Pierwszy prysznic na dworcu zobaczyłam chyba w Kijowie. Mój nastoletni umysł nie był w stanie pojąć na co to komu… Więc Krzycho z wrodzonym wdziękiem erudyty wyjaśniał mi, że jeśli ktoś długo podróżuje i ma wiele przesiadek, może mieć ochotę odświeżyć się w trakcie podróży. Patrzyłam na zaparowane drzwi i wyobrażałam sobie mężczyznę z Syberii, który przyjechał w walonkach w komandirowkę na Ukrainę i przed rozmowami postanowił się „odświeżyć”. Albo kobitę, która wiozła z Odessy siaty ze szmuglowanymi ze statków tureckimi ciuchami. Zmierzała na pólnoc, miała dwie godziny czekania na kolejny pociąg i postanowiła się przekąpać… Ale jakoś nie trzymały się kupy te moje wizualizacje i koncepcji pryszniców na dworcu WTEDY nie pojęłam.
Nie bawiła mnie ta trzydniowa zabawa w Indiankę. Nie przekonują mnie odświeżające kąpiele w lodowatej wodzie. I bardzo się cieszę, że panowie hydraulicy już podpięli mi termę i woda z kranu JUŻ leci letnia! 🙂 Ekscytuje mnie to bardziej niż wyniki wyborów, chociaż głos oddałam i mój kandydat do sejmu wszedł!
