Są rzeczy, których mamy dziewczynek nie powinny sobie odmawiać…

Jak np. kupno stroju baletowego… To że pójdzie raz i potem jej się znudzi to inna sprawa, ale dla samej przyjemności wybierania tiulowych spódniczek i baletek warto to przeżyć… Balet miał już być od ubiegłego roku. Ale nie znaleziono instruktorki. Więc jak odbierałam Łucję to nieźle się zdziwiłam podsłuchawszy kawałek rozmowy:

  • Tosiu, szybko! Bo spóźnimy się na balet!
  • Tosia chodzi na balet?
  • Tak. Dziś ma drugie zajęcia.
  • A gdzie?
  • W domu kultury.
  • Naszym? Nie było instruktora!
  • Ale znaleźli! Przepraszam, musimy lecieć!

Później okazało się, że na balet chodzi więcej dziewczynek z grupy Łucji! Więc wczoraj wsadziłam Miecha w wózek i poszliśmy zapisać Łucję. I wałkuję tej babce w domu kultury:

  • Wie pani, ja mam jeszcze jedną córkę, ale ona jest młodsza. Można powiedzieć, że ma prawie cztery.
  • Oj to trzeba będzie zapytać instruktorkę czy ją przyjmie. A ona jest taka pryncypialna… Kochana! My mamy prawdziwą primabalerinę z teatru!
  • Poważnie??
  • Tak!
  • A co ze strojem? Jak dziewczynki są ubrane?
  • Mają wszystko. I baletki i spódniczki i nawet opaski :))

A potem już z dziewczynami pojechałyśmy kupować Łucji strój. Baletek jest kilka rodzai, spódniczek też, body też… Ja tam się wzruszyłam przy wybieraniu 🙂 A Łucja chciała nałożyć strój już w samochodzie. I nie szło jej wytłumaczyć, że gołe plecy to zły pomysł na takie zimno 🙂 Wieczór cały pokazywała nam różne figury :)))

Dawno tak nie czekałam na poniedziałek…

Pierwszy prysznic na dworcu zobaczyłam chyba w Kijowie. Mój nastoletni umysł nie był w stanie pojąć na co to komu… Więc Krzycho z wrodzonym wdziękiem erudyty wyjaśniał mi, że jeśli ktoś długo podróżuje i ma wiele przesiadek, może mieć ochotę odświeżyć się w trakcie podróży. Patrzyłam na zaparowane drzwi i wyobrażałam sobie mężczyznę z Syberii, który przyjechał w walonkach w komandirowkę na Ukrainę i przed rozmowami postanowił się „odświeżyć”. Albo kobitę, która wiozła z Odessy siaty ze szmuglowanymi ze statków tureckimi ciuchami. Zmierzała na pólnoc, miała dwie godziny czekania na kolejny pociąg i postanowiła się przekąpać… Ale jakoś nie trzymały się kupy te moje wizualizacje i koncepcji pryszniców na dworcu WTEDY nie pojęłam.

Nie bawiła mnie ta trzydniowa zabawa w Indiankę. Nie przekonują mnie odświeżające kąpiele w lodowatej wodzie. I bardzo się cieszę, że panowie hydraulicy już podpięli mi termę i woda z kranu JUŻ leci letnia! 🙂 Ekscytuje mnie to bardziej niż wyniki wyborów, chociaż głos oddałam i mój kandydat do sejmu wszedł!

Potrzeby cywilizacyjne

Jak przystało na ludzi zepsutych cywilizacją, pozbawieni ciepłej wody umieramy. Ja mam dość płukania garów pod lodowatym kranem, blatów kuchennych których nie da się wytrzeć i tego, że w domu jest zimno i nieprzyjemnie. Wczoraj jak w pasku informacyjnym w wiadomościach pokazali, że jest pierwsza ofiara wychłodzenia, włączyłam na noc piecyki. Inna sprawa, że czas zamówić drewno. Dziś idziemy się kąpać na basen (bo tam są przecież prysznice 🙂 jako, że płukanki w miednicy są jednak dość pobieżne. I zdecydowanie nie jemy obiadu w domu. Albo wyciągamy Krzycha do knajpy, albo wpraszamy się do dziadków Samurajów:)

Oglądam z Łuczą program o piłkach. Ze zdumieniem odkrywam jak dużo wie!

  • Łuczku, a jakie my mamy piłki w domu?
  • Mamy piłki do kosza, piłkę plażową i zwykłe piłki.
  • A mamy piłkę do nogi?
  • Nie.
  • A może Mieszko będzie piłkarzem?
  • Nie. On będzie pomocnikiem.
  • Pomocnikiem? –  (czyżby Diabli wprowadził jej nazewnictwo boiskowe??)
  • Tak. Pomocnikiem gwiazdy.
  • A Lilu, Ty kim będziesz?
  • Ja będę pomocniczką Łucji!

LMJŁ do sześcianu

  • LMJŁ do sześcianu. Jesteście LMJŁ do sześcianu.
  • Ale co o co chodzi tatuś?
  • Nasza rodzina była JKLM do kwadratu. A Wasza jest LMJŁ do sześcianu.
  • No i???
  • Niezły zbieg okoliczności, nie?

