– czyli Love Conquers All. Zasłyszane na Haven.
Są takie dni kiedy z niczym się nie wyrabiam. Nic mi nie wychodzi, ciągle biegnę i nigdzie nie zdążam. To był taki dzień. Punkt kulminacyjny był kiedy odwiozłam dziewczyny na balet, udało mi wcisnąć do sali obie i w ciągu pół godziny musiałam gdzieś pojechać coś zawieźć i wrócić. Z grona obcych babek na korytarzu przed salą wydłubałam tę, którą kojarzyłam z przedszkola Łucji i poprosiłam by spojrzała na dziewczyny gdybym się nie wyrobiła.
Wsiadałam do auta i powiedziałam: Proszę, jeśli jest ktoś na górze, to wydłuż mi czas i spraw bym zdążyła. I jakimś cudem zdążyłam. Nawet zobaczyłam kawałek tych baleto-tańców :)) Lila dość wybiórczo traktuje polecenia :))) Ale wychodząc rozkosznie zrobiła papa do Madam i ta zapytana później, czy mogą chodzić obie, wykrzyknęła: Oczywiście!
Teraz już dochodzi obiad i jest mi dobrze. Tak w ogóle to miałam dziś napisać, że dziewczyny wszystko mi podbierają. Pamiętam jak latami chodziłam wokół drewnianego pudełeczka na pierścionki Lutki i dostałam je w okolicach 18-stki. To same pudełeczko dziewczyny sobie po prostu wzięły. Przełożyły pierścionki do innego, a to zagospodarowały jakimiś kamyczkami. I wcale się mnie nie zapytały o zdanie! :))
