Jest w jednym z pierwszych odcinków Mad Mana ciekawa scena. Na idylliczne osiedle perfekcyjnych żon i sterylnych dzieci wprowadza się ROZWÓDKA. Jedna z bohaterek zaprasza ją, wraz z jej dziećmi, na urodziny córki. Panowie w salonie kopcą cygara i rozmawiają o pieniądzach, panie w kuchni plotkują. Bez złości, ale z autentycznym współczuciem schodzą na nieobecną chwilowo rozwódkę. Któraś mówi:
- Nie wiem co jest gorsze. Papier w Mikołaje w jaki zapakowała prezent czy niewyprasowane ubranka jej dzieci…
Niezłe… Ale to ich stwierdzenie, to o coś więcej niż pusta konstatacja faux pas. Ten papier świąteczny w środku lata to symbol tego, że osoba pakująca prezent nie ma czasu by myśleć o głupotach. A mówcie co chcecie, ale kobiece potrzeby składają się z głupot (męskie zresztą też, ale to innego rodzaju głupoty). Czasem z nich rezygnujemy, ale brak nam ich.
Wczoraj kurier przywiózł mi paczkę ze sklepu z akcesoriami cukierniczymi. Nie, nie zamierzam podejmować kolejnej ekstremalnej próby kucharskiej. Po prostu potrzebowałam różnokolorowe papilotki do babeczek (bo ostatnio piekłam bez 😦 , foremki do wycinania ciastek (decory jesienne), chorągiewki do ozdabiania i słodkie mazaki. Było mi to absolutnie do niczego i do wszystkiego potrzebne! Najpierw przekładałam i rozkładałam je ja, a potem przyszły z przedszkola dziewczyny i przekładały one. To bardzo przyjemne, więc może dziś coś z nimi zrobimy?! 🙂

