wąchałam.

Więc pojechałam dziś i ja. Niewiele jeszcze smacznych rzeczy jest. Ale kupiłam kępki szczypiorku, który rok temu wsadziłam do donic. I czosnek młody. Z hiszpańskich nasion, ale pod naszą folią i na naszej ziemi chowany 🙂 Rozsadę kolendry i kilka jabłek. Truskawki mówią, że będą późno w tym roku i żeby je sprawdzić za dwa tygodnie! 🙂

<><>

Szukałam miotły. Na sabat się śpieszyłam, zamieść przed domem chciałam, whatever. Na kanapie siedziały panny.

  • Dziewczyny widziałyście może miotłę?

Odpowiedziała Łucja (zasadniczo odpowiada tylko ona):

  • Co?
  • Jajco. Widziałyście miotłę?
  • Miotłę Alladyna?
  • Nie. Moją miotłę.
  • To nie.
  • Okej, a Alladyna?
  • A nie wolałabyś Alladyna?
  • Na co mi facet w głupiej czapce i śmiesznych spodniach?
  • Jakie on ma spodnie?
  • Harlemki, haremki, nie wiem jak one się nazywają.
  • Może Alladynki?
  • MOŻE. CZY WIDZIAŁAŚ MIOTŁĘ???

No i nie poleciałam 🙂

ogródek start!

Dobry mamy rok dla szafirków. Nie przypominam sobie kiedy je sadziłam, ale cały ogródek mam zasypany niebieskimi kwiatkami. Rozmawiałam o tym z Lutką i ona ma podobnie. Na jesieni na pewno nie wkładała do ziemi cebulek, a wszędzie jej wyłażą niebieskie polany. Miałam trochę krokusów, lada moment będą kwitnąć tulipany, ale te szafirki to jak chwasty 🙂

Pozrywałam je, bo dziś SKOSIŁAM trawę. Po raz pierwszy w tym roku. I musiałam już to zrobić, bo:

a)trawa długa,
b)mam sporo mleczy,

Co prawda na razie są żółte, lecz musiałam zdążyć przed dmuchawcami! Niebieskość ląduje w wazonikach, przycięłam kilka pozimowych badyli, ale główne prace w ogródku przesuwam aż znajdę rękawice ogrodowe :/ Mam je w ilościach hurtowych, tylko położyłam „wszystkie razem, tak by mi nie ZGINĘŁY”… I nie pamiętam gdzie to było :/

Mądrości zawsze chodzą parami

Naszło mnie kilka dni temu na pranie gąbki z takiej leżanki na strychu. Wyniosłam suszenie prania na dwór, strych to również taki nasz rękodzielniczy zakątek, więc był tam spory bajzel. No i tak przewracając poduchy, odkryłam, że MOGŁO się kiedyś przydarzyć, że Klarens tę gąbkę obsikał, zresztą była pomazana flamastrami. WYPIORĘ JĄ! Godzina jak to przystała na świetne decyzje była standardowa, czyli 8 wieczorem…

Zniosłam tę gąbkę do wanny. Dzieciaki były już w łóżkach, więc tylko po ciemku leżały i podsłuchiwały jak ja się tłuczę, klnąc czasami. Gąbkę władowałam do wanny, umyłam, a wtedy zaczęły się schody… Tak nasiąknęła wodą, że nie byłam jej w stanie wyjąć z tej wanny. Przyniosłam więc z ogrodu wielkie worki, w których były zapakowane meble ogrodowe na zimę. Załadowałam gąbkę w taki worek i zaczęłam tachać w dół, na dwór. Gdy mi się udało, postanowiłam ją wrzucić na suszarkę. Suszarka oczywiście się złamała, gąbka wylądowała na ziemi, a ja mokra poszłam do pokoju dziewczyn.

  • Chciałam Wam powiedzieć, że chociaż Wasza matka jest nieomylna, miewa czasem pomysły, które nie są dobre.
  • Wiem – odpowiedziała Łucja.

:)Ale POMYSŁY ciągle napływały… Otóż dostałam (na DZIŚ) zaproszenie do BrowBaru, czyli miejsca, gdzie zajmują się Twoimi brwiami. Miałam wyregulowane (w końcu w środę byłam u kosmetyczki), ale przecież mogłam sobie rzucić hnę! Nigdy tego nie robiłam, ale skoro MOGŁAM? Btw. sam zabieg był przyjemny, nie wiem na jakiej diecie była ta dziewczyna, która mi to robiła, ale ona cała pachniała. Nawet jak pochyliła się nade mną i dmuchnęła mocniej, to cały czas było to przyjemne.

