Wspomnienie dzisiejszego poranka

Najtrudniejszą rolę w wielopokoleniowej rodzinie ma zięć. Długo sądziłam, że najbardziej przechlapane ma synowa, ale zdecydowanie najtrudniej ma zięć. Musi i podołać oczekiwaniom żony i zaspokoić marzenia jej ojca o idealnym partnerze dla córki oraz brata (o idealnym mężu dla siostry). Pod obstrzałem z każdej możliwej strony. I na dodatek o ile mężczyźni lekko odcinają się od wcześniejszego życia, to kobiety ciągną do tych swoich mocno. Właściwie to jedynym sprzymierzeńcem jest na ogół teściowa…

Staram się o tym pamiętać, i za każdym razem jak urządzam Diablemu jakąś jazdę (typu ta z dziś), to szybko doprowadzam się do porządku i przypominam tę zasadę. Oraz jeszcze jedną, że do czego jak do czego, ale do mężczyzn szczęście mam. Bo mam. Bo doszłam do wniosku, że każda kobieta czasem wali głową w mur, że nie ma prawdziwych rycerzy, ale jak się siądziemy i zastanowimy, to tak źle chyba nie jest? A właściwie to nawet jest wyjątkowo dobrze!

I trzymając się tej myśli otwieram właśnie paczkę moich ulubionych herbatników. Przez miesiąc ich sobie nie kupowałam, bo nie było, a dziś odkryłam, że były tylko producent rebrandingował opakowania i ich nie widziałam!