Zawsze zdumiewała mnie skłonność Krzycha do kalamburów i wyszukiwania zasad rządzących przypadkiem. Tym razem wymyślił coś takiego. Z liter inicjałów całej rodziny. Bo dziadki wpadły na chwilę wczoraj wieczorem. Zdumiała ich ruina związana z termą i opróżnianiem pomieszczenia gospodarczego i to jak wygląda Lila:

  • Lila, świetnie wygląda!
  • Wiem, mamuś. Ona po prostu nareszcie się wysypia.
  • Ale ona nigdy nie była aż tak wypoczęta! 🙂
  • No, chyba tak.

Retoryka miłości

Z filmami jest jak z winem. Nie ma co się zmuszać do tych co nam nie podchodzą. Pamiętam jak na I-szym roku studiów poszłyśmy we dwie z koleżanką do studyjnego kina. Razem z nami poszedł „humanista z IV roku”. To był film o tym jak facet nagrywał dźwięki. Chodził i przykładał mikrofon do asfaltu. Ciężkie dwie godziny… Jak wyszliśmy to dłuższą chwilę patrzyliśmy na siebie. Tak… Ale widoki. Niesamowity film… Aż w końcu on powiedział: Fuck, co to było?! :))

W Breaking Bad są dłużyzny. To dobry serial, a 10 odcinek 4 sezonu jest wprost rozwalający, ale przeginają z tym pokazywaniem nagiego Walta. Obrzydliwości jest tam zresztą więcej. Co innego Haven. Trzeba mieć na to nastrój, ale jak już Cię wciągną te widoki, to utknąleś… Soundtrack z 3-go odcinka drugiego sezonu (Love machine).  Ellie Goulding ‚Your Song’ 

 

  • Justyna, czy nie uważasz, że powinnyśmy trochę zmienić priorytety naszym córkom? Żeby w kółko nie gadały o miłości?
  • O co dokładnie Ci chodzi?
  • Lila płacze bo ją Łucja nie kocha, Łucja płacze…
  • …bo ją Mieszko nie kocha.
  • No właśnie.
  • Nie. Nie zmieniajmy ich. To nie jest złe. Niektóre dzieci są naprawdę nieznośne. Opluwają się, kopią, biją.
  • Masz rację. Niech sobie gadaja o kochaniu dalej.

Napełniony Spokojem to jeden z bohaterów

  • Halo, słucham?
  • Cześć tatuś. A czemu mama nie odebrała?
  • Bo układa pasjansa.
  • Przecież on jej nigdy nie wychodzi!
  • Może powinna sobie zaznaczyć karty?
  • Albo zacząć grać w mahjongga 🙂 A na co ustawia?
  • Chyba na pracę. Dam Ci ją, bo już  przybiegła.
  • Cześć mamuś! Na co ustawiasz?
  • A tak się chciałam zrelaksować. Mów co u Was?
  • U nas wszystko dobrze. Łucja powiedziała dziś, że jak Mieszko płacze to ona ma NUDNOŚCI.
  • Skąd ona zna takie słowo?
  • Nie wiem. Pewnie z przedszkola, bo ja przecież nigdy nie miewałam.
  • A jak Lila?
  • Też dobrze. Cały czas niby nie zna nikogo z grupy, ale jak się jej pytam, czy Patrycja jest bardzo niegrzeczna, to wie o kim mówię.
  • Czyli już rozróżnia dzieci. A Mieszko?
  • Do południa głównie śpi. Byliśmy na spacerze w bibliotece.
  • Znowu? Nadrobisz zaległości książkowe z kilku lat!
  • No… Na razie jestem na literze W. bo jest na regale najbliżej wyjścia, a tam stoi wózek 🙂

Pokonałam i prawie pokonałam:

1. Bilet w jedną stronę – Didier van Cauwelaert.  Francuski cygan w Maroku. Wielki przekręt w poszukiwaniu nieistniejącej osady w Atlasie. Klimatem podobne trochę do Obcego Alberta Camusa. Chociaż tamto chyba działo się w Algierze. Bardzo przyjemna książka 🙂

2. Uzurpatorka – Jose Freches. To jest III-cia część cyklu „Jedwabna Cesarzowa” i nie da się tego czytać. Doszłam do połowy i stwierdziłam, że odpuszczam. Tak jak są osoby, które nie mogą czytać XIX wiecznej literatury rosyjskiej bo męczą je imiona i oczestwa (Irina Fiodorowna, Stepan Wasilewicz) tak ja nie mogę czytać o Świetlistym Punkcie, Nefrytowym Paznokciu Błogosławionego czy Szlachetnym Ośmiorakim Skupieniu Powagi. Imiona i nazwy zajmują połowę każdej linijki i w ogóle nie jestem w stanie się skupić na fabule.