Macie before&after. O ile w pierwszej wersji byłam człowiekiem BEZ brwi, to w drugiej jestem człowiekiem, którego twarz składa się WYŁĄCZNIE z brwi 😀 Ale to zdaje się w kilka tygodni mi się spłucze, a gdyby nie zeszło to ogolę 😉

w powietrzu!

Muszę się Wam pochwalić, że nasza impreza rowerowa zainspirowała innych rodziców, by w podobny sposób urządzić dziecku urodziny. Jest to bardzo miłe i w sumie logiczne. Mając wybór pomiędzy zabawą w pomieszczeniu a na dworze, a mając w pakiecie piękną pogodę to naprawdę dobry pomysł.

Tym razem świętowała koleżanka Lilki. Jej mama wprowadziła pewne modyfikacje, które mi się podobają. Były np. bańki mydlane. Dzieciaki dostały małe opakowania baniek i wszystkie dmuchały! Zapełniły tę leśną polanę mydlanym kulami. Nie było kubełków na pop-corn i chipsy, ale były kolorowe torebki śniadaniowe, do których nasypywało się „prowiant zabawowy”. Super! Torebki były prostokątne i papierowe, więc spełniały swoją funkcję dobrze. Było też malowanie buź, bo jedna z cioć jubilatki jest w tym specjalistką. Też rewelacja. No i były pianki, o których ja zapomniałam, a mają swoich amatorów. 

Pogoda jest niezmiennie obiecująca, więc wkleję Wam filmik, który nakręcił dzisiaj rano znajomy znajomego. By stworzyć ten oszałamiający klip użył drona (phantom 4? – nic mi to nie mówi, ale kiedyś też taki sobie kupię 🙂 Gość był na Helu (jak widać) i dał do tego opis: Now i’m lying on the cold hard ground. Porywa Was? Mnie tak! 🙂

https://www.facebook.com/plugins/video.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Fmichalsadowski%2Fvideos%2Fvb.719615769%2F10153524958760770%2F%3Ftype%3D3&show_text=0&width=300

olimpiaście

Łucja dziś brała udział w drugim etapie olimpiady ortograficznej. Taka jaka jest już wyluzowana, że bez żadnego stresu pojechała na konkurs. Było z tym trochę zamieszania, bo w tym samym dniu miała być wycieczka szkolna i od dzieci zależało co wybiorą. Dałam jej zielone światło, ale wybrała olimpiadę. Na szczęście klasową wycieczkę dało się przesunąć i nic jej nie przepadło.

  • Sama nie wiem, co bym chciała tym razem dostać… Kolejny medal czy może puchar? Jak myślisz, mamo?

🙂

Btw. panna polubiła szparagi. Nie gotowane, ale surowe. Tylko nie lubi „kwiatków”. Bo „gorzkie”. Super! Zawsze to kolejna potrawa w jej wyselekcjonowanym menu.

Gyzio, Gogo i Garfild. Plus Andżela

Lila ma czwórkę dzieci. Trzech chłopaków i jedną dziewczynkę. Gyzia, który pojawił się na Mikołaja już znacie. To pluszak o największej ilości portretów na świecie. Na urodziny pojawił się żółty pso-zając z falującymi uszami. To Gogo, nazywany też Gogusiem. Na ubiegłotygodniowe urodziny doszedł kot Garfield. I pewnie na tym by się zakończyło, bo dbanie o tą trzodę pochłania ją w całości, gdyby nie to, że w sklepie podczas kupowania czapek na lato Lila zamiast czapki wybrała króliczka w sukience. I w ten sposób pojawiła się Andżela :)) 

I Andżela jest nieustannie przebierana. Ma piżamę, opaski, a teraz najważniejsze: ŁUCJA uszyła jej sukienkę 🙂 Uszyła z białego polaru zastemplowanego pieczątkami z wróżkami. Zamiast guzików jest taśma klejąca, lecz igła i nitka też były używane. Dumna z niej jestem bardzo, więc oto jej dzieło!

Wrzucę Wam też Lilkowego HERAKLASA, bo niezmiennie mnie bawi :))