<><>

Tryptyk z Miechem

 


Sezon na świeże figi

Widzieliście je w sklepach? One są prze-py-szne! 🙂 Chwilowo przechodzimy więc modyfikację wieczornego menu… Modyfikację menu przechodzi tez Miecho. Dwa dni pod rząd wzgardził zupką. Szczelnie zaciśnięte ustka i prychanie. Za to wrąbał kotleta :/ Całego. Dzierżąc go w łapce i bujając się na leżaku. No cóż, chyba odstawimy więc mixer. W kwestiach jedzeniowych można jeszcze dodać, że Lila nie chciała wyjść z przedszkola, bo poprosiła o dokładkę podwieczorku 🙂

Obrazek Łuczy. Specjalnie na tle innych obrazków przedszkolnych, żeby było widać jak niezwykłe są jej malunki. Widzicie najładniejszy? Najstaranniejszy? Drugi od góry w pierwszym słupku? 🙂

<><>

  • Łuki, nie uważasz, że coraz krótsze dni są dołujące?
  • Bardzo. Wychodzę z pracy o 18stej i jest już szaro.
  • A będzie jeszcze gorzej.
  • To prawda.

Po 11-ste: nie naciskaj!

  • A jak Wam rodzice próbowali wpłynąć na ambicję?
  • Porównywali. Nienawidziłam tego. Zawsze byłam gorsza.
  • A do kogo najczęściej?
  • Do Ani P. Ona była doskonała. Nie dość, że była na mat-fizie, to świetnie się uczyła i na dodatek robiła równolegle szkołę muzyczną. I chłopaków też zawsze miała na poziomie.
  • Powinni byli wybrać jakiś bardziej realny wzór. 🙂
  • Ty nie miałeś takiego niedoścignionego wzoru?
  • Miałem. Córka Reginy była idealna. Ja nawet chodziłem na angielski tam gdzie ona, bo tam najlepiej uczą. Mówiłem mamie: Kłam tak jak ona, a ona się oburzała, że to prawda.
  • To pokolenie chyba tak miało, że porównywanie uważało za najlepszy sposób wychowywania. Mam nadzieję, że nam się uda tego uniknąć.

<><>

Diabli wczoraj przytachał do domu skrzynkę jabłek. Bo on na wsi pracuje i mu to agentka co ma sady przyniosła. To mieszanka różnych rodzajów, ale wszystkie są tak samo sadowo zimne i pachnące! 🙂 Ależ mamy jabłkoużywanie!

Te paluszki mogą wszystko

Te małe paluszki Mieszka są nieznośne. Jeśli posadzę go w foteliku obok to się przechyla i robi wszystko, żeby zmieniać biegi ze mną, a wczoraj ściągnął z barku dwutygodniowego smartfona, który nie wytrzymał kontaktu z kuchenną podłogą. No i dziś od rana poszukiwania serwisu :/ Zmora z telefonomi tak już mnie znużyła, że mi się śni po nocach jak mi giną lub psują.

Tymczasem Diabli konfidencjalnym szeptem wprowadza go wieczorami w sekretny świat męskich tajemnic. Mówię Ci Mieszko, będziesz mistrzem palcówek. Wszystkiego Cię nauczę Pamiętaj, one nie lubią jak się robi tak…Chociaż to się fajnie robi...

A ja tym bym wolała, żeby on już tych paluszków w domu nie ćwiczył ://

<>><<>

I z cyklu data do zapamiętania. Sobota wieczór, 30 września 2011, Lila ma 3,5 roku. Siedzą w wannie i wołają tatina. Ta-to!!!!! TAAAA–Toooooo!!!! Łucja po prostu krzyczy. Ale to co wydobywa się z tego małego gardełka Lili jest niesamowite. To faluje i ma różne tony. Nie mówię, że mamy małą Dodę w domu. Mamy coś więcej!

Świadomość markowości ;)

Wanna, wieczór, panny w kąpieli. Na wodzie unoszą się gumowe zabawki (zastosowałam metodę przerzucania do łazienki części zabawek – w ten sposób po 4 miesiacach można je spokojnie wywalić ;). Łucja żuje jakąś. Lila zresztą też, ale mniej ostentacyjnie. Diabli:

  • Łucja! Wypluj tą zabawkę! To jakieś trujące chińskie badziewie!
  • To chyba nie chińskie. To Polly Packet. One na pewno są z atestem – wtrąciłam się.

Łucja po kąpieli do mnie na ucho:

  • Mamo, ale my nie mamy chińskich zabawek?
  • Nie macie, nie macie 🙂

Może i zresztą mają :))

<><>

Był dłuuuugi spacer po mieście. W tym silnym słońcu odkryliśmy, że Miechowi kluje się nie tylko lewa górna jedynka, ale i druga obok też. Ta pierwsza zrobiła już dziurę w dziąśle, a tą drugą dzieli od świata przezroczysty kawałek skóry 🙂 I wszystko jasne skąd to marudzenie. Czapka – rękodzieło z Jasła, a szalik po siostrze. Kwiatek co na nim był, odprułam 🙂

Lila versus mucha w nosie 😉

Oraz mały tatuś, czyli Łucja 🙂 (Justku, a może zrobimy z niej Radwańską?)